Rafał Trzaskowski miał wiedzę o tym, co dzieje się w Szpitalu Południowym od lipca 2025. Przez rok ani on, ani odpowiedzialna za politykę zdrowotną w ratuszu Renata Kaznowska nie zrobili nic, by to zatrzymać. Gdy sprawę opisały media, w PO wybuchła panika. Gdy znalazł się odważny lekarz, ujawniający porażające kulisy działalności koordynatora SOR-u Dawida Kacprzyka, wytoczono przeciw niemu najcięższe działa. A przecież sygnaliści powinni być otoczeni szczególną ochroną. Widać, nie w tych realiach politycznych. Waldemar Żurek ostrzega go, Donald Tusk mu niedowierza, rzecznik prokuratury wyraża wątpliwości, a mec. Dubois – jako pełnomocnik Kacprzyka - grozi mu procesem karnym. Ten układ naprawdę zdolny jest do wszystkiego!
Wstrząsające wyznanie: „Tam giną ludzie”
Informacje ujawnione wczoraj przez dr. Emila Jędrzejewskiego w Kanale Zero wywołały trzęsienie ziemi. Były ordynator oddziału chirurgii wskazał na porażające nieprawidłowości, jakie miały miejsce na SORze w Szpitalu Południowym. Okazuje się, że gigantyczne zarobki Dawida Kacprzyka – radnego KO, 28-letniego lekarza bez specjalizacji, sięgające w ubiegłym roku aż 1,6 mln zł, to tylko niewielki wycinek jego szokującej działalności. Dr Jędrzejewski wskazuje, że młody i niedoświadczony lekarz rezydent, pełniący prestiżowe i wymagające stanowisko koordynatora SOR, działał w sposób, który stanowił zagrożenie dla zdrowia i życia pacjentów. „On traktuje ludzi jak fantomy. A jeżeli fantom się „zepsuł”, zmienia dokumentację tak, jakby już wcześniej był uszkodzony” – mówił dr Jędrzejewski w rozmowie z Krzysztofem Stanowskim. „Pacjenci przyjęci na SOR umierali niezaopiekowani, pracownicy oddziału „przypominali sobie” o nich po kilku godzinach i wykonywali im tomografię, żeby coś markować. Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy. Każdy przypadek śmierci na SORze powinien być przeanalizowany” – mówił były ordynator oddziału chirurgii w Szpitalu Południowym. Próbował przeciwdziałać tej patologii na wiele sposobów. Nie krył swoich zastrzeżeń przed samym Dawidem Kacprzykiem, który „poczuł się zagrożony”. Informował kierownictwo szpitala, warszawski ratusz, zabiegał o spotkanie z Renatą Kaznowską, a w końcu napisał bezpośrednio do Rafała Trzaskowskiego (dla którego Szpital Południowy był powodem do chełpliwej dumy). Dwa miesiące później wybitny i doświadczony chirurg, został zwolniony. Kierownik SOR bezkarnie realizował na terenie szpitala partyjne zadania. Gdyby ktoś nie przyjrzał się jego oświadczeniu majątkowemu i nie odkrył niewyobrażalnego zarobku w wysokości ponad 1,6 mln zł, patologia pewnie trwałaby do dziś.
Błyskawiczne uderzenie w sygnalistę
Szokujące informacje przekazane przez dr. Jędrzejewskiego we wczorajszym wywiadzie są porażające. Jednak jeszcze bardziej wstrząsająca jest postawa wymiaru sprawiedliwości i polityków Koalicji Obywatelskiej. Dziś rano prokuratura w trybie pilnym wezwała chirurga na przesłuchanie. Nie dano mu nawet czasu na znalezienie pełnomocnika i ustalenie wspólnego terminu. Mimo że już na wstępie oświadczył, że nie będzie składał zeznań bez obecności prawnika, zadawano mu uparcie kilkadziesiąt pytań. Jak przynał sam rzecznik prokuratury, wszystkie „kwitował milczeniem”. Nie tak traktuje się zwykle świadków. Chciano także zarekwirować jego telefon pod pretekstem zabezpieczenia dowodu wysłania informacji do Trzaskowskiego. O tym, jaka była atmosfera przesłuchania, można się domyślać po późniejszej konferencji rzecznika Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Prok. Piotr Skiba przyznał, że prokuratura nie ma w planach przesłuchania Dawida Kacprzyka, nie widzi potrzeby nałożenia obecnie na niego żadnych ograniczeń, nie dostrzega konieczności zabezpieczania monitoringu szpitalnego czy szczególnego badania innych dowodów. Aroganckim tonem podważał natomiast wiarygodność sygnalisty:
„Chcę podkreślić, czym innym jest gromadzenie dowodu w ramach dziennikarskiego śledztwa i wysłuchiwanie różnych informacji ze strony osób posiadających wiedzę, a czym innym jest uzyskiwanie tego na potrzeby procesowe. W procesie należy mówić prawdę. W studiu telewizyjnym często mówi się nie tylko prawdę”.
Atak polityczny i groźba procesu
Politycy Koalicji Obywatelskiej już wczoraj przypuścili dziki atak na dr. Jędrzejewskiego. Roman Giertych napisał wprost o odpowiedzialności karnej za niezłożenie doniesienia do prokuratury. I nie chodziło mu bynajmniej o Rafała Trzaskowskiego, który zignorował szokujące sygnały. Symptomatyczne są także słowa Donalda Tuska: „Wiarygodność pana Emila Jędrzejewskiego i jego sensacyjnych wypowiedzi po próbie przesłuchania go przez prokuraturę wydaje się być wątpliwa”. W podobnym tonie wypowiadał się dziś rano Waldemar Żurek, a w sieci rozpętano przeciwko chirurgowi czarny PR, robiąc z niego szaleńca, toczącego własną wojnę ze szpitalem. Na tej fali ujawnił się pełnomocnik Dawida Kacprzyka – mec. Dubois. Jeżeli w ciągu najbliższych godzin dr Emil Jędrzejowski nie odwoła „zniesławiających, oszczerczych i nieprawdziwych informacji”, czeka go proces karny – powiedział „Rzeczpospolitej”. Zaangażowanie akurat tego adwokata mówi o sprawie bardzo wiele. Sam Kacprzyk po tygodniu również przerwał milczenie, a w wydanym oświadczeniu wszystkiemu zaprzeczył. Waldemar Żurek na konferencji prasowej przyznał, że nie wie, gdzie Kacprzyk przebywa i że w polskim prawie istnieje domniemanie niewinności. Szkoda, że nie pamiętano o tym w przypaku byłych urzędniczek z Ministerstwa Sprawiedliwości czy ks. Michała Olszewskiego, których bez procesu przetrzymywano w areszcie śledczym przez ponad pół roku.
Cała ta historia jest porażająca. Mamy do czynienia z najbardziej niebezpieczną patologią, bo dotyczącą zdrowia i życia ludzkiego. Upolitycznione struktury szpitalne pozostawały bezkarne. Gdy wreszcie pojawił się sygnalista ujawniający skalę tych szokujących nieprawidłowości, traktowany jest przez system jak przestępca. Co najbardziej bulwersujące, w tę nagonkę włącza się część prorządowych dziennikarzy. Czy tak działa zdrowe państwo? Nic dziwnego, że patologia rozsiewa się po całym kraju, a ludzie, którzy jej doświadczają, boją się mówić o niej głośno. Przykład dr. Emila Jędrzejewskiego dowodzi, jak wiele mają racji. Mimo wszystko coś jednak drgnęło. Dr Jędrzejewski wykazał się niezwykłą odwagą, stając przeciwko całej politycznej machinie z narażeniem własnego bezpieczeństwa. Może więc jego postawa ośmieli innych? Kiedyś przecież musi nastąpić kres tej zuchwałej bezkarności.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/763436-zastraszanie-lekarza-sygnalisty-czy-to-panstwo-mafijne
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.