B. prezes szpitala przerywa milczenie! Szokujące wyznanie o KacprzykuB. prezes Szpitala Południowego przerywa milczenie! Szokujące wyznanie o Kacprzyku

Była prezes Szpitala Południowego Anna Łukasik przerwała milczenie i w rozmowie z portalem Onet podzieliła się swoją wersją na temat tego, co działo się w zarządzanej przez nią placówce. Z jej relacji wynika, że młody lekarz-milioner z KO Dawid Kacprzyk już podczas pierwszego dnia pracy przekazał jej, że pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego!
Przypomnijmy, że w czerwcu tego roku wybuchła ogromna afera w Szpitalu Południowym - okazało się, że Dawid Kacprzyk, radny Koalicji Obywatelskiej z Ursusa i były szef młodzieżówki KO, jako 28-latek bez specjalizacji pełnił funkcję koordynatora SOR i zarobił blisko 1,6 mln zł w zaledwie rok. Do tego okazało się, że w placówce istniała specjalna poczekalnia dla polityków KO i członków ich rodzin, zwana w mediach "salonikiem VIP", i osoby te były traktowane lepiej od innych pacjentów. W efekcie afery prezydenta Rafał Trzaskowski postanowił m.in. odwołać cały zarząd szpitala, w tym jego prezes Annę Łukasik. Teraz kobieta przerwała milczenie, przedstawiając swoje spojrzenie na całą sprawę.
Miał wyższą stawkę niż inni lekarze
- Łukasik przyznała, że młody lekarz z KO zarabiał więcej niż jego koledzy po fachu.
Wiedziałam, że miał wyższą stawkę niż inni lekarze, ponieważ pełnił dodatkowo funkcję koordynatora SOR-u. Jego ostatnia umowa przewidywała 330 zł za godzinę. To dużo, ale na rynku są stawki wyższe, także w mniejszych miastach — od 450 do 600 zł za godzinę. Kacprzyk był też użyteczny organizacyjnie: faktycznie obsadzał dyżury zespołem lekarzy
- mówiła była prezes Szpitala Południowego.
Rozumiem społeczne emocje, ale trzeba spojrzeć na realia rynku. Zatrudnienie lekarzy na SOR-ach jest bardzo trudne, a stawki kontraktowe są dziś wysokie. Zastałam go już na tym stanowisku, z zespołem i obsadzonymi grafikami. To był pierwszy szpital, w którym nie musiałam szukać w ostatniej chwili lekarzy, by zamknąć braki w dyżurach. Nie twierdzę, że jego wynagrodzenie było małe. Twierdzę natomiast, że stawka 330 zł za godzinę nie odbiegała od stawek spotykanych w innych placówkach. Problem pojawia się, gdy wynagrodzenie jest naliczane za pracę, której faktycznie nie wykonano — i właśnie to powinny wyjaśnić audyt oraz prokuratura
- oceniła.
"Pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego"
Była prezes szpitala wyznała, że Kacprzyk już pierwszego dnia pracy chwalił się, że pilnuje tej placówki w imieniu prezydenta stolicy i wiceszefa KO!
Pierwszego dnia pracy powiedział mi, że "pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego". Najpierw odebrałam to jako żart. Później zobaczyłam, że utrzymywał bliskie relacje z wiceprezydent Warszawy Renatą Kaznowską i innymi urzędnikami stołecznego ratusza, a w internecie pojawiały się zdjęcia wskazujące na jego aktywność polityczną. Kilka razy proponował mi udział w prywatnych kolacjach Kaznowskiej z prezesami i dyrektorami podległych miastu szpitali. Nigdy nie brałam w nich udziału
- powiedziała.
Skąd się wziął "salonik VIP"?
A skąd się wziął "salonik VIP", którym zarządzał Kacprzyk? Łukasik zrzuciła tu winę na swojego poprzednika, Artura Krawczyka, który miał przydzielić to pomieszczenie Kacprzykowi.
To była sala w części komercyjnej szpitala. W mojej ocenie nie była przez Kacprzyka wykorzystywana jako pomieszczenie dla zaprzyjaźnionych z nim pacjentów. Powód jest bardzo prosty: nie podejmowałby takiego ryzyka
- stwierdziła Łukasik.
Dlaczego była prezes Szpitala Południowego nie zareagowała stanowczo na nieprawidłowości w zarządzanej przez nią placówce, pomimo pojawiających się sygnałów o nich?
Rozumiem ten zarzut i nie uchylam się od odpowiedzialności za decyzje, których nie podjęłam wystarczająco szybko. Nie sprawdziłam od razu, dlaczego Kacprzyk ma do dyspozycji pokój. Nie potraktowałam samych jego politycznych deklaracji jako przesłanki do formalnej interwencji. Nie potrafiłam też od razu połączyć odkrycia ubrań w magazynie na oddziale, chłodni w naczepie, dodatkowych zamków w prosektorium w jedną całość. Ale trzeba pamiętać, że zarządzałam dużym szpitalem z wieloma pilnymi problemami: finansami, rozliczeniami z NFZ, obsadą lekarzy i konfliktami na oddziałach. Nie dostałam od rodzin ani od personelu zawiadomień o nieprawidłowościach, które później opisano. Kiedy tylko pojawiały się sprawdzalne informacje, reagowałam: polecałam kontrolę, zmieniałam umowy albo kierowałam sprawę do prokuratury.
- broniła się była prezes Szpitala Południowego.
tkwl/onet.pl
