Tańsza benzyna (na dwa tygodnie) – tani chwyt rządu TuskaTańsza benzyna (na dwa tygodnie) – tani chwyt rządu Tuska. "Drożyzna i inflacja nie wzięły się znikąd – to efekt właśnie takiej polityki"

Polacy wracają z wakacji, a rząd Donalda Tuska nagle przypomniał sobie, że paliwo sporo kosztuje. Od 17 sierpnia do końca miesiąca obniżono VAT z 23 proc. do 8 proc. i wprowadzono ceny maksymalne. Po całym lipcu i połowie sierpnia, kiedy zdarzało się, że litr benzyny i diesla potrafił być droższy nawet o 90 gr, nagle pojawia się „ulga”. Jak na zamówienie – po szczycie wyjazdów, tuż przed powrotem dzieci do szkoły.
Śmieszne, krótkie upusty, które mają zagłuszyć narzekania, a potem znowu pełne podatki i pełna cena. To nie troska. To nie polityka. To improwizacja na poziomie amatorskiego kabaretu. Wcześniejszy program „Ceny Paliwa Niżej”, który trwał od marca do końca czerwca, kosztował prawie 5 mld zł. Gdy go wygaszono, ceny natychmiast poszybowały. Rząd najpierw zezwolił na skok i pozwolił kierowcom oraz firmom boleśnie to odczuć, a teraz daje krótki oddech i zrzuca winę na prezydenta, który ośmielił się zablokować niekonstytucyjny podatek od nadzwyczajnych zysków koncernów. Typowe dla Tuska – najpierw zepsuć, potem udawać ratownika, a winnego zawsze znaleźć gdzie indziej.
Tymczasem właśnie ta niepewność, te ciągłe zmiany stawek i paniczne ruchy podbijają koszty transportu, a przez to ceny żywności, usług i wszystkiego, co kupują Polacy. Drożyzna i inflacja nie wzięły się znikąd – to efekt właśnie takiej polityki: najpierw brak działań, potem paniczne, dwutygodniowe protezy.
