Po co nam rzecznik praw dziecka? Oskarżają Hornę-Cieślak o przemocPo co nam rzecznik praw dziecka? "Trzy- i czteroletnie dzieci przekazano do domu dziecka, a rodzice otrzymali zakaz zbliżania się do nich"

Rzecznik praw dziecka Monika Horna-Cieślak jest ostatnią osobą, która funkcję tę powinna sprawować. Poważniejsze pytanie dotyczy sensu istnienia tej instytucji.
Uliczne spięcie wystarczyło, aby obecna rzecznik zaangażowała wszelkie dostępne jej środki, i to na pograniczu prawa, aby odebrać rodzinie dwoje małych dzieci. Podobno matka pokrzykiwała na to, które usiłowało wyrwać się na jezdnię, a dodatkowo niegrzecznie odpowiedzieć miała – nie, nie uwierzycie – samej pani rzecznik. Ta zwróciła się do policji. Funkcjonariusze nie widzieli podstaw do odebrania dzieci. Rzecznik przekonywała sąd. Jest to naruszenie zasady, która zakłada, że strona postępowania, jakim jest RPD, nie naciska na arbitra. Interwencja nie odniosła skutku, a sąd przekazał sprawę kuratorowi. Ten również nie uznał racji RPD, ale Horna-Cieślak nie ustępowała i bombardowała sąd kolejnymi monitami.
Zmianę decyzji udało się jej wymusić na policji. Funkcjonariusze z pomocą psa tropiącego (!) dokonali przeszukania mieszkania rodziny prześladowanej przez RPD i znaleźli w lodówce dwie zamknięte butelki piwa, co zostało uznane za okoliczność obciążającą. Trzy- i czteroletnie dzieci przekazano do domu dziecka, a rodzice otrzymali zakaz zbliżania się do nich i nakaz opuszczenia mieszkania.
