Krakowska lekcja. "PiS wystawiło dobrego i pracowitego kandydata"Krakowska lekcja. "Tusk próbował odwracać uwagę swojego elektoratu od przykrych doniesień z Krakowa"

Przedterminowe wybory w Krakowie to obecnie najbardziej wiarygodne laboratorium polityczne. Patrząc na wyniki głosowania na prezydenta tego miasta, partie i ich liderzy mają o czym myśleć przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. Wiedzą, czym się martwić i z czego się cieszyć. Wnioski nie są jednoznaczne, ale widać, komu będzie łatwiej, a komu trudniej.
Od razu można zdradzić: największy ból głowy ma Donald Tusk. Chyba że jego protegowana, senator Monika Piątkowska, wygra, pokonując w drugiej turze obecnego faworyta, czyli startującego z własnego komitetu Łukasza Gibałę. Wtedy nastąpi przełom, wydaje się to jednak mało prawdopodobne. Na Gibałę zagłosują wszyscy, którzy są przeciwni obecnej władzy, zwłaszcza wyborcy PiS. Piątkowska nie ma takich rezerw.
Wybory w Krakowie są pilnie obserwowane w kontekście polityki ogólnokrajowej. Tu trzeba zacząć od ważnego zastrzeżenia: wybory uzupełniające w jednym mieście mają swoją specyfikę. Nie da przenieść się wszystkiego jeden do jednego na przyszłoroczne wybory parlamentarne. Ta oczywista specyfika wynika z udziału w wyborach Łukasza Gibały, którego ambicją jest, by zostać prezydentem swojego miasta, a nie wpływać na politykę ogólnokrajową (na razie nie ma żadnego takiego znaku).
