Reparacje. Berlin i Tusk mają problemReparacje. Berlin i Tusk mają problem. " To pokazuje skalę katastrofy, jaką Niemcy sprowadziły na Polskę podczas II wojny światowej"

Zastosowana metoda liczenia strat była konserwatywna, szczególnie w odniesieniu do ofiar ludzkich
W niemieckojęzycznej przestrzeni publicznej pojawiła się właśnie pierwsza zagraniczna recenzja trzytomowego raportu o stratach wojennych Polski. Jej autorem jest austriacki historyk i ekonomista Michael Pammer, a tekst opublikowano w niemieckojęzycznym czasopiśmie naukowym „Sehepunkte”. I paradoksalnie najważniejsze nie jest to, że ktoś za granicą dostrzegł ogrom polskiej tragedii. Najważniejsze jest coś znacznie bardziej niewygodnego dla wielu polityków nad Wisłą: autor recenzji potwierdził, że metoda, którą przyjęliśmy przy wyliczaniu strat, była konserwatywna.
Przez lata słyszeliśmy przecież ten sam refren. „Absurdalne kwoty”, „nierealne oczekiwania”, „polityczna propaganda”. Szczególnie chętnie powtarzali to politycy i publicyści związani z obozem Tuska, próbując przedstawić temat reparacji jako wyborczą emocję, a nie poważną debatę o historycznej odpowiedzialności. Tym samym czynili przysługę niemieckim decydentom politycznym – niezależnie od tego, który z kanclerzy był u steru władzy w Berlinie. Tymczasem zagraniczny recenzent zrobił coś, czego wielu krajowych krytyków nawet nie próbowało: przeczytał raport i przeanalizował metodologię.
