Podrygi Tuska. Czy odda władzę w sposób pokojowy?Podrygi Tuska. Już wie, że przegrał. Czy odda władzę w sposób pokojowy?

Obecny premier jest politycznie skończony, a przez to groźny, bo zamierza utrzymać obecny układ przy władzy wszelkimi środkami.
Rząd Donalda Tuska znalazł się w najgorszej sytuacji od przejęcia władzy 13 grudnia 2023 r. Na pytanie pracowni UCE Research (sondaż dla Onetu zrealizowany 14–16 sierpnia 2026 r.), czy – biorąc pod uwagę dotychczasowe działania rządu Donalda Tuska – koalicja sprawująca obecnie władzę zasługuje na kolejną kadencję, 47,4 proc. badanych odpowiedziało, że nie (31,4 proc. uznało, że zdecydowanie nie). 39,6 proc. respondentów dało Tuskowi szansę. Problemem jest to, że on sam pozbawia się szans na zwycięstwo w wyborach parlamentarnych w 2027 r. Współpracowników oszukuje optymizmem i gromkimi wezwaniami „do roboty”, ale najbardziej zaufanym mówi: „Chłopaki, chyba to przerżniemy, ale tak tego nie zostawimy”. I ma świadomość, że w przeciwieństwie do sytuacji z 2023 r., gdy był organizatorem oraz „sprawcą” wygranej, tym razem to właśnie on jest najsłabszym ogniwem i „sprawcą” spodziewanej porażki. Nie oznacza to, że chciałby się usunąć, ale rozważa sytuację, w której musiałby to zrobić. Dlatego ludzie Tuska zaczęli „pompować” wiceminister obrony Magdalenę Sobkowiak-Czarnecką na jego następcę. Na razie, aby uspokoić defetystyczne nastroje i przekonać, że Tusk ma plan B.
Tyle że taki plan w najmniejszym stopniu obejmuje przeorganizowanie własnego obozu, a w największym – utrudnienie, a wręcz uniemożliwienie opozycji dojścia do władzy. Wszelkimi metodami, ale głównie bezprawnymi. Jedynym „legalnym” scenariuszem jest rozwiązanie Sejmu i doprowadzenie do przyspieszonych wyborów, ale to wcale nie gwarantuje sukcesu. Stąd „misja” Macieja Berka, najbardziej zaufanego człowieka Tuska w strukturach rządu, który ma doprowadzić do „przejęcia” Trybunału Konstytucyjnego. A wtedy mogłyby zostać wdrożone najbardziej brutalne i łamiące konstytucję elementy planu, czyli delegalizacja partii opozycyjnych (taka jest prerogatywa TK) – z założeniem, że mogłaby wystarczyć tylko delegalizacja Konfederacji Korony Polskiej. Zakładając, że to by się udało, przeszkodą pozostawałby prezydent Karol Nawrocki, ale drugą „misją” Macieja Berka byłoby zrealizowanie scenariusza (to nic, że bezwstydnie nielegalnego), w którym Trybunał Konstytucyjny uznaje niezdolność (nawet czasową) prezydenta do sprawowania urzędu i wstawia na jego miejsce marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, który podpisuje wszystko, co tylko zdoła jako pełniący obowiązki głowy państwa.
Po drodze trzeba by jakoś „usunąć” Bogdana Święczkowskiego, w pełni legalnego prezesa TK, co Waldemar Żurek próbuje zrobić od jesieni 2025 r. Skierował wówczas do Trybunału wniosek o odebranie Święczkowskiemu immunitetu pod pretekstem podejrzenia przekroczenia uprawnień w okresie, gdy pełnił on funkcję prokuratora krajowego i z urzędu nadzorował używanie systemu Pegasus.
Donald Tusk topi się politycznie, ale nie zamierza być w tym samotny. Jego legalne scenariusze wyjścia z matni są jednak bardzo niepewne, a te nielegalne oznaczają kompletną demolkę demokracji w Polsce.
Nieudolne rządy
Już nawet media stanowiące oręż Donalda Tuska i jego narzędzie do zadań specjalnych wątpią w to, że się nie utopi. 19 sierpnia 2026 r. w Onecie ukazał się tekst, w którym politolog, prof. Waldemar Wojtasik, mówi:
Uderza taka doraźność państwa. Rządy Tuska są punktowym gaszeniem pojedynczych pożarów, nie ma tu żadnej długoterminowej strategii. Po co więc oni właściwie rządzą? […] Rząd Tuska kompletnie zmarnował pierwsze dwa lata […]. Oni dziś tylko państwem zarządzają, i to dość nieudolnie.
