Podcast nadczłowieka. Show must go Hołownia, że tak powiemPodcast nadczłowieka. "Z tą zamrażarką sejmową też głupio wyszło, bo wyszło na to, że niczego nie będę tam przechowywał"

Ktoś mi zwróci reparacje moralne za „Kałownię” i „rozbijacza opozycji”?
Jaki śmieszny jesteś pod oknem, gdy zapada chłodny zmierzch, a nad miastem chmury ogromne, i za chwilę pewnie będzie padał deszcz… Nie, no jaki „śmieszny”? Co ja śpiewam? Powinno być „Jaki piękny jesteś pod oknem, gdy na zewnątrz…” czy tam „wewnątrz”, nieważne. Tak zacznę ten podcast. Potem im przeczytam: „Jak Wojtuś został strażakiem”. To znaczy „Szymek” i „marszałkiem”, ciągle mi się myli. Chyba zaraz zwariuję, a najgorsze, że na swoim punkcie.
To może tak? „Ja, skromny chłopak z TVN…”. Nie, nie uwierzą, albo TVN, albo skromny. Inaczej: „Laicki kaznodzieja ostatniego rozdziału, rozdziału państwa od Kościoła…”. Też źle. Trzeba luźniej. Kurczę, ten krawat zaraz mnie udusi. Nie dość, że lont mam krótki, to mi jeszcze ludzie dokuczali na lajfach. A to jakiś półwyborca z biblioteki w godzinach pracy krytyczne uwagi wysyłał, i to tak, że wszyscy widzieli. A to jakiś ciemniak totalny, w sensie niedemokratyczny, pisał, że „czarno to widzi”, a mnie od razu całe „Mam talent” przed oczami stawało, co zresztą, opisałem w książce, którą można nabyć w sieci księgarni „Beksa” za niecałe kilkanaście euro, do którego przyjęcia przecież i tak będziemy dążyli.
