Dojny kraj. "Ze zdumieniem czytam oświadczenia majątkowe"Dojny kraj. Polityka dla wielu stała się wyjątkowo dochodowym biznesem, a państwo bankomatem dla grupy uprzywilejowanych

Liczy się nie to, ile zrobiono dla obywateli, lecz to, ile udało się wycisnąć z systemu. Potocznie nazywa się to „dojeniem”.
Mówi się, że polityka to służba publiczna. Coraz częściej wygląda jednak na to, że dla wielu (i ta liczba wciąż rośnie!) stała się wyjątkowo dochodowym biznesem. Chciwość przestała być wstydliwą wadą – bywa wręcz modelem kariery. Liczy się nie to, ile zrobiono dla obywateli, lecz to, ile udało się wycisnąć z systemu. Potocznie nazywa się to „dojeniem”. Niekiedy ze zdumieniem czytam oświadczenia majątkowe osób publicznych. Wiele z nich jest zwyczajnych, rzekłbym – normalnych, ale niemało jest też takich, które rodzą same pytania. Jak to bowiem możliwe, że radny wojewódzki, będący nauczycielem, ma dom, dwa mieszkania i dwa nowe auta znakomitych marek? Jak to możliwe, że rajca miejski ma kilka działek budowlanych, cztery mieszkania i dom?
Ale to nie tacy „bogacze” są najliczniejsi, rady nadzorcze pękają bowiem od stricte politycznych nominacji, wysokie premie wypłacane są z zadziwiającą regularnością, a zarobki rosną daleko szybciej niż zaufanie społeczne. Instytucje samorządowe, które powinny być wzorem gospodarności, niejednokrotnie stają się miejscem rozdawania stanowisk (i forsy) swoim ludziom. Kompetencje schodzą na drugi plan, gdy pierwszeństwo ma legitymacja partyjna lub odpowiedni telefon od wpływowego znajomego. Przykład Dawida Kacprzyka jest tu modelowy. W wyłudzaniu nienależnych pieniędzy od państwa osiągnął absolutne mistrzostwo.
