Płonący krzyż w Warszawie. "Kościoły wypełniły się wiernymi"Płonący krzyż w Warszawie. "Nie wiedzieliśmy, że tak można! Wrażenie było potężne. Ciarki na plecach. Ktoś z tłumu powtarzał: „Prorok… prorok…"

Kościoły wypełniły się wiernymi. A cwana stara komuna przywdziała stroje przebierańców i rozkręciła cyrk udający transformację. Stan wojenny, okrągły stół, fałszywe „półwolne wybory”, oszukańcza „prywatyzacja” itp. W mękach, lękach i przekrętach powstała jednak III Rzeczpospolita. 10-milionowa Solidarność przyniosła Polsce niepodległość, ale ze szczególnym, dominującym udziałem wielkiego hetmana, niestrudzonego kapłana, duchowego nauczyciela – św. Jana Pawła II!
Spłonął papieski krzyż przy kościele św. Maksymiliana Kolbego na warszawskim Mokotowie. To jest szczególny krzyż – ten z Placu Zwycięstwa, z 1979 r.! Przy tym krzyżu nasz wielki papież wezwał Ducha Świętego, by zstąpił i odnowił oblicze „tej ziemi”! Stałem tam wtedy z przyjaciółmi, kilkadziesiąt metrów od Ojca Świętego. Zamurowało nas to wezwanie. To nie było błaganie, którą to formę stosujemy, wnosząc prośby do nieba. To nie była modlitwa. To było polecenie! Nie wiedzieliśmy, że tak można! Wrażenie było potężne. Ciarki na plecach. Ktoś z tłumu powtarzał: „Prorok… prorok…”.
Rzeczywiście, już niebawem, po roku – jak na ducha bardzo szybko – pośród strajkujących stoczniowców pojawił się duch buntu przeciwko nieludzkiej władzy, duch oporu przeciwko komunistycznemu zniewoleniu… Ten duch przybrał…
Artykuł dostępny wyłącznie dla cyfrowych prenumeratorów
Teraz za 7,90 zł za pierwszy miesiąc uzyskasz dostęp do tego i pozostałych zamkniętych artykułów.
Kliknij i wybierz e-prenumeratę.
Jeżeli masz e-prenumeratę, Zaloguj się
