Orkiestra NetfliksaOrkiestra Netfliksa. Obejrzenie netfliksowej „Lalki” jest takim samym obowiązkiem jak demonstracja ośmiu gwiazdek

Z niewesołym rozbawieniem obserwuję, jak prawica polska organizuje wielką akcję promocyjną serialu Netfliksa „Lalka”. Szefowie platformy zacierają ręce. Trudno wyobrazić sobie lepszą kampanię. I to za darmo. Dziś, kiedy podstawowym problemem autorów jest zaznaczenie swojej obecności w zalewie produkcji filmowej, nagłośnienie, które zostało zapewnione serialowi, jest tym, o czym mogli tylko marzyć. Prawicowa licytacja na potępienie powoduje, że „Lalka” Netfliksa i nazwiska jej twórców bez przerwy funkcjonują w radiu, na stronach gazet, portali czy telewizyjnych ekranów. Ich odbiorcy wręcz zmuszani są, aby słusznie pooburzać się, zachwycić, a bardziej zdystansowani, aby wyrobić sobie własną opinię.
Ofensywa prawicy musiała wywołać kontrofensywę lewicy, w efekcie której nawet niezainteresowani tego typu twórczością poczuli się zobowiązani rzucić na nią okiem. Liderzy lewicowej opinii wezwali wszystkich do oglądania serialu, zanim prawicowa cenzura go zakaże i dziw bierze, że Monika Olejnik nie apelowała, aby chodzić z jego plakatem. „Lalkę” „atakuje PiS”, co jest wystarczającym powodem do zachwytu nad nią.
Legion tych, którzy do klasyki polskiej mają stosunek co najmniej obojętny, dowie się, że obejrzenie netfliksowej „Lalki” jest takim samym obowiązkiem jak demonstracja ośmiu gwiazdek i – wprawdzie bez specjalnej ochoty – podporządkuje mu.
