Łęcka z bejsbolem. "Nasz werdykt jest jednoznaczny"Łęcka z bejsbolem. Awantura o "Lalkę". Nasz werdykt jest jednoznaczny: tania prowokacja, demolowanie klasyki i wypaczanie sensu powieści

Twórcy netfliksowej „Lalki” przerobili Izabelę Łęcką na lalkę Adolfa z „Akademii Pana Kleksa”. Pyskata Izabela gania więc po ekranie z feministycznym bejsbolem, szukając okazji, by komuś przywalić. Maślona i Demirski użyli jej, by rąbnąć nas między oczy, a dzieło Prusa splądrować.
Na uniwersytetach kwitną studia feministyczne, genderowe lub postkolonialne. Mnożą się bezwartościowe i paranaukowe teorie, za których zalew – w postaci naukowych prac i tytułów – państwo płaci duże pieniądze. To rzeczywistość niepodległej Polski, która od dawna rytualnie odcina się od swej komunistycznej przeszłości. Ale przez 35 lat nie potrafiła zrodzić sztuki godnej siebie. PRL to się jednak udało, również na polu filmu czy teatru. Choć w imię ideologii podejmowano próby przenicowania kultury, to wyszliśmy z nich obronną ręką. Sztuka X Muzy, mimo cenzury i politycznych nacisków, osiągnęła – szczególnie w latach 60., 70. i 80. XX w. – swe szczyty. Dziś, w warunkach wolności, mamy zalew komercji, nijakości masowej produkcji, kiepskich aktorów i kiepskie scenariusze. Uwagę widza przyciąga się brutalnością i wulgarnością, programowo brutalniejszą i wulgarniejszą niż ta, której doświadczamy na co dzień. Również teatry przeprowadzają domorosłą polityczną i estetyczną rewolucję. W nieskończoność poszukują tego, czego nie potrafią znaleźć.
Iluzja obcowania z literaturą
Wyemitowany na Netfliksie serial pod tytułem „Lalka” w reżyserii Pawła Maślony to jeden z produktów skonstruowanych według tej metody. I wzorcowy przykład degradowania się kultury masowej. Wszak poprzednie ekranizacje „Lalki” również były jej częścią, ale dziś nie tylko wspaniale opierają się upływowi czasu, lecz także ich poziom jest nieosiągalny dla producentów współczesnego kontentu kulturalnego. Postanowiono więc przeżuwać i wypluwać to, co już znamy i traktujemy kanonicznie.
Mamy zalew dziwacznych remake'ów, jak ów serial, o którym stało się głośno tylko dlatego, iż żeruje jednocześnie na słynnej powieści i filmowych poprzednikach. Tylko dlatego, że jego twórcy, a więc reżyser Paweł Maślona, Paweł Demirski czy nieznana Jagoda Dutkiewicz, wstawili do scenariusza listy dialogowe bez dowcipu, ale upychając w nich wulgaryzmy. Ich wycięcie nie zwróciłoby na serial niczyjej uwagi. To bardzo wygodna metoda, czyniąca z filmu łatwo przyswajalny produkt, oferujący masowemu odbiorcy iluzję obcowania z wielką literaturą, a do tego zwalniający z wszelkich wymagań. Ot, rewolucja kulturalna w wersji instant.
