Wokulski cały w emocjachWokulski cały w emocjach. "Tu układ scenariusza odtwarza powieściowe zdarzenia po kolei"

Było jasne, że kinowa „Lalka” będzie – w odróżnieniu od serialu Netfliksa – „klasyczna”. Dla mnie najciekawsze było to, że ten film, złożony ze znanych mi wątków, jednak mnie wzruszył.
To, że wyreżyserowania takiej wersji „Lalki” podjął się Maciej Kawalski, mogło być zaskoczeniem. Wcześniej nakręcił on „Niebezpiecznych dżentelmenów”, tak naprawdę zgrywę, zabawę historycznymi postaciami.
Nie jest to „Lalka” Bolesława Prusa w skali jeden do jednego. Gdzieniegdzie mamy sceny wymyślone na potrzeby filmu, choćby z bystrą swatką, panią Meliton, odgrywającą tu większą rolę niż w powieści. Rzeczy dodane potrafią być malownicze, jak dopisana do inauguracji nowego sklepu Wokulskiego obecność Bolesława Prusa.
Nie zmieścili się studenci-kawalarze, Stawska i afera z rzekomo ukradzioną lalką czy Marianna – ocalona przez Wokulskiego prostytutka. Ba, nie ma pamiętnika starego subiekta Rzeckiego ani jego śmierci. Ale w serialu Pawła Maślony z tekstu Prusa nie było de facto prawie niczego poza nazwiskami i wyjściowymi hasłami.
