Gdy Łęcka klnie jak szewc. "Tytuł uważam za nadużycie"Gdy Łęcka klnie jak szewc. "Tytuł uważam za nadużycie", "Nie mam czasu na złą kulturę"

Wyścig dwóch filmowych wersji „Lalki” rozpoczęty. Serial Netfliksa w reżyserii Pawła Maślony zapowiadano jako rehabilitujący Izabelę Łęcką. Chyba nikt się jednak nie spodziewał, że Paweł Demirski napisze zupełnie nową historię.
Historię, która z powieści Bolesława Prusa bierze jedynie część postaci i główny wątek: uczucia kupca Stanisława Wokulskiego do arystokratki Izabeli Łęckiej. Co nie oznacza, że pokazuje go tak jak w książce. Wokulski nie jest romantycznym adoratorem, a dość bezwzględnym stalkerem, wprost handlującym przyszłą żoną najpierw z jej ojcem, a potem z nią samą. Z kolei Izabela to nie pusta lalka, lecz niezależna kobieta, interesująca się emancypacją swojej płci.
Nawet jeśli w serialu pojawiają się zdarzenia podobne do tych z powieści (pojedynek Wokulskiego z Krzeszowskim, licytacja kamienicy Łęckich), zawsze skręcają w innym kierunku. Dwa ostatnie odcinki, zrealizowane w konwencji krwawego thrillera, są już całkiem dopisane.
Wielu postaci nie ma, a Wokulski i jego przyjaciel Ignacy Rzecki są odarci ze swoich biografii, związanych z polskością. Stary subiekt – tu postać jak z kabaretu – nie walczył w Wiośnie Ludów, nie jest bonapartystą, ma za to romans ze służącą. To konsekwencja podejścia: choć pojawia się zarzut, że scenariusz lepiej traktuje kobiety niż mężczyzn, trudno tu w zasadzie wskazać bohaterów jednoznacznie sympatycznych. Może poza pisarką Orzeszkową i jej przyjaciółką lekarką, przedstawionymi jako emancypantki, co istotnie trąci mocno naciągniętym ideologicznym przesłaniem.
