OGNIEM NA WPROST. „Wali” na polowaniuOGNIEM NA WPROST. „Wali” na polowaniu. "Rekordzista świata, jeżeli chodzi o długość celnego strzału"

Zbliżenie na zawartość paczek pozwala stwierdzić, że każdy pakiet zawiera: worek ziemniaków, worek cebuli oraz butelkę oleju. To się nazywa umrzeć za frajer.
Trudno pisać humorystyczną rubrykę, gdy wszystkie media opisują każdego dnia tragedię mieszkańców podkijowskich wsi i miasteczek mordowanych z premedytacją przez rosyjskich okupantów kałmuków. A to prawdopodobnie dopiero początek. Cóż pozostaje? Znów wypada odnieść się do okupacyjnej nocy, kiedy to niemieccy oprawcy rozstrzeliwali na ulicach Warszawy setki Polaków, a spora część ludności mimo to nie traciła humoru, odreagowując w ten sposób bestialstwa, które działy się dosłownie pod oknami ich domów. Niech tak będzie i tym razem.
Do wstąpienia w szeregi legionu cudzoziemskiego walczącego przeciwko Rosji w Ukrainie ustawiła się dosłownie kolejka. W sumie ok. 30 tys. ochotników. Część nie dostąpiła zaszczytu obrony naszego południowo-wschodniego sąsiada z powodu braków w wyszkoleniu. Przyjmują tylko sprawdzonych fachowców, jak np. kanadyjskiego snajpera, nom de guerre (wojenna ksywa) – „Wali”. Opuścił pierwsze urodziny swojego syna, by zameldować się w szeregach legionu. Rosyjska propaganda ciągle go grzebie, ale on jednak notorycznie zmartwychwstaje, zaprzeczając kłamstwom. „Wali” to rekordzista świata, jeżeli chodzi o długość celnego strzału. W 2017 r. w północnym Iraku snajper kanadyjskich sił specjalnych zabił terrorystę z tzw. Państwa Islamskiego z odległości 3450 m. Pocisk wystrzelony z karabinu McMillan TAC-50 leciał aż 10 sekund. Ostatnio opublikował w mediach społecznościowych swoje zdjęcie z rosyjską racją żywnościową.
