OGNIEM NA WPROST. Pluton jednorazowego użytkuOGNIEM NA WPROST. Pluton jednorazowego użytku "Runęła koncepcja Kremla"

Nowa taktyka składa się z trzech faz. Umocnienia w formie linii okopów się nie sprawdzają.
W ostatnim numerze skrótowo opisywaliśmy sytuację na froncie. Choć do przełamania jeszcze daleka droga, niewątpliwie tempo postępów Moskali w maju było większe niż w poprzednich miesiącach. Ruski wpadł na pomysł tzw. potrójnego uścisku służącego przełamywaniu ukraińskich pozycji obronnych. Nowa taktyka składa się z trzech faz. W pierwszej atakuje piechota, czasami wspierana z dystansu przez czołgi i pojazdy opancerzone. Ich zadaniem jest związać obrońców walką i ujawnić pozycje obronne. W drugiej fazie uderzają drony i artyleria lufowa, które izolują rejon przełamania, odcinając logistykę i uniemożliwiając rotację oraz podesłanie odwodów. Na tak „przygotowaną” pozycję spadają bomby szybujące FAB i KAB, niszcząc umocnienia, a także pozycje obronne, otwierając drogę nacierającym bojcom. Umocnienia w formie linii okopów się nie sprawdzają. Przełamane w jednym punkcie w zasadzie sypią się na całej długości. Atakujący po prostu idzie wykopanym w ziemi korytarzem, „czyszcząc” krótkimi seriami z kałacha, granatem, pięścią i bagnetem. Obrona przed tak prowadzonym natarciem (korzystającym zarówno z sowieckich, jak i amerykańskich doświadczeń) jest niezmiernie trudna. Innymi słowy, dwa razy z kopa w drzwi i jak zamek puści, to huzia na Józia!
Co na to Tryzuby? Postanowili sięgnąć do ruskich doświadczeń walk o Chersoń (a także doświadczeń sowieckich z pierwszych miesięcy wojny niemiecko-sowieckiej i koncepcji stosowanych w państwach Układu Warszawskiego). Zresztą sami już stosowali tę taktykę, tylko… przestali. Poza tym podobny system w 2023 r. Kacapy zastosowali na Zaporożu, co zastopowało ukraińskie natarcie. Pomysł Ukraińców polega na tym, żeby budować obronę nie w oparciu o jedną linię umocnień, a o system izolowanych, zdolnych do obrony okrężnej pozycji obronnych, wzajemnie osłaniających się ogniem i opartych o naturalne przeszkody terenowe (wzgórza, rzeki, zbiorniki wodne). Poszczególne reduty nie mają bronić jakiejś linii, a obszaru, pasa terenu. Przebicie się przez taki system wymaga nie jednego silnego ataku, a całej serii mniejszych, wyczerpujących. W dodatku upadek jednej pozycji nie pociąga za sobą przełamania. Osiąga się je dopiero po przejściu całego pasa umocnień, i to w dość szerokim pasie. Wymaga to zaangażowania znacznie większej liczby bojców niż przełamanie obrony liniowej. Ta taktyka jest w pewnym stopniu przeniesieniem na realia terenowe cech walki miejskiej, gdzie opanowanie miejscowości też wymaga zdobywania budynku za budynkiem i jest mozolne oraz wyczerpujące. Czyli w miejsce „ściany”, od której odbijały się, ale po jakimś czasie jednak przebijały ją atakujące oddziały, jest tworzona „gąbka”, która ma za zadanie „wchłonąć” szturmujących. Oczywiście po jakimś czasie i ona zacznie „przeciekać”, ale Ukraińcy liczą na to, że ten czas będzie na tyle długi, iż wyczerpie rosyjski potencjał ofensywny. Taki system umocnień jest obecnie budowany od Charkowa przez Izium aż do odcinka zaporoskiego. Zastosowany przez Ukraińców system ma więc zalety, a także tę kluczową wadę, że żołnierze, którzy obsadzą pozycje, muszą walczyć do końca, bo nie mają wielkich szans na ewakuację. Oddziały obsadzające tego typu pozycje już podczas II wojny światowej miały swoją nazwę – plutony jednorazowego użytku.
