OGNIEM NA WPROST. Gościu, ty nie strasz!OGNIEM NA WPROST. Gościu, ty nie strasz! "To zupełnie zmienia pozycję negocjacyjną Moskwy. Na podrzędną"

"Gościu, ty pomyśl, jak zakończyć wojnę, która miała trwać tydzień, a trwa już prawie cztery lata" - Donald Trump
Donald Trump pogonił Władimira Putina i rozmów w Budapeszcie nie będzie. Powiedział krótko i jasno, że trzeba poczekać, aż Kreml będzie gotowy do negocjacji, a nie stawiał warunki, które de facto oznaczałyby kapitulację Ukrainy i Zachodu. W ten sposób prezydent USA postawił Moskwę w roli petenta, który zabiega o spotkanie, a nie – jak do tej pory – Waszyngton i Kijów musiały spełniać żądania Ruska. To zupełnie zmienia pozycję negocjacyjną Moskwy. Na podrzędną. Kreml to doskonale zrozumiał i spróbował zagrać va banque, jak pies Pawłowa „dzwonek-ślina”, wyciągając lagę do walenia przeciwnika po głowie, ogłaszając udaną próbę rakiety Buriewiestnik (Albatros lub Zwiastun Burzy – nawiązanie do wiersza Maksyma Gorkiego).
Ten pocisk – jeśli nie jest kolejnym propagandowym picem na wodę – ma być technologicznym cudem, czyli międzykontynentalną rakietą manewrującą z napędem jądrowym. Może lecieć daleko, zmieniając trasę lotu, co utrudnia namierzenie i zestrzelenie, i zabiera na pokład głowicę jądrową. Putin z duma ogłosił, że rakieta przebywała w powietrzu 15 godzin i przeleciała 14 tys. km! Według eksperta płk. rez. Macieja Korowaja to technologiczne cudo jest jednocześnie… porażką! Dlaczego? Słabości tkwią w tym, co jest jej siłą. Po pierwsze – silnik jądrowy. Owszem, rakieta jest manewrująca. Może zatem podlecieć skrycie, bo jest trudna do śledzenia… No nie. Silnik jądrowy zostawia ślad, widoczny dla wszystkich systemów monitorowania skażeń, co w zasadzie wyklucza możliwość ukrycia pocisku. Manewrowanie niczego nie zmienia. W dodatku ten sam silnik emitujący promieniowanie jądrowe daje piękne skażenie w miejscu startu (szczególnie że w przypadku Kacapii możemy zapomnieć o szczelności systemu napędowego). Nie dość, że rejony magazynowania i startu stają się niezdatne do życia, to jeszcze są doskonale widoczne dla systemów monitorowania skażeń. Co więcej, dzięki temu można śledzić trasy transportu pocisków i… zniszczyć je, zanim zostaną odpalone. Czyli skutki odczuje Moskwa, a nie potencjalny cel. Na dokładkę rakieta leci z prędkością około poddźwiękową (1,3 tys. km/h), więc w czasie jej lotu z Federacji do USA Dowództwo Obrony Północnoamerykańskiej Przestrzeni Powietrznej i Kosmicznej (NORAD) ma mnóstwo czasu, żeby ją wykryć, przygotowując bezpieczne zniszczenie. Całe 15 godzin! Prezydent Trump skomentował to w iście westernowym stylu:
