OGNIEM NA WPROST. Konfrontacja twardzieli
OGNIEM NA WPROST. Konfrontacja twardzieli. "Siły ukraińskie coraz częściej skutecznie atakują i zaczynają odzyskiwać terytorium"

Rosja może już zapomnieć o wiosenno-letniej ofensywie. Zakończyła się, nim się zaczęła.
Kiedy piszemy ten tekst, prezydent Karol Nawrocki nie podjął jeszcze decyzji o odebraniu Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu. Ustami swego rzecznika stwierdził, że rozstrzygnie sprawę „w swoim czasie”, czym wpisał się w jedno z ulubionych powiedzonek mojego Taty, który mawiał: „W swoim czasie albo nieco później”. Na zapleczu wciąż trwają rozmowy polsko-ukraińskie i nie wiadomo, czym się skończą. Zapoczątkowała je wizyta gen. por. Kiryła Budanowa, byłego dowódcy wywiadu wojskowego Ukrainy (HUR), a obecnie szefa kancelarii prezydenta Ukrainy. Jego misja żywo przypominała wizytę napoleońskiego marszałka na dworze portugalskiej królowej Marii i jego rozmowę z regentem Janem VI. W 1807 r., po odmowie przystąpienia Portugalii do blokady kontynentalnej Anglii, Napoleon wysłał Korpus Obserwacyjny Girondy pod gen. Jeanem-Andoche Junotem z zadaniem zajęcia Portugalii. Kiedy wojska francuskie stanęły pod murami Lizbony, cesarz Francuzów na negocjacje wysłał marsz. Jeana Lannes’a z wdzięcznym tytułem księcia Montebello. Ten szaleńczo odważny dowódca straży przedniej i przyjaciel Napoleona próbował wcześniej swoich sił jako dyplomata, pełniąc funkcję ambasadora w Lizbonie, nawiasem mówiąc z marnym skutkiem. Ale teraz, chodząc w kawaleryjskich buciorach, brzęcząc ostrogami i stukając pochwą szabliska o posadzkę Pałacu Królewskiego w Queluz (to w dyplomacji wychodziło mu najlepiej), tak wystraszył rodzinę z dynastii Bragança, że ta, pod osłoną brytyjskiej floty, salwowała się ucieczką do Brazylii, swojej kolonii. Od tego momentu Rio de Janeiro stało się faktycznie zamorską stolicą Portugalii. Dziś taki styl jest nazywany powszechnie dyplomacją kanonierek. Jednak różnica pomiędzy gen. por. Budanowem i marsz. Lannes’em polega na tym, że prezydent Nawrocki to nie portugalski książę regent Jan VI. Ekskomandos Budanow zderzył się w Warszawie z podobnym twardzielem, który tak jak on nie zamierza ustępować. Ukraińsko-polskie polityczne targi trwają w najlepsze i nie wiadomo, jak się skończą. Jedno jest pewne – z pałacu prezydenckiego przy Krakowskim Przedmieściu nikt dyla dawać nie będzie.
Na dokładkę niedawno na Narodowym Cmentarzu Wojskowym pod Kijowem z państwowymi honorami pochowano Andrzeja Melnyka, opozycyjnego względem Stepana Bandery przywódcę Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Melnykowcy nie zgadzali się z radykalizmem banderowców i otwarcie potępili mordowanie Polaków na Wołyniu, widząc w tym działanie antyukraińskie i prosowieckie, popychające Polaków do współpracy z Kacapami. Jednocześnie melnykowcy od początku do końca byli sojusznikami III Rzeszy, a sam Melnyk był agentem niemieckiego wywiadu wojskowego – Abwehry. Podczas uroczystości prezydent Zełenski powiedział, że Melnyk wraca do Ukrainy takiej, jaką sobie wymarzył. Zabrzmiało to trochę sarkastycznie, bo na Ukrainie marzeń Melnyka Wołodymyr Zełenski nie miałby szans zostać prezydentem, o ile w ogóle pozwolono by mu mieszkać, nie wspominając o takim drobiazgu jak życie.
