Kintsugi po polsku. "Tomasiak dołączył do elitarnego grona"Kintsugi po polsku. Media ochrzciły Tomasiaka mianem „polskiego człowieka-niespodzianki"

Na skoczniach w Predazzo objawił się nowy anioł z nartami na nogach zamiast skrzydeł na plecach. Polskim sportem narodowym skoki narciarskie są – i basta!
Polskie sporty zimowe jeszcze niedawno były grzebane. Ale Środa Popielcowa zrobiła swoje. Choć wielu z nas weszło w okres postu, polscy sportowcy urządzili nam karnawał.
Kiedy niedawno z melancholią wsłuchiwaliśmy się w cichutko rozbrzmiewającą melodię przeszłości, opłakując cudowną epokę „Królowej Śniegu z Kasiny”, „Orła z Wisły” i „Rakiety z Zębu”, kondycja polskich sportów zimowych wydawała się skuta wieczną zmarzliną. Start Biało-Czerwonych we włoskich igrzyskach otaczała atmosfera przypominająca stypę, na której goście zamiast czarnych garniturów przywdziali albańskie dresy z katalogu globalnego giganta. Ale szybko poznaliśmy japońską sztukę kintsugi, polegającą na spajaniu potłuczonych przedmiotów i podkreślaniu ich pęknięć złotem czy srebrem. Bo przecież pęknięcia to też część historii – i przedmiotów, i ludzi, i narodów. Nasze popękane zimowe ego skutecznie posklejały włoskie medale, same przecież znane ze swojej kruchości.