Fair play po niemiecku i zawód – dyrektor. Niemcy tak postępują
Fair play po niemiecku i zawód – dyrektor. "Niemcy się nie zmieniają. Boisko zastąpiło pole bitewne"

Niemcy przegrywają 0:1 i ani myślą respektować sportowych obyczajów: nie oddają piłki i ruszają do ataku. Ich zachowanie po meczu krytykuje urodzony we Francji trener drużyny z Czarnego Lądu. Ma rację.
Niemcy się nie zmieniają. Boisko zastąpiło pole bitewne. Mecz RFN–WKS (Wybrzeże Kości Słoniowej) na mundialu. Zawodnik z Afryki odnosi kontuzję, jego koledzy – tak jak pozostaje w futbolowym zwyczaju – wybijają piłkę poza boisko. Sędzia wznawia grę. Zasadą fair play jest, że drużyna, która wybiła piłkę, dostaje ją od przeciwnika z powrotem, by było sprawiedliwie. Ale Niemcy przegrywają 0:1 i ani myślą respektować sportowych obyczajów: nie oddają piłki i ruszają do ataku. Ich zachowanie po meczu krytykuje urodzony we Francji trener drużyny z Czarnego Lądu. Ma rację. Ale ja się dziwię, że on się dziwi, że Niemcy tak postępują.
Obyczaje psują się nie tylko w piłce nożnej i nie tylko za sprawą Teutonów. Ustępujący prezes Polskiego Związku Narciarskiego, były skoczek Adam Małysz, publicznie poskarżył się na swojego trenera i obecnego prezesa PZN Apolloniusza Tajnera, że ten nie odbiera od niego telefonów, nie oddzwania i nie odpisuje na SMS. Cóż, Pan Trener zastąpił Pana Zawodnika na stanowisku szefa związku. Można rzec Małyszowi, który był fantastycznym skoczkiem narciarskim, a potem słabym prezesem: „Chłopaki nie płaczą”. Jednocześnie trener po raz pierwszy został prezesem PZN (w 2006 r., był nim do 2022 r.) głównie dlatego, że jego podopieczny został czterokrotnym mistrzem świata i czterokrotnym medalistą olimpijskim. Tajnerowi można zatem zadedykować inne porzekadło:
