Felieton
Kibicuję reżyserom
Kibicuję reżyserom. "Nie potrafię sobie wyobrazić, bym kibicował klubom, które zatrudniają zapatrzonych w siebie zarozumialców"

Artykuł premium
DołączDziś coraz bardziej decyduje „reżyseria”. I gwiazdorami – albo antygwiazdorami – są także panowie z trenerskiej ławki.
Pamiętam z dzieciństwa podręcznik savoir vivre’u, którego autor stwierdzał, że doświadczeni widzowie chodzą do kina na ulubionych aktorów, a najbardziej wyrobieni – na reżyserów.
Jako namiętny kinoman niekoniecznie stosuję tę zasadę, bo uważam, że wybitni aktorzy mają zazwyczaj genialnych menedżerów, którzy pomagają im wybrać scenariusze gwarantujące utrzymanie roli na pewnym poziomie. Bo czy ktoś widział naprawdę zły film z udziałem Toma Cruise’a, Kevina Spaceya, Jacka Nicholsona czy Dustina Hoffmana – że wymienię najwybitniejszych współczesnych?
