Piłka trzęsie światem. "Gra staje się też życiem"Piłka trzęsie światem. "Świat materialny jest tylko wstępem do świata wolności. Gra staje się też życiem"

Piłka nożna to zjawisko przynajmniej quasireligijne, które ma swe świątynie – stadiony. Jan Paweł II kibicował Cracovii, Benedykt XVI – Bayernowi Monachium, Franciszek – drużynie San Lorenzo z Buenos Aires, a Leon XIV, gdyby mógł, to pewnie zostałby szalikowcem pacyfistą peruwiańskiej Alianza Lima
Piłka nożna to zjawisko przynajmniej quasireligijne, które ma swe świątynie – stadiony, kapłanów – trenerów i sprawozdawców, wiernych – widzów i bożyszcza – piłkarzy. Nic więc dziwnego, że cały świat obserwuje mundial w Kanadzie, Meksyku i USA. Co ciekawe, nie tylko z powodów sportowych.
Tak się składa, że Duch Święty, który ma inspirować kardynałów w sprawie wyboru papieża, już od czterech konklawe (od 1978 r.) podpowiada im, by na tronie piotrowym posadzili wielkiego fana piłki nożnej. Jan Paweł II kibicował Cracovii, Benedykt XVI – Bayernowi Monachium, Franciszek – drużynie San Lorenzo z Buenos Aires, a Leon XIV, gdyby mógł, to pewnie zostałby szalikowcem pacyfistą peruwiańskiej Alianza Lima. Oczywiście każdy z nich kibicował też reprezentacji swej ojczyzny i Watykanu, której trzon stanowią szwajcarscy gwardziści. Choć toczy ona boje na poziomie międzynarodowym – głównie z Monako i San Marino, to są małe szanse, by zagrała na mistrzostwach świata. Nie wystarczą umiejętności i modlitwy. Watykan musiałby się jeszcze zapisać do FIFA, a na to się nie zanosi.
