Dyplomatołki. "Zagrażają naszemu bezpieczeństwu"Dyplomatołki. "Zagrażają naszemu bezpieczeństwu". Stwierdzenie Tuska, że Polska nie powinna „podbierać” amerykańskich żołnierzy z Niemiec

To zdanie przejdzie do historii. Stała obecność sił USA w Polsce to dziś nie tylko kwestia militarna – to również gigantyczna szansa gospodarcza. Za amerykańskim wojskiem idą inwestycje, technologie, infrastruktura, przemysł zbrojeniowy, energetyka i miejsca pracy.
Mało które słowo tak dobrze pasuje do prowadzonej obecnie polityki zagranicznej, szczególnie w kontekście relacji z USA. Gorzej, że jej skutki zagrażają naszemu bezpieczeństwu i mogą być odczuwalne przez długie lata. Zamiast poważnej polityki mamy drwiny polskiego premiera z amerykańskiego prezydenta. Donald Trump ponownie został prezydentem 16 miesięcy temu i ani razu nie zaprosił Donalda Tuska do Białego Domu. Podobnie jest z Radosławem Sikorskim, którego jedyne spotkanie z sekretarzem stanu USA Marco Rubio miało miejsce podczas prywatnej imprezy w Miami. A sytuacja jest poważna.
Świat się zmienia. Administracja Trumpa otwarcie sygnalizuje, że Europa musi brać większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo, a jednocześnie trwa strategiczne przestawianie amerykańskiej polityki na rywalizację z Chinami. W takim momencie rolą polskiego rządu powinno być budowanie jak najbliższych relacji z Waszyngtonem i walka o to, by Polska stała się najważniejszym partnerem USA w Europie Środkowej. Tymczasem Donald Tusk zachowuje się jak zwykle, czyli tak, jakby ważniejsze było dobre samopoczucie brukselskich elit i Berlina niż realne interesy Rzeczypospolitej.
