Powrót nienawidzących. "Lewicowy terror"Powrót nienawidzących. "Ponad 80 proc. motywowanych ideologicznie aktów przemocy jest dziełem lewicowych band

Wszystkie statystyki przestępczości na Zachodzie pokazują gwałtowny wzrost liczby aktów przemocy i terroru ze strony lewicy.
Praktycznie nikt w Europie nie zauważył najważniejszego w tym roku wystąpienia sekretarza stanu USA Marco Rubio, które wygłosił w połowie lipca w Waszyngtonie w obecności przedstawicieli 67 państw (Sikorskiego nie było). Po pierwsze, trwa dwumiesięczny sezon urlopowy – np. premier Hiszpanii Sánchez, mimo że jego kraj trawią pożary, a najeźdźcy z Maroka zdobyli Ceutę, jak przystało na prawdziwego socjalistę, wypoczywa w królewskiej rezydencji La Mareta na Wyspach Kanaryjskich. Po drugie, temat wystąpienia Rubio był nieprzyjemny, gdyż sekretarz stanu mówił o lewicowym terrorze, a to przecież jest tabu albo coś, co w ogóle nie istnieje – jak żelazny wilk. „Krytyka Polityczna”, jeden nielicznych ośrodków na lewicy zdolny do jakiejś refleksji, pisze o „czerwonej panice” i o tym, że trumpiści chcą wykorzystać walkę z nieistniejącym terrorem do dalszej budowy państwa autorytarnego. Wspominamy o tym, bo uznajemy, że jeśli tylko zacznie się dyskusja o lewicowej przemocy, to taka będzie interpretacja zjawiska wśród państwa postępowych i jaśnie oświeconych.
Co powiedział Rubio
Tymczasem przemówienie Rubio powinno było wywołać wstrząs w śniętej i zdemenciałej Europie, bo podobnie jak ogłoszona w grudniu 2025 r. Nowa Strategia Bezpieczeństwa USA wskazało ono na nowe cele, nowe paradygmaty w walce ze światowym zagrożeniem. Ameryka wypowiada wojnę lewicowemu terroryzmowi.
Rubio wskazał, że od szczytu działalności ISIS liczba ataków i spisków dżihadystów w Stanach Zjednoczonych spadła o dwie trzecie, a osób zabitych przez terroryzm islamski w Europie od 2015 do 2024 r. – o ok. 97 proc. Zagrożenie nie zniknęło, ale można mówić o sukcesie. Skoncentrowany na walce z dżihadem Zachód przeoczył jednak rosnące zagrożenie ze strony skrajnej lewicy. Ta wraca do swych korzeni i znów bawi się w to, co lubi najbardziej, czyli przemoc, zamordyzm, terror
Przez zbyt długi czas nasza doktryna antyterrorystyczna miała ślepy punkt, martwy punkt. Chodzi o skrajną przemoc ze strony lewicy
– mówił Rubio.
Sama myśl, że terroryzm skrajnej lewicy może stanowić poważne zagrożenie, jest traktowana jako prawicowe urojenia, a co gorsza, jako niebezpieczny faszystowski spisek [Rubio przewidział tekst ”Krytyki Politycznej„ – przyp. red.]. Mamy think tanki, badania, media i firmy konsultingowe, w których panuje przekonanie, że tylko jeden rodzaj przemocy politycznej stanowi prawdziwe zagrożenie dla systemu. Bomba podłożona przez neonazistów jest nikczemnym i morderczym aktem zła, ale bomba podłożona przez marksistowskiego rewolucjonistę to po prostu tragiczny przejaw idealizmu. Być może środki były nietrafne lub przesadne, ale cele były cnotliwe i sprawiedliwe
– uważa sekretarz stanu.
To podejście ma swe tragiczne konsekwencje, jak choćby zamieszki w USA po śmierci George'a Floyda, kiedy bandy Antify i rasistowskiej organizacji BLM paliły i demolowały całe kwartały miast, napadały i zabijały ludzi. Śmierć poniosło wówczas kilkanaście osób, a mimo to media i cała ta postępowa polityczna mierzwa dawały pełne przyzwolenie na przemoc. Rozpalone przez Baracka Husseina Obamę podziały, nienawiść na tle etnicznym i klasowym, wywołały pożar, który zaczął ogarniać nie tylko Amerykę, lecz także cały Zachód.
