Trzeba się strzec Niemiec, gdy dopada je słabość – taka jak obecnieJanecki: Trzeba się strzec Niemiec, gdy dopada je słabość – taka jak obecnie. Odzyskują siły zawsze kosztem innych, w tym Polski

Flaga Niemiec1.webp
Flaga Niemiec / autor: Fratria
FacebookTwitter

Niemcy chcą się wzmocnić dążąc do reformy ustroju Unii Europejskiej i poprzez pakt z Ukrainą kosztem Polski, a rząd Tuska nic z tym nie robi.

Po raz pierwszy w nowożytnych dziejach w czasie pokoju Niemcy boją się Polski jako konkurenta. Niemcy jako państwo i Niemcy jako społeczeństwo. Postrzegają Polskę jako państwo znacznie szybciej się rozwijające i nowocześniejsze. Polska jest najbardziej konkurencyjna wobec Niemiec pod względem cyfryzacji usług publicznych i bankowości, elastyczności rynku pracy oraz sprawności kluczowych gałęzi eksportowych. Polska przeskoczyła tradycyjne etapy rozwoju technologicznego (tzw. premia renty zacofania). Polskie systemy bankowe, powszechność płatności bezgotówkowych oraz integracja usług publicznych (aplikacja mObywatel) deklasują niemiecką administrację, która w wielu miejscach wciąż polega na tradycyjnej poczcie i faksach.

Niemcy przeżywają obecnie głęboki kryzys strukturalny, gospodarczy i polityczny, tracąc pozycję globalnego lidera. Niemiecka gospodarka boryka się z brakiem realnego wzrostu PKB, przez co kraj pozostaje w tyle za innymi rozwiniętymi rynkami. Kluczowe sektory, takie jak motoryzacyjny, chemiczny i inżynieryjny tracą konkurencyjność z powodu wysokich cen energii (skutek odcięcia od tanich surowców z Rosji) oraz silnej konkurencji z Chin. Przeciętni obywatele odczuwają skutki inflacji i rosnących kosztów życia, co drastycznie uszczupliło prywatne oszczędności.

Symbolem problemów stała się niewydolna kolej (Deutsche Bahn) oraz fatalny stan tysięcy mostów i dróg, wymagających natychmiastowych, wielomiliardowych nakładów. Państwo nie radzi sobie z integracją setek tysięcy uchodźców i migrantów. Fatalna polityka migracyjna obciąża budżet bez widocznego zysku dla rynku pracy. Badania opinii publicznej wskazują, że już zdecydowana większość Niemców martwi się o przyszłość kraju i własną.

Jeśli powojenne Niemcy coś zmieniały i zmieniają w Europie, to wtedy i dlatego, że są słabe. Już po pierwszej wojnie światowej różne rzeczy Niemcy robiły z powodu słabości, np. układ z Sowietami w 1922 r. w Rapallo z wszystkimi tego skutkami czy pakt Hitler – Stalin w sierpniu 1939 r. Właśnie obecnie obserwujemy taki etap w historii Niemiec. Chcą się wzmocnić dążąc do reformy ustroju Unii Europejskiej. I chcą się wzmocnić poprzez pakt z Ukrainą kosztem Polski.

Gdy 1 stycznia 1999 r. wprowadzono euro (przez pierwsze trzy lata było walutą stosowaną wyłącznie do celów rachunkowości oraz płatności elektronicznych, a realną walutą stało się 1 stycznia 2002 r.), był to głównie skutek słabości Niemiec wywołanej zjednoczeniem i pseudounią walutową obu państw niemieckich, zanim doszło do wchłonięcia tych wschodnich. Doprowadzono do wymiany wschodnich marek na zachodnie według parytetu 1:1, choć na czarnym rynku relacja obu walut wynosiła od 1:7 do 1:10 i była bliska realiom. Koszt tej operacji wyniósł około 3 bln euro. Jeśli dodać do tego transfery na unowocześnienie wschodnich Niemiec i podniesienie poziomu życia (następne prawie 3 bln euro), dostajemy astronomiczną sumę 6 bln euro.

Tylko ogromny koszt zjednoczenia sprawił, że Niemcy zgodzili się na wprowadzenie unii walutowej w Unii Europejskiej, choć wcześniej tego nie chcieli. Zgodzili się, by zarobić kosztem innych i powetować sobie straty (sięgające 7 proc. PKB) poniesione w związku ze zjednoczeniem. Zanim wprowadzono euro, rentowność niemieckich obligacji wzrosła co najmniej dwukrotnie, rosła inflacja będąca efektem ogromnych transferów na wschód. Przyjęcie euro zapewniło Niemcom największe korzyści w UE, głównie kosztem państw południa. Euro było na tyle słabe w stosunku do siły niemieckiej gospodarki, że niemieckie towary stały się konkurencyjne (nie tylko na obszarze Unii), przez co Niemcy miały stałą, bardzo wysoką nadwyżkę w obrotach z zagranicą, przekraczającą nawet ćwierć biliona euro rocznie.

W 2022 r. Niemcy po raz pierwszy od zjednoczenia miały znaczące obniżenie salda handlu zagranicznego, czyli wykazały oznaki słabości, która w kolejnych latach tylko się pogłębiała. To oznacza, że niemiecki dobrobyt po wprowadzeniu euro finansowały słabsze państwa strefy euro. I finansowała Rosja tanio sprzedając surowce, w czym miała oczywisty interes. A jeśli słabsze państwa nie chciały dokładać się do niemieckiego dobrobytu, to były bezwzględnie zmuszane, jak Grecja, Portugalia, Hiszpania i Włochy, gdy po kryzysie zapoczątkowanym w 2008 r. głównie ich kosztem ratowano strefę euro. Niemcy nie straciły wtedy nic.

Gdy Niemcy tracą, wszyscy w UE mają się składać na to, by straty Berlina minimalizować. Stąd takie pomysły, jak solidarność energetyczna jako rozwiązanie gospodarcze i przekształcenia UE w centralistyczne superpaństwo jako rozwiązanie polityczne. W obu wypadkach korzystają na tym Niemcy: z jednej strony jako państwo najsilniejsze, a z drugiej – jako państwo najmniej skłonne do ponoszenia kosztów, choć w ogromnym stopniu przez siebie zawinionych.

Ostatnie 35 lat nauczyło tego, że gdy Niemcy słabną, odzyskują siły kosztem innych, co oznacza też przerzucanie na innych kosztów, które ich polityka wywołuje. Za tym idą szkodliwe dla innych państw decyzje polityczne, wynikające głównie z ucieczki Berlina do przodu. Z tym, że ta ucieczka zwykle przyjmuje mniej lub bardziej ekstremalne formy i tu nie jest przesadą przypomnienie tego, co się działo w latach 20. i 30. XX wieku, gdy kłopoty były największe, ale i rozwiązania najbardziej ekstremalne, a nawet szaleńcze.

Wniosek generalny jest taki, że trzeba się strzec Niemiec, gdy mają kłopoty, a równocześnie sami wskazują rozwiązania. Zawsze korzystne dla Niemiec, nigdy dla ich otoczenia, w tym dla Polski. Zakotwiczenie w Unii Europejskiej nic tu nie zmieniło, bo Niemcy są zdolne rozwalić UE albo uczynić z niej środek do zapewnienia sobie hegemonii. To właśnie dzieje się na naszych oczach. I to Polska musi poważnie brać pod uwagę. Pod rządami Donalda Tuska oczywiście tego nie robi. A powody tego nierobienia to już temat na osobną opowieść.

 

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.