Niemcy umierają z powodu upałów. Berlin bezczynnyNiemcy umierają z powodu upałów. Berlin bezczynny

Z najnowszych danych Instytutu Roberta Kocha wynika, że w 2026 r. w Niemczech jest już około 12,5 tys. ofiar śmiertelnych upałów. "Deutsche Welle" pisze, że z powodu częstych pożarów ewakuowane są nawet całe wsie, zwierzęta poddawane przymusowemu ubojowi, a poziom wody w renie dramatycznie. W ocenie niemieckiej stacji rząd w Berlinie jest kompletnie bezczynny wobec tego kryzysu i bierze wszystko na przeczekanie. Główną przyczyną bierności niemieckich władz ma być zdaniem stacji ignorowanie ostrzeżeń klimatycznych "Ostatniego pokolenia', grupy traktowanej w Niemczech jako organizacja przestępcza. Sytuację wykorzystuje niemiecki minister środowiska, który ma szokujący pomysł.
Niezwykle dramatyczna w Niemczech jest sytuacja osób starszych, którzy masowo lądują w szpitalach w ciężkim stanie.
W Niemczech w środku tegorocznego lata dzieje się coś bardzo dziwnego. Gdy całe wsie muszą być ewakuowane z powodu ogromnych pożarów lasów, rolnicy z powodu suszy tracą około trzech milionów ton zbóż i rzepaku, a zwierzęta trzeba poddawać przymusowemu ubojowi, niemiecki rząd wykazuje się zaskakującą biernością. Mimo oczywistego zagrożenia wciąż nie zwołał nawet szczytu poświęconego walce z upałami. Szczególnie niepokojąca jest sytuacja osób starszych, które w szpitalach, domach opieki i karetkach bez klimatyzacji są narażone na bezpośrednie zagrożenie
- czytamy w artykule na stronach "Deutsche Welle", dla przy tej okazji promuje jednocześnie lidera grupy "Ostatnie pokolenie" Larsa Wernera.
Niemcy nie chcą już bronić klimatu?
Niemiecki rząd próbuje problem rosnącej liczby zgonów z powodu upałów przemilczeć i przeczekać. Ma się zajmować doraźnymi rozwiązaniami, na przykład zniesieniem niedzielnego zakazu jazdy dla ciężarówek. "DW" twierdzi, że to wszystko przez zmiany klimatyczne, które Berlin ignoruje, a Niemcy nie chcą bronić klimatu i protestować.
Niemiecki rząd nie musi się już przynajmniej obawiać, że polityka klimatyczna będzie piętnowana przez uliczne blokady organizowane przez Ostatnie Pokolenie. Zniechęceni falą wrogości, grzywnami i karami więzienia klimatyczni aktywiści dwa lata temu zrezygnowali z protestów polegających na przyklejaniu się do jezdni, a także porzucili swoją dotychczasową nazwę. Dziś to przede wszystkim ruch Fridays for Future Deutschland ostro krytykuje polityków za – w ocenie ruchu – brak ambicji w walce ze zmianami klimatu
- czytamy w artykule.
Według Sebastiana Haunssa, naukowca z Instytutu Badań nad Protestami i Ruchami Społecznymi na Uniwersytecie w Bremie wyraźnie umocniła się pozycja przeciwników działań na rzecz klimatu.
Pojawili się polityczni gracze, tacy jak partia AfD, która jednoznacznie prowadzi agendę wymierzoną w politykę klimatyczną. Kilka lat temu takich graczy – zarówno na poziomie krajowym, jak i międzynarodowym – jeszcze nie było
– uważa Haunss.
Według "DW" pisze jednak, o "promyku nadziei", bo minister środowiska Carsten Schneider chce, w obliczu upałów i niskiego poziomu wód, wpisać adaptację do zmian klimatu do niemieckiej konstytucji.
Uważa, że jest to „bezwzględnie konieczne”. Oznaczałoby to, że za ochronę przed skutkami upałów odpowiadałyby w przyszłości nie tylko kraje związkowe i samorządy, lecz także rząd Niemiec – jako wspólne zadanie państwa. CDU/CSU sprzeciwiają się jednak planom socjaldemokraty, powołując się na „problemy prawne”. Na razie nie wiadomo, jak zakończy się ten spór
- czytamy w artykule.
Niemcy zobowiązały się w ramach porozumienia klimatycznego z Paryża oraz prawa krajowego, że do roku 2045 osiągną neutralność klimatyczną. deklaracje te jednak coraz bardziej zaczynają przypominać bajki z "Mchu i paproci".
koal/DW
