Ataki Tuska na prezydenta pokazują go jako „wciąż bardziej podłego"Ataki premiera Tuska na prezydenta Nawrockiego po aktach przemocy w szkołach pokazują go jako człowieka, który jest „wciąż bardziej podły"

Donald Tusk i tak nie doszedł do tego poziomu prymitywizmu, kłamstwa, żenady i groteski, jak jego przyboczny Krzysztof Gawkowski, który w sądzie powinien być puszczony w skarpetkach.
Akurat na jego najgorsze występy nakłada się premiera filmu fabularnego o liderze zespołu Lady Pank Janie Borysewiczu. I w tym filmie można m.in. usłyszeć piosenkę „Wciąż bardziej obcy" (tytuł filmu, „Mniej obcy", do słów autora tekstu piosenki, Andrzeja Mogielnickiego, nawiązuje). Te najgorsze występy dotyczą człowieka bez elementarnego choćby talentu muzycznego (wystarczy posłuchać, jak kiedyś „kaleczył" legendarny utwór The Beatles „Hey Jude"), za to wyjątkowego hejtera. I tym jego najgorszym występom można by nadać tytuł „Wciąż bardziej podły". Chyba nie jest niespodzianką, że chodzi o Donalda Tuska, który za chwilę będzie w sumie przez 10 lat premierem Polski. A „Wciąż bardziej podły" to nie jest fabuła, tylko dokument, czyli relacja z rzeczywistości.
Panika przed utratą władzy powoduje, że Donald Tusk sięga po najbardziej podłe metody i chociaż mogłoby się wydawać, że tego dna nie da się przebić, okazuje się, że z łatwością przenika przez nie jeden z najbardziej oddanych żołnierzy Tuska – wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. Po tym, co 8 października 2026 r. Gawkowski wygadywał w Sejmie, wygrałby każdy konkurs nagradzany złotym, a nawet diamentowym Goebbelsem.
Sprawa jest prosta: rząd Donalda Tuska i sam premier, jego minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński, jego koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak, jego komendant główny policji Marek Boroń, jego minister edukacji Barbara Nowacka nie radzą sobie z falą ataków w szkołach, gdzie już jest ofiara śmiertelna, więc natychmiast muszą mieć winnego. I od razu znaleźli. Winnym kategorii 1 jest prezydent Karol Nawrocki. Winnymi kategorii 1A są posłowie Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji. Posłowie byli przeciw ustawie o blokowaniu nielegalnych treści w Internecie, a prezydent Nawrocki ją w styczniu 2026 r. zawetował.
Bezradność i nieudolność rządu oraz służb przez niego kontrolowanych w narracji premiera i jego kandydatów do nagrody diamentowego Goebbelsa nie istnieją. Natomiast istnieje najlepszy wytrych świata, czyli ustawa o blokowaniu niebezpiecznych treści w Internecie, która nie może pokazać swej fantastycznej skuteczności, choć na razie może być ona rozpatrywana w kategoriach „mniemanologii stosowanej" (autorstwo pojęcia należy oczywiście do Jana Tadeusza Stanisławskiego). Istnieje też równoznaczne ze stuprocentową pewnością przekonanie rządzących, że napastnicy zostali stworzeni w Internecie, stamtąd wypełzli i rozleźli się po szkołach w różnych miejscach Polski, żeby zabijać i okaleczać. Na tę stuprocentową pewność nie ma oczywiście żadnych dowodów, ale to jest sąd syntetyczny a priori (wedle kategoryzacji Immanuela Kanta) lub odpowiednik aksjomatu w matematyce, więc żaden dowód nie jest potrzebny. Podobnie jak sądem syntetycznym a priori (aksjomatem) jest przekonanie rządzących, że gdyby mogli kontrolować Internet tak, jak chcieli, aktów przemocy by nie było.
Jakoś bez ustawy, bez której życie Donalda Tuska jest udręką, policjanci ze Szczytna wczesnym rankiem 9 października zatrzymali 16-latka, podejrzanego o zamieszczenie w sieci gróźb kierowanych do uczniów i nauczycieli jednej ze szkół w tym mieście. Bez ustawy policja zatrzymała 9 października 10 osób podejrzewanych o rozsiewanie gróźb w Internecie. Są zatrzymywani, bo to jest oczywiście możliwe w oparciu o obowiązujące dotychczas w Polsce prawo, ale istnienie tego prawa nie pozwala atakować prezydenta Nawrockiego oraz polityków PiS i Konfederacji. Dlatego zawetowana ustawa jest nie tylko najlepszym wytrychem na świecie, ale też najlepszą pałą. Nie na degeneratów i przestępców, tylko na wolność słowa – jakkolwiek Donald Tusk by się z takiego postawienia sprawy naigrawał.
W „zbawiennej" ustawie („na chybcika" znowu przyjętej przez Sejm 8 października) zaproponowano mechanizm, w którym organy administracyjne (takie jak prezesi urzędów państwowych – UKE, KRRiT czy UOKiK), a nie niezależne sądy, będą decydować o ocenie i blokowaniu treści. Jest oczywiste, że przeniesienie tych uprawnień na poziom urzędniczy stwarza ryzyko nadużyć, w tym tych z motywów ściśle politycznych bądź ideologicznych. Mechanizm pozwala na natychmiastowe usuwanie lub blokowanie treści jeszcze przed realną weryfikacją sądową. To może powodować nieodwracalnie negatywne skutki dla wolności debaty publicznej. Dla Tuska najważniejsza jest jednak ta funkcja ustawy, która czyni ją pałą. Dlatego atak na prezydenta Nawrockiego to wyjątkowe zagęszczenie podłości i prymitywizmu.
W specjalnym nagraniu (z 8 października 2026 r.) Donald Tusk powiedział: „Myśmy kilka miesięcy temu przygotowali taką ustawę, dzięki której moglibyśmy, jako państwo, blokować natychmiast, kiedy pojawia się jakieś zagrożenie, takie treści w Internecie, których szkodliwość, ba, mogą być nawet źródłem właśnie zbrodni, nie podlegała wątpliwości. Ja do dzisiaj nie wiem, dlaczego prezydent zawetował także tę ustawę i to w dodatku posługując się bałamutnie hasłem, wiecie, wolności słowa, swobody w Internecie. Znamy to, też wielu radykałów z Ruchu MAGA ma tego typu poglądy, że każde świństwo, każda przemoc, każda obrzydliwość może w Internecie być bezkarna i swobodnie może być promowana, bo państwo nie powinno się wtrącać. Państwo powinno się wtrącać tam, gdzie jest zagrożenie, szczególnie dla dzieci i ludzi najmłodszych, ludzi bezbronnych. (...) Nie mamy żadnych wątpliwości, że to sprzężenie, zło w Internecie, gotowość do zbrodni, miało miejsce właśnie dzisiaj. (...) Policja powinna móc natychmiast to zablokować. Nie może, bo zostało to zablokowane". Oczywiście, że policja może i to robi. Tylko w tej wersji nie ma walki dobra, uosobionego przez Tuska i jego ferajnę, ze złem (są nim prezydent i opozycja).
W kwestii zła Tusk się z każdą minutą rozkręcał: „Ten kult przemocy, on niestety dostaje także takie alibi polityczne. Zauważyliście, ilu polityków stawia na przemoc i to w każdym takim wymiarze: symbolicznym, prawdziwym, faktycznym". Jakoś premier nie zauważył, że ci przemocowcy są tuż za jego plecami, np. poseł Witold Zembaczyński, który nagrał takie oto „kwiatki": „Sprawa jest prosta. Należy PiS prosto między oczy". I pokazał uderzenie pięścią, skądinąd ozdobioną bransoletką z napisem „Je...ć PiS".
O desperacji Donalda Tuska świadczy jego prostackie połączenie aktów przemocy w szkołach z debatą o dostępie Polaków do broni, skądinąd toczącą się w kontekście zagrożeń ze strony Rosji. „Wydaje się rzeczą zupełnie oczywistą, i chyba trzeba być tak elementarnie odpowiedzialnym, żeby to zrozumieć i żeby stanąć po naszej stronie, mówię tu o kwestii powszechnego udostępnienia broni. Prezydent chciał rozpocząć wielką debatę narodową, bo jest zwolennikiem, aby dostęp do broni, był, no, możliwie amerykański. Ja bym bardzo się tego bał. Znaczy bałbym się w imieniu was wszystkich. Wyobraźcie sobie, ci zamachowcy, na razie większość z nich projektuje to sobie w tych chorych marzeniach w Internecie. Ale niektórzy, jak widzieliście, ruszyli. Wyobraźcie sobie, że oni wszyscy mieliby broń. Ja nie mam żadnych wątpliwości, że w Polsce w ogóle nie powinniśmy zakładać takiego rozwiązania i będę starał się chronić nas wszystkich przed takimi pomysłami, które mogą doprowadzić do upowszechnienia agresji i przemocy i do znacznie większych ofiar aktów przemocy". Prymitywizm takich ostrzeżeń polega na tym, że ignorują one kompletnie przepisy dotyczące broni, z prezydenta czynią bezrozumnego rewolwerowca, co jest skrajnym idiotyzmem oraz pokazują kompletną ignorancję Tuska, gdy chodzi o związek między prawem do posiadania broni, a przemocą w szkołach.
Na koniec swego podłego wystąpienia Donald Tusk przekroczył już wszelkie granice w wypowiadaniu idiotyzmów: „Każdy polityk, niezależnie od urzędu, jaki sprawuje, czy to jest prezydent, minister, poseł – bez żadnego znaczenia, ale też każdy dziennikarz. Ci wszyscy, którzy promują przemoc jako styl życia albo promują przemoc, gwałt na tych, którzy mówią z akcentem ukraińskim, albo są bezbronną dziewczyną – ci wszyscy muszą zamilknąć". Kto promuje przemoc jako styl życia? Może Zembaczyński, ale nie opozycja. Kto promuje przemoc na tych, którzy mówią z akcentem ukraińskim, albo są bezbronną dziewczyną? Może Tusk w takich kręgach się obraca, bo opozycja, a tym bardziej prezydent, nie mają z tym nic wspólnego.
Donald Tusk i tak nie doszedł do tego poziomu prymitywizmu, kłamstwa, żenady i groteski, jak jego przyboczny Krzysztof Gawkowski: „Prezydent Karol Nawrocki zdezerterował, kiedy polskie dzieci potrzebowały pomocy. Odwrócił się do nich plecami. (...) Prezydent Nawrocki zawetował bezpieczeństwo w Internecie. Powiedział Polakom wprost: 'będę bronić hejtu, będę bronić nienawiści, będę bronić przemocy wobec dzieci. Tak, to są właśnie te oceny pana prezydenta, które zostały zrealizowane. Prezydent powiedział Polakom wprost: 'zgadzam się na nawoływanie do przemocy w Internecie, bo ja też się karmię tą przemocą'. Prezydent Nawrocki mógł dawno temu, blisko rok temu, zgodzić się na przepisy dające bezpieczeństwo w Internecie. Nie chcieliście tego".
To, co wylał z siebie Gawkowski nie ma najmniejszego związku z prezydentem Nawrockim. Prezydent nie „powiedział" Polakom tego, co się urodziło w chorym łbie (przecież nie w głowie) wicepremiera i ministra u Tuska. A ponieważ działo się to w Sejmie i każdy mógł usłyszeć, Gawkowskiemu nie może ten prostacki i łajdacki atak ujść na sucho. To właściwa okazja, żeby w sądzie (niezależnie od tego, co sądzimy o sądach w Polsce) puścić tego faceta w skarpetkach, a nawet bez nich. Tego typu łajdactwa nie wolno tolerować, a wyrok sądu powinien być ostrzeżeniem dla innych. I ostrzeżeniem dla Donalda Tuska, który tak się przyzwyczaił do kłamstwa, że już nie wie, co to prawda, o moralności nie wspominając. Dość tego prymitywnego bolszewizmu. A jak ktoś chce być bolszewikiem, niech „spada" do bolszewii.
