Psychoza wojenna jako sposób na utrzymanie się przy władzyPsychoza wojenna jako sposób na utrzymanie się przy władzy

AWIK_Tusk_25012024_5.webp
Premier Donald Tusk. Fot. Fratria
FacebookTwitter

Śp. prezydent Lech Kaczyński mówił, że Polska powinna w polityce międzynarodowej „grać powyżej tego, co ma w kartach”, czyli powyżej realnego potencjału polityczno-gospodarczo-militarno-demograficznego. Słusznie. Na przykład Rosja czyni tak od wieków.

Robiła to jako „biała Rosja”, czyli za caratu, jako „czerwona Rosja”, czyli za Związku Sowieckiego, a teraz jako Rosja Putina. Warto o tym pamiętać. Tym bardziej że szeroko rozumiany Zachód nabiera się na to od dawna. A może nawet chce się nabierać? To doprawdy ważna uwaga dla tych, którzy kształtują czy będą kształtować politykę zagraniczną Rzeczypospolitej. Rosja zawsze napina muskuły, pręży bicepsy, a potem ZSRR grzęźnie w Afganistanie, a Moskwa dziś na Ukrainie. Łapać się można za głowę, czytając analizy poważnie zakładające pełnoskalową agresję na Polskę czy nawet na państwa położone na zachód od nas (ostatnio zaczęto mówić... o Francji). To wojenna psychoza, która wszak odbywa się z różnych konkretnych powodów. Niekoniecznie jest ona przejawem histerii czy braku realizmu, choć oczywiście jest odklejeniem od rzeczywistości i odbywa się często w histerycznej atmosferze.

To, że Kreml w sposób bardzo konsekwentny pokazuje od lat, że w wymiarze militarnym i politycznym jest groźniejszy, niż jest – to oczywiste, bo leży to w interesie Moskwy. To, że w ten scenariusz wyraźnego przeceniania czy przeszacowywania Federacji Rosyjskiej wpisuje się Zachód, w tym obecny rząd w Warszawie, ale także szereg niezależnych ekspertów i dziennikarzy, ba, niektórzy opozycyjni politycy, wynika z bardzo określonych partykularnych interesów.

Po pierwsze: mówienie jak Donald Tusk w wywiadzie dla „Financial Times”, że Rosja może napaść na nas nawet w tym roku, jest oczywistym odwracaniem uwagi wyborców/podatników od fatalnej polityki gospodarczej, międzynarodowej, problemów w służbie zdrowia czy szybujących cen benzyny i energii (i cen w ogóle). Przy czym nie dotyczy to tylko Polski, ale szeregu nieudolnych rządów i państw UE, ale także spoza Unii, jak choćby Wielkiej Brytanii. Po drugie: taka narracja jest usprawiedliwieniem olbrzymiej pomocy militarnej (i nie tylko) dla Ukrainy, od pewnego momentu przekazywanej przy coraz większych wątpliwościach i sceptycyzmie opinii publicznej krajów Zachodu.

Po trzecie: jest to zgodne z interesami silnego po obu stronach Atlantyku lobby militarnego. Po czwarte: Unia Europejska chce Rosją zasłonić własne gigantyczne problemy, łącznie z największym długiem w historii EWG/UE (według Europejskiego Trybunału Obrachunkowego – ETO/ECA), a także fakt, że aż 2/3 niektórych „pożyczek” dla Ukrainy odbywało się poprzez... branie przez Brukselę kredytów, które teraz trzeba będzie spłacać latami.

W przyszłym roku odbędą się wybory we wszystkich największych pięciu krajach UE (Niemcy – w wielu landach, Francja – prezydenckie, Włochy, Hiszpania, Polska – parlamentarne) oraz w kilku innych (np. Finlandia i Grecja). Rządzącym w tych krajach, z nielicznymi wyjątkami, „karta rosyjska” ma pomóc wygrać te wybory, bo w sytuacji zagrożenia zewnętrznego obywatele zwykle skupiają się przy władzy.

 

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Stankiewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.