Protofaszyzm. „Jego głównym reprezentantem jest dziś Donald Tusk”Protofaszyzm. „Jego głównym reprezentantem jest dziś Donald Tusk”

Dzisiaj totalitaryzm nie rodzi się na ulicy. Nie wypełza z mrocznych zaułków pełnych przemocy, nie przychodzi wraz z brutalną rewolucją ani zamachem stanu. Wchodzi do życia publicznego w eleganckim garniturze, ze sloganami o demokracji, praworządności i wspólnych wartościach na ustach. Krok po kroku odbiera narodom prawo do decydowania o własnym losie, pozostawiając im jedynie pozór politycznego wyboru. To jeszcze nie totalitaryzm w pełni ukształtowany. To protofaszyzm. W Polsce jego głównym reprezentantem jest dziś Donald Tusk.
Koniec liberalnego porządku
Dziś już nie ulega wątpliwości, że liberalny porządek światowy, oparty na międzynarodowych instytucjach typu ONZ, MFW, Bank Światowy, ale także na różnych ugrupowaniach regionalnych, takich jak Rada Europy czy Unia Europejska, jest w głębokim kryzysie i chyli się ku upadkowi.
Globalizm ze swoją koncepcją gospodarczej i handlowej dominacji rozwiniętego Zachodu oraz idea wolnego handlu odchodzą w przeszłość, zastępowane przez politykę budowy ochronnych barier celnych pod naporem nowych podmiotów gospodarczych i politycznych.
Świat wkroczył w epokę chaosu, rywalizacji gospodarczej, handlowej i kosmicznej, sporów o dostęp do surowców, w tym także wody pitnej, konfrontacji regionalnych i wojen, a nawet możliwego konfliktu globalnego.
Oczywiście nie ma determinizmu historycznego, wbrew temu, co twierdził marksizm, i historia może potoczyć się w różnych kierunkach. Niemniej jedno jest pewne: dominacja Zachodu na naszych oczach przechodzi do historii.
Z drugiej strony Zachód to nie jeden zwarty obóz, lecz zróżnicowany świat, także wewnętrznie rywalizujący. Ten świat będzie się bronił, ale jedno nie ulega wątpliwości: jego najbardziej zdegenerowane moralnie i kulturowo obszary, a takim niewątpliwie jest Europa, wyjdą z tej konfrontacji pokonane i rozbite.
Nie znaczy to, że ta konfrontacja będzie krótka ani że jej wynik jest już definitywnie przesądzony. Z jednej strony Zachód ma jeszcze przewagi gospodarcze - choć systematycznie malejące – oraz przewagi technologiczne, ale z drugiej strony rozpaczliwie brakuje mu woli walki i jest kulturowo oraz moralnie obezwładniony.
Tak jak niegdyś Rzym – zdemoralizowany i wewnętrznie skłócony – może się bronić, wykorzystując różnorakie przejściowe koniunktury i szanse, ale finalnie tylko cud mógłby uratować go od klęski.
Schyłek liberalnej demokracji
Międzynarodowe środowisko Zachodu jest nie tylko tłem, ale również jednym z czynników kształtujących wewnętrzny rozpad systemów liberalnych. Zwłaszcza w Europie.
Tradycyjny porządek, którego podstawą jest znana nam demokracja, wkroczył w okres schyłkowy.
Fundament naszego ustroju, jakim jest prawo każdego obywatela do kształtowania losu swojej wspólnoty politycznej, czyli własnego państwa, jest coraz bardziej kwestionowany. I to kwestionowany w imię „wspólnych wartości europejskich”!
Następuje proces odbierania narodom prawa do decydowania o własnej przyszłości. Nie jest to niestety pierwszy w historii świata, a zwłaszcza w historii Europy, tego typu przypadek.
Gdy w XIX i XX w. nastąpiło umasowienie społeczeństw, jedną z najważniejszych reakcji na panujący wówczas bezwzględny wyzysk kapitalistyczny – znajdujący swoje teoretyczne uzasadnienie w ideologii liberalnej - było pojawienie się socjalizmu.
To właśnie socjalizm, wraz z koniunkturą wojenną i niemiecko-żydowskimi pieniędzmi, doprowadził do ukształtowania się totalitaryzmu komunistycznego.
Podobnie reakcją na kapitalizm był wywodzący się z socjalizmu włoski faszyzm.
Wreszcie w odpowiedzi na niemiecką klęskę w I wojnie światowej i powojenną nędzę proletariatu wykształcił się „narodowy” socjalizm Adolfa Hitlera.
To wszystko z jednej strony były remedia na wyzwania ówczesnego czasu i próby ustosunkowania się do nowego zjawiska dziejowego, jakim było upowszechnienie się społeczeństwa masowego, ale z drugiej strony, a być może nawet przede wszystkim były to działania ukierunkowane na instrumentalne wykorzystanie aspiracji ludzkości w celu stworzenia totalitarnego państwa, w którym społeczeństwo zostaje sprowadzone do roli przedmiotu - do „mierzwy historii”.
To wówczas dynamiczne mniejszości socjalistyczne różnorakiego sortu wypracowały ideologie pozwalające na manipulację nastrojami i pragnieniami obywateli w celu ich zniewolenia i podporządkowania.
Grupy te uznały się za swoisty „wyrok historii” i w imię tego „wyroku”, cynicznie i bezwzględnie, dążyły do zdobycia władzy totalitarnej.
Udało im się to zarówno we Włoszech, jak i w Niemczech czy Rosji.
Liberalizm z ludzką twarzą
Po II wojnie światowej, a już ostatecznie po rozpadzie sowieckiego komunizmu, nastąpiło zwycięstwo liberalnej ideologii i polityki.
Liberalizm zreformowany, „liberalizm z ludzką twarzą”, bardziej skuteczny ekonomicznie, stał się dominującym systemem w krajach Zachodu.
„Piękny sen” nie trwał jednak długo.
Liberalizm i kultura zbudowana na jego podstawie, choć w okresie po II wojnie światowej zapewniły rozwój gospodarczy i dobrobyt, szybko zaczęły ulegać degeneracji.
Absolutyzacja zysku, połączona z materialistyczną wizją antropologiczną, zaprowadziła ten układ społeczny na manowce.
Rozpasanie socjalne, odbierające motywację do pracy, połączone z masowym przenoszeniem produkcji do krajów biednych, przyczyniło się do wytracania zdolności rozwojowych, a materialistyczna i hedonistyczna mentalność poskutkowała upadkiem kultury i moralności.
Dziś Zachód – z wyjątkiem może jeszcze Stanów Zjednoczonych, które jednak w coraz większym stopniu również stają się dotknięte tym problemem – nie jest zdolny do rywalizacji z innymi centrami gospodarczymi świata.
Widzimy postępujący upadek.
Dodatkowo narasta kryzys spowodowany aktywnością licznych kręgów kwestionujących system liberalny u samych jego podstaw. Można powiedzieć, że społeczeństwa zachodnie są rozsadzane od środka. Jest to wynik zarówno wewnętrznej presji imigracyjnej, jak i pauperyzacji.
Podsumowując, liberalizm jest w państwach Zachodu systemem, którego istnienie jest zagrożone.
I dlatego też ten system chce się bronić.
Jednak w tej defensywie tradycyjne instrumenty demokracji liberalnej przestały być skuteczne. Klasa rządząca zaczyna więc odwoływać się do rozwiązań antydemokratycznych. Dzieje się tak również dlatego, że w samym rdzeniu ideologii liberalnej należy dostrzec totalitarne korzenie.
Totalitarne korzenie liberalizmu
Twórcy liberalizmu przewidzieli bowiem sytuacje, w których zbyt rozwinięta demokracja może zagrozić prawom i przywilejom mniejszości dysponującej środkami produkcji. W związku z tym, chociaż dopuścili nadanie obywatelom powszechnych praw wyborczych, przewidzieli systemowe bezpieczniki chroniące sam układ społeczny.
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że ideologia liberalna przejęła od filozofii klasycznej i chrześcijaństwa założenie, że istnieje świat zasad i wartości fundamentalnych, niekwestionowalnych.
Tyle że w obu tych nurtach – zarówno filozoficznym, jak i religijnym – były one definiowane przez koncepcję prawa naturalnego.
To prawo naturalne określało podstawowe zasady: prawda istnieje i nie podlega demokratycznym osądom, podobnie jak moralność.
Filozofia klasyczna i religia chrześcijańska przyjmowały istnienie idealnego bytu i jego konsekwencje dla życia społecznego i politycznego. Liberalizm odrzucił to założenie, odrzucił istnienie prawa naturalnego i obiektywnych norm moralnych.
Co prawda przekonanie, że istnieją wartości niepodlegające decyzjom większości, postanowiono przenieść do życia publicznego, tyle że już bez fundamentu metafizycznego i religijnego zakodowanego w prawie naturalnym.
W liberalizmie wartości nienegocjowalne mają charakter aprioryczny, umowny. Nie są ugruntowane ani w filozofii bytu, ani w wierze w Boga. I właśnie ten aprioryczny charakter liberalnych wartości pozwala na ich dowolne definiowanie i dowolne stosowanie.
Innymi słowy, to kręgi władzy arbitralnie decydują o tym, co może stać się przedmiotem demokratycznych wyborów obywateli, a co nie.
Na przykład polityka pieniężna została podporządkowana nie demokratycznie wyłonionym władzom państwowym, ale specjalnym instytucjom znajdującym się poza kontrolą społeczną.
Podobne wzorce zostały zrealizowane w przypadku władzy sądowniczej, która ze swej natury należy do istoty państwa.
Niezależność sądu rozciągnięto na prawo oceniania i zawieszania demokratycznie ustanowionych ustaw. Co więcej, sądom konstytucyjnym przyznano prawo nie tylko kwestionowania uchwalonych praw, ale uznano także, że ich decyzje mogą prawo stanowić, jak miało to miejsce na przykład w przypadku legalizacji mordowania życia dzieci nienarodzonych w Stanach Zjednoczonych.
W tym skrajnym przypadku liberalna koncepcja odbierania wyborcom ich podmiotowości została usankcjonowana w całej pełni.
Unia jako narzędzie wywłaszczania narodów
Podobny charakter ma ustanowienie globalnych instytucji ponadnarodowych, takich jak Bank Światowy czy MFW, a w przypadku Europy – Unia Europejska i Rada Europy. Organizacje te tworzą różnorakie „demokratyczne” standardy, które zrzeszane przez nie państwa powinny aplikować i to najlepiej bez żadnych zastrzeżeń.
Szczególne “dokonania” w wywłaszczaniu obywateli z ich praw ma właśnie Unia Europejska – pozornie „demokratyczna”, a w istocie będąca płaszczyzną dominacji dwóch państw: Niemiec i, w coraz mniejszym stopniu, Francji.
Unia od lat zachłannie przejmuje atrybuty suwerenności od krajów członkowskich – najpierw na podstawie traktatów, a obecnie już w sposób jawnie pozatraktatowy i zupełnie dowolny, nie licząc się kompletnie z niezawisłością państw i wolą narodów. Wykorzystując na przykład pretekst „kamieni milowych”.
Polityka Unii prowadzi do przekształcania państw narodowych w swoiste wydmuszki pozbawione realnej władzy i sprowadzone jedynie do roli wykonawców decyzji, które zapadają w odległych ośrodkach politycznych.
To proces systematycznego wywłaszczania narodów i państw z ich fundamentalnych praw. Następuje niszczenie wolności obywatelskich, ale inaczej niż w przypadku dwudziestowiecznych nurtów totalitarnych.
Tamte były ruchami oddolnymi, które w pierwszej kolejności zdobywały władzę, a potem ubezwłasnowalniały społeczeństwo. Była to więc metoda jednorazowej rewolucji, w wyniku której tworzono państwo rewolucyjne ze wszystkimi totalitarnymi konsekwencjami tego faktu.
Dzisiaj wygląda to inaczej.
Totalizacja jest przeprowadzana przez utrzymujący władzę establishment, broniący swojej uprzywilejowanej pozycji społecznej, kulturowej i politycznej. Stopniowo - krok po kroku odbierane są prawa obywatelskie, przy jednoczesnej zmasowanej indoktrynacji uzasadniającej racjonalność tego procesu i neutralizującej jakikolwiek opór.
Wszelkie wybory demokratyczne, które kwestionują taki porządek rzeczy, zostają uznane za nielegalne, a zatem podlegają unieważnieniu czy manipulacji.
Zauważmy, że nie mamy tutaj do czynienia z jednorazową rewolucją, lecz z rewolucją pełzającą. Jednak pomimo „miękkiego” charakteru zmian, rezultat jest analogiczny jak w przypadku totalitaryzmów sprzed 100 lat.
Należy również pamiętać, że w tle tych przemian stoją interesy największych państw UE, przede wszystkim Niemiec i Francji.
Bolszewizm kulturowy jako narzędzie
Aby zmniejszyć opór społeczeństw, Komisja Europejska propaguje „standardy” wywodzące się ze skrajnie lewicowego bolszewizmu „kulturowego”, którego celem jest demoralizacja, wykorzenienie i zniszczenie tożsamości narodowej obywateli.
Efektem ma być przekształcenie ich w bezwolną masę – bez historii, bez Boga, bez Ojczyzny i własnej kultury – łatwą do manipulacji i obezwładnioną.
W koncepcji Unii demokracja ma być zredukowana jedynie do płaszczyzny sporów o kwestie drugorzędne i nieistotne, podczas gdy realna możliwość podejmowania decyzji o znaczeniu fundamentalnym i zasadniczym pozostanie w rękach wąskiej grupy decydentów.
W tym celu potrzebne jest antagonizowanie społeczeństw wokół sporów, które nie mają istotnego znaczenia merytorycznego, bądź mają wprost prowadzić do upadku debaty publicznej i zniechęcenia obywateli do angażowania się w sprawy państwa.
Dyskurs ogniskowany jest nie wokół troski o dobro wspólne, lecz emocji, a przede wszystkim wokół nienawiści i budowania podziałów plemiennych.
Ostatecznie, przy mocnym wsparciu mediów społecznościowych, których algorytmy ze swej natury wzmacniają konflikty światopoglądowe, Komisja Europejska dąży do tego, aby demokrację sprowadzić do roli igrzysk, a społeczeństwa, które biorą w nich udział, do roli plebsu nagradzanego od czasu do czasu „chlebem”.
To polityka całkowitego uprzedmiotowienia narodów, pozbawienia ich trwałych, kulturowych, moralnych, religijnych i instytucjonalnych punktów oparcia, tak aby nie były zdolne do oporu przeciwko dyktaturze nihilizmu, budowanej przez UE.
Gdy wybory stają się problemem
Wdrażana przez Unię ideologia nie jest li tylko koncepcją intelektualną. To także działanie o charakterze stricte politycznym.
UE finansuje różnorakiego rodzaju wydarzenia, które mają na celu niszczenie spójności narodowej, ale również aktywnie wpływa na te państwa, w których wyborcy nie chcą zaakceptować unijnej agendy.
Taką politykę prowadziła, aby zmienić władzę w Polsce w 2023 roku. Podobnie było z usunięciem z drugiej tury kandydata na prezydenta w Rumunii czy działaniami sądowymi we Francji, próbującymi nie dopuścić Le Pen do wyborów prezydenckich.
To nie są już tylko dywagacje akademickie, ale aktywna rola Komisji Europejskiej w niszczeniu demokracji i manipulowaniu społeczeństwami po to, aby osiągnąć poziom niczym niekontrolowanej władzy. Tak rodzi się współczesny europejski totalitaryzm.
Od protototalitaryzmu do protofaszyzmu
Oczywiście rodzący się na naszych oczach totalitaryzm nie jest jeszcze totalitaryzmem w pełnym znaczeniu tego słowa.
To swoisty protototalitaryzm. Pierwszy etap. Forma obronna, w którą przepoczwarza się świat liberalny, broniąc się przed dążeniami społeczeństw, chcących odzyskać wolność i suwerenność.
Niestety ten proces obserwujemy również w Polsce.
Zauważmy, że dojście do władzy obecnej ekipy miało miejsce przy równoczesnej blokadzie funduszy unijnych i międzynarodowej kampanii zniesławiającej nasz kraj. Niewątpliwie działania te pomogły koalicji Tuska wygrać wybory.
Obiektywnie były to bezprawne, mające kryminalny charakter ingerencje w polski proces wyborczy, za które urzędnicy Komisji Europejskiej powinni odpowiadać karnie przed polskim sądem.
„Demokracja walcząca”
Donald Tusk aktywnie włączył się w proces kształtowania protofaszyzmu. W jego wydaniu mamy „demokrację walczącą”.
Chociaż tak na marginesie ta tuskowa „demokracja” tyle ma wspólnego z demokracją, co „demokracja socjalistyczna”. Oba te nurty wykorzystały pojęcie demokracji do osłonięcia swoich bezprawnych i totalitarnych działań.
W Polsce Tuska obserwujemy przede wszystkim wykorzystywanie aparatu sądowniczego do niszczenia opozycji i niezależności organów państwa.
Na nasze szczęście, choć znaczna część środowiska prawniczego ma faktycznie mentalność postkomunistyczną i jest gotowa do działań bezprawnych, to jednak duża grupa sędziów nie uległa tym ciągotom.
Innym objawem totalitarnych tendencji w działalności Tuska jest zaatakowanie koncepcji „państwa prawa” jako gwaranta praworządności i praw obywatelskich – wydawałoby się przecież, samej istoty państwa liberalnego.
Ale to pokazuje, że gdy liberałowie są zagrożeni w swoim monopolu władzy, niszczą nawet podstawowe symbole swoich rzekomych poglądów i przekonań.
Brutalne łamanie prawa, jak to miało miejsce choćby w przypadku przejęcia telewizji publicznej czy Prokuratury Krajowej, oraz groźby dalszych podobnych działań, w wyniku których ekipa brunatniejącego Donalda chce “domknąć system”, dowodzą, że mamy do czynienia z zachowaniami typowymi dla państwa totalitarnego.
Na tym etapie jest to jeszcze totalitaryzm słaby. Jeszcze boi się społecznych reakcji. Ale z drugiej strony już nie cofa się przed polityczną bandyterką.
Widzimy, że strategia Tuska ma na celu przede wszystkim bezwzględne utrzymanie władzy i uniknięcie odpowiedzialności karnej.
Zwróćmy uwagę, że urzędujący premier jest wspierany przez „autorytety” prawne wychowane na bolszewickiej koncepcji, która uznaje prawo jedynie za instrument sprawowania władzy, a nie za zasadniczy regulator ładu społecznego i wyraz sprawiedliwości państwa.
To tłumaczy, dlaczego takie postacie jak Zoll i Safjan, nie mówiąc już o innych wyrobnikach postmarksistowskiej myśli, bronią publicznie przestępczych działań Tuska.
Wiele wskazuje na to, że ostatecznym celem rządzącej ekipy ma być całkowite zlikwidowanie opozycji oraz uniknięcie przeprowadzenia wyborów parlamentarnych w konstytucyjnym terminie – na przykład pod pretekstem wojny na Wschodzie.
To wszystko są praktyki zmierzające do zmanipulowania opinii publicznej i pozbawienia narodu realnego wpływu na kształtowanie własnego losu.
Totalitaryzm budowany od góry
Mamy do czynienia z procesem kształtowania się zupełnie nowego typu systemu totalitarnego. Jest to totalitaryzm powstający od góry - totalitaryzm liberalnej władzy zaniepokojonej możliwością jej utraty.
Charakteryzuje go proces systematycznego pozbawiania narodu wpływu na określone segmenty życia publicznego poprzez oddawanie ich kompetencji niedemokratycznym instytucjom krajowym i międzynarodowym, przy jednoczesnym manipulowaniu społeczną agresją.
Przyparty do muru taki system jest gotów do gwałtownych i radykalnych reakcji - w sposób jawny zawiesza prawa wyborcze i decyduje za obywateli, kogo można, a kogo nie można wybierać. Tak było całkiem niedawno chociażby w Rumunii.
Dziś twarzą protofaszyzmu w Polsce jest Donald Tusk.
On jest największym zagrożeniem dla naszego narodu. Nie tylko w płaszczyźnie międzynarodowej, gdzie prowadzi upadlającą, satelicką politykę proniemiecką, ale przede wszystkim w sferze wewnętrznej, poprzez budowę totalitarnego systemu w Polsce, ograniczającego nasze prawo do decydowania o naszej przyszłości.
Jeżeli go nie zatrzymamy, przyniesie nam wiele nieszczęść, których nawet nie mamy odwagi sobie wyobrazić.
Czas walki z protofaszyzmem
Dziś jest czas walki z protofaszyzmem. Czas obrony naszego narodu przed zniewoleniem zarówno na poziomie Unii Europejskiej, jak i na poziomie krajowym. Czas oporu wobec niszczenia praworządności i demolowania „państwa prawa”. Czas obrony najważniejszych instytucji publicznych.
Treścią życia narodowego nie mogą być kłótnie na tematy zastępcze u Gozdyry czy Olejnik, ale troska o przyszłość Polaków, o naszą siłę, o dekolonizację polskiej gospodarki, o rozwój rodzimej przedsiębiorczości, o siłę polskiej armii opartej na obowiązkowej służbie wojskowej, na dzietności polskich rodzin i na walce z demoralizacją młodego pokolenia, o odrodzenie polskiego patriotyzmu niszczonego przez media usłużne Tuskowej władzy, o ochronę naszego państwa przed zalewem imigracyjnym…
To tu leży nasza przyszłość.
Protofaszyzm jest barierą dla ujawnienia się wszystkich zdrowych sił naszego narodu oraz dla budowy dostatniej i potężnej Polski. Stanowi śmiertelne zagrożenie dla naszej wolności, dla naszego bezpieczeństwa i naszego rozwoju. Jest tworzeniem podstaw pod morderczy totalitaryzm wywłaszczający naród z jego niezbywalnych praw.
Brunatniejący Donald wszczyna i prowadzi jałowe spory, służące jedynie dezintegracji narodowej i osłabianiu naszego państwa, co w sytuacji zewnętrznych zagrożeń jest działaniem wprost przestępczym i kryminalnym.
Odsunięcie tego szkodnika od władzy jest dziś podstawowym nakazem racji stanu. Jest naszym polskim obowiązkiem.
