A gdyby Putin przyszedł pomóc „ponownie przeliczyć głosy”?A gdyby Putin przyszedł pomóc „ponownie przeliczyć głosy”? Obalamy kłamstwa o "prorosyjskim Nawrockim"

FacebookTwitter

Jednym z najgłupszych kłamstw, jakie Polakom wmówił Donald Tusk i jego ekipa jest twierdzenie, że PiS jest ugrupowaniem prorosyjskim. To samo dotyczy analogicznego zarzutu wobec prezydenta Karola Nawrockiego.

I to wcale nie tylko dlatego, że przypisywanie komuś prorosyjskości w wykonaniu Donalda Tuska przypomina chodzenie po polu najeżonym grabiami i ciągłe nadeptywanie na te grabie, skutkujące uderzeniem trzonkiem w głowę. W przypadku prezydenta Karola Nawrockiego dochodzi jednak jeszcze jedna kwestia. Narracja o jego „prorosyjskości” nie spina się nie tylko dlatego, że jest na liście osób poszukiwanych przez Kreml. Mało tego, gotowa jestem postawić tezę, że obecnego prezydenta Rosjanie w gruncie rzeczy nienawidzą w takim samym stopniu, jak rząd Tuska i jego najbardziej twardogłowy elektorat. 

Czarna lista Kremla

Co najmniej od czasu, kiedy oficjalnie ogłoszono kandydaturę Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich, część polityków i mediów próbowano przedstawiać ówczesnego prezesa IPN jako prorosyjskiego i antyukraińskiego lub wyśmiewać podkreślany w kampanii fakt umieszczenia Nawrockiego przez Kreml na liście osób poszukiwanych przez rosyjskie MSZ za burzenie sowieckich pomników. Fakt ten zaistniał po raz pierwszy w przestrzeni medialnej w lutym 2024 r. Kandydaturę Nawrockiego oficjalnie ogłoszono w listopadzie tego samego roku. Mimo to w kręgach prorządowych (choć mocno ocierających się o szurię w stylu Jana Pińskiego czy Tomasza Wiejskiego), pojawiły się teorie, że to Rosjanie sami stworzyli taką „legendę” wokół kandydata obywatelskiego z poparciem PiS, aby oddalić podejrzenia, że jest to rzekomo „ich” kandydat.

Później, kiedy pełną parą ruszyła już kampania Karola Nawrockiego, coraz częściej publicznie prezentował on swoje pomysły na politykę zagraniczną. Wypowiedzi o Ukrainie rysowały scenariusz bardziej stanowczej postawy wobec Kijowa niż ta prezentowana przez oba rządy w latach 2022-2025 Czy to deklaracja Karola Nawrockiego, że byłby gotowy usiąść z Putinem do stołu, jeśli wymagałby tego interes Polski (i – jak sam podkreślił, czułby i tak duży niesmak), czy to zapowiedź zmniejszenia pomocy dla Ukrainy, czy to deklaracja ze stycznia 2025 r., że do czasu rozwiązania sporów historycznych nie widzi dla Kijowa miejsca w NATO i UE, kazały politykom koalicji rządzącej i zaprzyjaźnionym mediom uruchomić narrację pod tytułem „prorosyjski Nawrocki”. Kiedy z obywatelskim kandydatem spotkał się prezydent USA Donald Trump, część Polaków, którzy lata naiwnej polityki poprzednich rządów Tuska wobec Rosji, ale też ogólnoświatowego trendu „resetu” przeleżeli pod lodem lub byli, tak jak popierani przez nich politycy, w zupełnie innym miejscu niż dziś, postrzegać obecnego prezydenta jako kandydata marzeń Putina. Wątek ścigania przez Rosję, poparcia dla Ukrainy na początku pełnoskalowej agresji Federacji Rosyjskiej czy twardych wypowiedzi na temat zarówno bolszewizmu, jak i putinizmu – był pomijany.

Gdzie opozycja "fałszuje wybory"?

Wygrana Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich – w istocie zaskakująca i niespodziewana – również miała rzekomo świadczyć o pomocy, jaką otrzymał bądź to od Trumpa (a pośrednio od Rosji), bądź to od Rosji wprost. Mecenas Roman Giertych nie zasypiał gruszek w popiele i już kilka dni po drugiej turze wyborów prezydenckich zaczął mówić i pisać w sieci, że miało dojść do masowych fałszerstw. Zachęcał do składania protestów wyborczych, sugerował konieczność ponownego przeliczenia wszystkich głosów, i wymieniał kolejnych „odpowiedzialnych” za fałszerstwa. „Aplikacja Mateckiego”, Chińczycy czy „bracia Kamraci”, czyli ekipa prorosyjskich patostreamerów. Pół biedy, że Giertych głosił takie teorie na swoich profilach w mediach społecznościowych czy kanale na YouTube lub robili to zaprzyjaźnieni Jan Piński czy Tomasz Wiejski. Gorzej, że mecenas opowiadał o tym również w mediach publicznych.

Dowodów na intencjonalne „fałszerstwa” nie znaleziono. Były jedynie nieprawidłowości w przypisaniu głosów w komisjach – mało tego, nie zawsze na szkodę Rafała Trzaskowskiego. Wszystko to miało jednak prowadzić do udaremnienia zaprzysiężenia Karola Nawrockiego. Można tutaj postawić dwa pytania: w jakich krajach politycy związani z partią rządzącą i część dziennikarzy sugerują, że opozycja sfałszowała wybory, jak wygląda proces wyborczy w tych krajach, kto i jak długo sprawuje tam władzę i jakie wyniki osiąga w głosowaniu. A przecież mamy za miedzą państwa, w których kandydaci opozycji są eliminowani z wyborów, zamykani w koloniach karnych, zabijani lub wypychani z kraju, a jeśli nie uda się takiemu Putinowi czy Łukaszence, bo to przecież o ich krajach cały czas mowa, całkowicie wyeliminować konkurencji, zawsze można oskarżyć ich o fałszerstwa. Drugie pytanie: który kraj ucieszyłby się, gdyby Polska nie miała prezydenta, tylko chociażby marszałka czasowo pełniącego obowiązki, a więc miałaby niestabilne władze?

Nawrocki "nic nie mówi o Rosji"?

W obecnej sytuacji najczęściej ostatnio przywoływanym argumentem mającym przemawiać za rzekomą prorosyjskością prezydenta Nawrockiego jest nieprawdziwe stwierdzenie, że w swoich wystąpieniach mówi wiele o „zagrożeniu” ze strony Unii Europejskiej, Niemiec czy Ukrainy i Ukraińców, a nie mówi o tym realnym zagrożeniu ze strony Rosji. Mówi o tym premier Donald Tusk, który zarówno w Święto Wojska Polskiego, jak i okresie je poprzedzającym, podkreślał zagrożenie ze strony Rosji, jak gdyby był pierwszym i jedynym polskim politykiem je dostrzegającym. A przecież musimy mieć w pamięci, jak zachowywał się zarówno jego rząd w poprzedniej wersji, czyli tej z lat 2007-2015, jak i Niemcy, czyli nasi wspaniali, święci, nieskazitelni partnerzy i sojusznicy, których tak straszliwie obrażają ci źli pisowcy. Rząd Tuska prowadził wobec Putina i Miedwiediewa politykę, którą najbezpieczniej będzie nazwać „naiwną”. PSL – to samo, z którego pochodzi wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz- było wówczas ugrupowaniem otwarcie prorosyjskim. Podobnie zresztą jak SLD, czyli jeden z głównych elementów obecnej Nowej Lewicy, i zarazem ugrupowanie, z którego wywodzą się zarówno marszałek Włodzimierz Czarzasty – dziś retoryką i polityką nieodbiegający od reszty koalicji rządzącej, jak i Leszek Miller uderzający dziś w Ukrainę i Ukraińców oraz, zdaniem wielu komentatorów, flirtujący ze środowiskiem Grzegorza Brauna). Rok po rosyjskiej agresji na Gruzję „Gazeta Wyborcza” publikowała… list Putina do Polaków. Jedyną partią w Polsce, które w tamtym czasie dostrzegała zagrożenie ze strony Putina, było Prawo i Sprawiedliwość i wywodzący się z tego ugrupowania śp. prezydent Lech Kaczyński. Nasi święci i niewinni Niemcy robili natomiast interesy z Putinem i Miedwiediewem i wspólnie budowali gazociągi Nord Stream 1 i Nord Stream 2, niebezpieczne zarówno dla Polski, jak i Ukrainy. Stany Zjednoczone? To nie „ruski agent” Trump wciskał z Ławrowem czerwony guzik z napisem „Reset”. Robiła to demokratka Hillary Clinton, wówczas członkini administracji Baracka Obamy.

Niemniej, ze strony rządu próbuje się nam suflować narrację, że Tusk alarmuje i ostrzega przed Rosją, mówi wprost o zagrożeniu, a Nawrocki nie słucha, wetuje i śmieje mu się w twarz, mało tego – w ogóle nie dostrzega wroga na Kremlu, ale w Kijowie, Brukseli czy Berlinie. I znów, pół biedy, kiedy jakiś polityk KO czy PSL napisze to na platformie X. Ale mówią to dziennikarze TVP w likwidacji: Mateusz Dolatowski, który twierdzi (notabene, w programie „Kłamstwo nie przejdzie”), że prezydent oskarża premiera o „straszenie wojną”. Najświeższy przykład to dzisiejszy program Aleksandry Pawlickiej, która w rozmowie z Andrzejem Sewerynem sugerowała, że prezydent Nawrocki „nie zauważa” zagrożenia ze strony Rosji. „Nie wskazywał tego właśnie wroga, o którym pan mówi, czyli Rosji. Mówił natomiast o zagrożeniach ukraińskich” – stwierdziła dziennikarka. Taki przekaz idzie do Polaków za ich własne pieniądze. A przecież, żeby zorientować się, jak bardzo dziennikarze TVP w likwidacji mijają się z prawdą, wystarczy minuta z którąkolwiek wyszukiwarką internetową. I dwa słowa, przykładowo: „Nawrocki Rosja”.

"Bestia, którą trzeba zamknąć w klatce"

Oto garść przykładów, co prezydent Nawrocki mówił o Rosji i Rosjanach i tego, co Rosjanie mówili i pisali o nim.

Zagrożenie wciąż idzie z tej samej strony, ze strony neoimperialnej Federacji Rosyjskiej. 106 lat temu byśmy powiedzieli "ze strony bolszewików". Można by dzisiaj było zacytować słowa świętej pamięci prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wówczas prorocze. Ale nie chcę cytować pana prezydenta Kaczyńskiego. Chcę posłużyć się trawestacją jego słów, żebyśmy my, nasi wspaniali sojusznicy z Sojuszu Północno-Atlantyckiego (...) abyśmy zrozumieli moment, w którym jesteśmy. Trawestując słowa prezydenta Lecha Kaczyńskiego możemy powiedzieć: "kiedyś Gruzja, dzisiaj Ukraina, jutro być może państwa bałtyckie i moja ojczyzna Polska. A kiedyś być może Berlin i Paryż i cała Europa Zachodnia

- Święto Wojska Polskiego, 15 sierpnia 2026 r.

Interesem Polski jest to, aby Ukraina i żołnierze ukraińscy radzili sobie jak najlepiej z postsowiecką Federacją Rosyjską, jak najdalej ich trzymali od Polski, to oczywiste, taka jest strategia państwa polskiego. Niech mordują Sowietów, którzy ich napadli i w ogóle nas Polaków to nie boli. W tym zakresie zawsze mogą liczyć na naszą pomoc, bo tam, gdzie się bije Moskala, tam Polska pomaga, nawet jak nie bierze udziału bezpośrednio w tej wojnie, taki jest strategiczny interes Polski

- rocznica zaprzysiężenia, sierpień 2026.

Zawsze jest możliwe, że Putin użyje siły przeciwko krajom wschodniej flanki. [Rozmowy z sojusznikami przyniosły – przyp. JJ] potwierdzenie głównego zagrożenia dla Polski i dla całej Europy środkowowschodniej, jakim jest niezmiennie (…) od dekad i od lat Federacja Rosyjska".

-Szczyt NATO w Ankarze, lipiec 2026 r.

Dla Polski Władimir Putin i Federacja Rosyjska jest zagrożeniem egzystencjalnym, tak jak bolszewicy w roku 1920. Polacy kochają Węgrów, a nienawidzą Władimira Putina, który jest zbrodniarzem wojennym i nikim więcej

- spotkanie z prezydentem Węgier, marzec 2026.

Wiąże się to z oswobodzeniem więźniów Auschwitz w roku 1945. I tak tych 7000, których żyło jeszcze w roku 1945, oswobodzenie i wolność zobaczyło w twarzach sowieckich żołnierzy. Natomiast poza murami obozu koncentracyjnego Auschwitz nie czekała na nich wolność. A była to też twarz tych samych Sowietów, dzięki którym Adolf Hitler mógł w roku 1939 rozpocząć II wojnę światową i doprowadzić do tragedii Holokaustu, bo to Hitler razem ze Stalinem rozpoczęli II wojnę światową. Była to twarz tego samego Sowieta, który po roku 1945 dalej mordował przedstawicieli państw Europy Środkowej i Wschodniej. Mordował także Polaków, którzy pragnęli wolności i niepodległości. W istocie było to oswobodzenie, wyzwolenie więźniów obozu koncentracyjnego Auschwitz, dokonane przez tych, którzy do tej tragedii w roku 1939 także doprowadzili

- uroczystość rocznicy wyzwolenia niemieckiego, nazistowskiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau, styczeń 2026.

Pociągnięcie Rosji do odpowiedzialności powinno być naszym obowiązkiem. Sprawcy wszystkich zbrodni międzynarodowych muszą być sądzeni przed właściwymi sądami. Dlatego też Polska wspiera prace Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości oraz Międzynarodowego Trybunału Karnego i popiera ideę ustanowienia specjalnego trybunału ad hoc, który osądziłby sprawców zbrodni agresji Rosji przeciwko Ukrainie

- zgromadzenie ogólne ONZ, wrzesień 2025.

Tak, Rosja nie jest niepokonywalna. Przegrała na początku wieku XX z Japonią; rozbita została przez Polaków w roku 1920, a dziś od ponad trzech lat grzęźnie po swoim ataku na Ukrainę. Grzęźnie dzięki wsparciu sojuszniczemu i solidarności narodów wolności, w tym także – a w niektórych momentach przede wszystkim Polski. Rosja jest oczywiście zagrożeniem stałym i to się być może nie zmieni. Ale będę konsekwentnie powtarzał, że i historia, i narodowa pamięć, i nasze wysiłki modernizacyjne muszą pozwolić nam myśleć, że jesteśmy gotowi do budowania naszego potencjału; i możemy czuć się bezpiecznie, a nasz główny wróg nie jest niepokonywalny. Mówię to dlatego, bowiem to w nas – we mnie, w Prezydencie Polski, w polskim rządzie, w Panu Ministrze, w całej klasie politycznej dziś pokładane są nasze nadzieje na zbudowanie Polski pokoju i Polski bezpiecznej. Tak, to w naszych rękach jest bezpieczeństwo państwa polskiego i nie możemy zmarnować ani dnia, ani tygodnia, ani miesiąca na rozbudowywanie naszego potencjału

- Święto Wojska Polskiego, sierpień 2025.

I przykład z czasów kampanii wyborczej:

Kulturowo, cywilizacyjnie, Federacja Rosyjska jest dziś państwem barbarzyńskim. Okrutnym, postsowieckim państwem, które udowodniło swoją postsowieckość w czasie ataku na Ukrainę. O tym już mówił śp. prezydent Lech Kaczyński przestrzegając, że Federacja Rosyjska się nie zmieni. I Federacja Rosyjska się nie zmieniła i rzeczywiście jest dziś największym zagrożeniem w naszym regionie świata dla państw wolnych, niepodległych, dla państw demokratycznych. Zawsze dzieliłem się swoimi opiniami, które mówiły, że bestię trzeba zamknąć w klatce. Nie dotować milionami dolarów. Jest to państwo, które stanowi zagrożenie dla współczesnej Europy. (Federacja Rosyjska) jest zagrożeniem dla współczesnej Europy jako junior-partner innego zagrożenia tym razem już światowego, czyli Chin

- spotkanie z mieszkańcami Brodnicy, luty 2025.

nawrockiorosji

Wściekłość Sołowjowa

Dodajmy, że Rosja na takie wystąpienia prezydenta Nawrockiego często reaguje. Politycy koalicji rządzącej, choć cieszą się z każdego odnotowania weta głowy państwa np. w sprawie SAFE przez kremlowskie media (na takiej samej zasadzie rosyjskie propagandówki odnotowują wypowiedzi i decyzje innych polskich polityków, np. Donalda Tuska, Radosława Sikorskiego, Władysława Kosiniaka-Kamysza, Jarosława Kaczyńskiego czy Krzysztofa Bosaka, ale również zagranicznych przywódców, jak Donald Trump, Emmanuel Macron, Friedrich Merz czy nawet Wołodymyr Zełenski), to pomijają takie przypadki, jak chociażby wściekła, wulgarna tyrada Władimira Sołowjowa, jednego z najzacieklejszych propagandzistów Putina, którego rozzłościło wystąpienie prezydenta Nawrockiego w Oświęcimiu ze stycznia tego roku.

Obrzydliwe wystąpienie tej polskiej szumowiny, Nawrockiego, po raz kolejny stawia przed nami bardzo ważne pytanie: czy Polska faktycznie może istnieć jako jedno, zjednoczone państwo. Chcę, aby każdy Rosjanin usłyszał słowa Nawrockiego i zrozumiał, że prezydent Polski, Nawrocki, to osobisty wróg każdego Rosjanina. Co więcej, prezydent Nawrocki to zbrodniarz wojenny, który w swoim przemówieniu publicznie kwestionuje orzeczenie Trybunału Norymberskiego. Dlatego na tej podstawie należy wszcząć postępowanie karne. Powinien zostać objęty międzynarodowym listem gończym. Oto, co powiedziała ta kreatura(…) I oto mamy tę nazistowską szumowinę, która nie zna historii, która świadomie ją zniekształca

- grzmiał rosyjski propagandysta.

Co ciekawe, w dalszej części wypowiedzi Sołowjow polecał prezydentowi Nawrockiemu… publikacje Jana Tomasza Grossa, dzięki którym polski przywódca miałby lepiej poznać historię Polski, a mianowicie „polskiego antysemityzmu”.

Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ, choć nie używa tak ostrych określeń jak Sołowjow, atakowała prezydenta Nawrockiego co najmniej kilkukrotnie. Ostatnim razem – za wystąpienie w rocznicę zaprzysiężenia. Rzecz jasna, Zacharową oburzyły słowa o „biciu Moskala”.

Gdański muzealnik zapomniał, że Rosja i Polska mają bezpośrednią granicę

- stwierdziła, oskarżając prezydenta o „patologiczną rusofobię” i „posługiwanie się językiem nienawiści".

Interesujące jest również to, że w Polsce podobnie oburzeni słowami prezydenta byli komentatorzy bliscy KKP Grzegorza Brauna.

Zacharowa w ogóle bardzo chętnie wypowiada się o prezydencie Nawrockim. Po jego żarcie o tym, że rzekomo rozmawia z duchem Józefa Piłsudskiego (wypowiedź miała miejsce w podobnym czasie, co wystąpienie na forum ONZ, kiedy to Nawrockiego przyłapano na zażywaniu snusa w kuluarach) insynuowała prezydentowi m.in. uzależnienie od narkotyków. Dodajmy, że rzekomym zażywaniem środków psychoaktywnych przez prezydenta RP zajmowała się także rosyjska agencja TASS, a jej źródłem był wówczas… tweet Romana Giertycha, który sugerował: „To, co on zażywa, to nie jest tytoń”.

A gdyby Putin przyszedł nam "ponownie przeliczyć głosy"?

Czy to wystarczające przykłady, że Rosjanie nienawidzą prezydenta Karola Nawrockiego niemal tak samo, jak koalicja rządząca, jej zwolennicy – zwłaszcza ci najzagorzalsi – oraz sprzyjające jej media? Co mówi o „silnych razem” fakt, że niekiedy w atakach na Nawrockiego idą ramię w ramię ze znienawidzonymi przez nich zwolennikami Grzegorza Brauna? Środowiska bliższe obecnemu rządowi wyrażały też zaskoczenie chociażby ostrą wypowiedzią prezydenta o Rosji na forum ONZ czy Święcie Wojska Polskiego, twierdząc np., że „wreszcie zrozumiał”. Otóż nie. Rozumiał od zawsze, a zacytowanie słów śp. Lecha Kaczyńskiego było odpowiednim kontekstem, który jednoznacznie wskazał też, które środowisko w Polsce jako pierwsze dostrzegało zagrożenie ze strony reżimu Putina i kto od początku miał rację, a kto dziś zgrywa „odkrywcę”, a w istocie po prostu powtarza to, co wcześniej mówili jego przeciwnicy polityczni.

Na koniec zaproponuję Państwu małe ćwiczenie intelektualne: jak zachowaliby się polscy politycy i zwolennicy poszczególnych partii, gdyby pewnego dnia Putin wyszedł i powiedział, że podobno są wątpliwości co do uczciwości wyborów prezydenckich w Polsce, polscy obywatele domagają się ponownego przeliczenia głosów. A w ogóle to Karol Nawrocki może być niezdolny do sprawowania urzędu, ponieważ polscy posłowie mówią, że zażywa narkotyki i ogólnie należałoby coś z tym zrobić. Dlatego on, Władimir Putin, chętnie pomoże Polakom w ponownym przeliczeniu głosów i przywróceniu demokracji i praworządności. 

Brzmi absurdalnie? Otóż nie! Przecież już w 2020 r. białoruski dyktator Alaksandr Łukaszenka zarzucał Andrzejowi Dudzie – ówczesnemu prezydentowi RP… właśnie sfałszowanie wyborów. W mediach społecznościowych nie brakowało wówczas komentarzy silnych razem, którzy pisali: „Wiem, że dyktator, ale tutaj akurat może mieć rację”. Przedstawiciele rządu wielokrotnie mówią – na podstawie danych NATO czy naszych poszczególnych sojuszników – że Rosja zwiększy ataki na Polskę i państwa bałtyckie, choć w naszym przypadku należy raczej spodziewać się prowokacji, niż ataku zbrojnego. Czy można w stu procentach wykluczyć pomysł, że Kreml spróbuje kiedyś w jakiś sposób wykorzystać suflowane przez część środowisk w Polsce teorie spiskowe o potrzebie „ponownego przeliczenia głosów” lub może nawet obieca nam "usunięcie" Nawrockiego z Pałacu Prezydenckiego? Czy cała klasa polityczna i wszyscy Polacy stanęliby wówczas za prezydentem (kimkolwiek by nie był, lubimy go czy nie, ale reprezentuje państwo polskie i atak na niego jest również atakiem na nasze państwo), czy raczej rzucaliby niby sceptycznie: „Hmmm, wiem, że to zbrodniarz wojenny, ale tutaj może akurat mieć rację”? 

Każdy powinien sam, w sercu, odpowiedzieć sobie na to pytanie.

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.