"Troskliwe Misie" 13 grudnia czyli hejt, lincz i podwójne standardy"Troskliwe Misie" 13 grudnia czyli hejt, lincz i podwójne standardy

FacebookTwitter

Minister Barbara Nowacka na uwagi europosła Patryka Jakiego pod adresem wiceminister Katarzyny Lubnauer odpowiedziała hejtem. A to nie jedyny przykład podwójnych standardów koalicji rządzącej i części mediów w sprawie tzw. mowy nienawiści.

Falę oburzenia wywołało nagranie europosła Patryka Jakiego o diecie planetarnej, a konkretnie – fragment, w ktorym porównuje on swoją sprawność fizyczną z otyłością wiceminister Katarzyny Lubnauer. Żeby była jasność – jeśli nawet chodziło o wypunktowanie hipokryzji pań minister broniących niemądrego pomysłu resortu zdrowia, nie zamierzam w tej sprawie bronić europosła Jakiego, zważywszy na to, jak różne i złożone są przyczyny nadwagi i otyłości. Ale również – argumentów, których można używać do krytyki obecnego kierownictwa MEN, nie odnosząc się do wyglądu pań minister, jest na pęczki.

Podobna fala oburzenia pojawiła się w „Gazecie Wyborczej” w związku z sytuacją innej – tyle że byłej już – członkini rządu Donalda Tuska. Redaktor Bartosz Wieliński, regularnie obrażający nie tylko polityków prawicy, ale również – z dużą regularnością – redaktora Jacka Karnowskiego i dziennikarzy naszego portalu – rozdzierał niedawno szaty z powodu „linczu” na prof. Barbarze Gorgoń-Mróz. Ten sam Wieliński wielokrotnie nazywał posłanki czy dziennikarki (Anna Bryłka, Paulina Matysiak, Agnieszka Romaszewska-Guzy „niemądrą niewiastą”).

O ile każdą krytykę (o tym, co nie jest krytyką, lecz hejtem – już nie wspominając) pod adresem pań minister, można sprowadzić do prostego „bo jest kobietą”, to czy środowisko, które kreuje się na tolerancyjne, brzydzące się nienawiścią „Troskliwe Misie” i za rządów PiS wielokrotnie sugerujące, że używany przez prawicę język doprowadza m.in. do samobójstw nastolatków o odmiennej orientacji seksualnej lub mordów politycznych (vide: zamach na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. W 2023 r., skazując Stefana Wilmonta na dożywocie, sędzia, której trudno przypisać sympatię do PiS, stwierdziła wprost, że nie ma dowodów na polityczne motywacje) – reagują właściwie, gdy hejt wychodzi z ich strony sceny politycznej czy medialnej, a uderza w prawicę? I to nie tylko w osoby dorosłe, z pewnym doświadczeniem życiowym i odpornością, ale również w dzieci? Omówmy kilka przykładów.

Ataki na kobiety związane z prawicą

Prof. Krystyna Pawłowicz – była poseł PiS, obecnie sędzia TK w stanie spoczynku – sama wielokrotnie w język się nie gryzła. Czy jednak upoważniło to pana Jerzego Owsiaka (o którym jeszcze wspomnimy), aby w odpowiedzi na słowa byłej polityk na jego temat, rzucał prostackimi uwagami o tym, aby „spróbowała seksu” (gdy sytuacja życiowa i stan cywilny prof. Pawłowicz, podobnie jak np. prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego są powszechnie znane i bywają przedmiotem drwin)? Czy upoważniło to Radosława Sikorskiego (obecnie szefa MSZ i wicepremiera, w tamtym czasie nie pełnił jednak tych funkcji) do słów „zamknij się, wariatko”? Czy upoważniło to przeciwników zaostrzenia prawa aborcyjnego wyrokiem TK z 2020 r. do przychodzenia pod dom ówczesnej sędzi Trybunału? Co ciekawe, minister Barbara Nowacka zareagowała w przypadku wypowiedzi Owsiaka, stając w obronie prof. Pawłowicz, choć w sposób o wiele bardziej cywilizowany, niż na zupełnie niepotrzebny fragment filmiku Patryka Jakiego. Ale próżno szukać reakcji Nowackiej czy jej koleżanek feministek lub szerzej – polityków obecnej koalicji 13 grudnia na przychodzenie pod jej dom, a więc stwarzanie sytuacji, w której sędzia TK miała prawo czuć się w jakiś sposób zagrożona.

Radosław Sikorski wielokrotnie używał obelżywego i pogardliwego języka w stosunku do kobiet. Zarówno w okresie, gdy był ministrem (co słychać na sławetnych taśmach z restauracji „Sowa i Przyjaciele”), jak i w czasach opozycyjnych. Innym głośnym przykładem były jego słowa o Beacie Kempie, byłej europoseł, a w ostatnich latach – doradcy prezydentów Andrzeja Dudy i Karola Nawrockiego. Polityk PiS w 2021 r., podczas wymiany zdań na platformie X, zwróciła się do Sikorskiego „Herr Lord” i zarzuciła mu nienawiść do Polski. Ówczesny europarlamentarzysta kazał w odpowiedzi „walnąć się w ten zatłuszczony łeb”. Radosław Sikorski po krytyce m.in. ze strony swoich partyjnych kolegów zamieścił typowe „przeprosiny” w stylu „non-apology”.

Ówczesny lider KO Borys Budka przekonywał, że on sam takich słów nigdy by nie użył, natomiast Sikorski za nie przeprosił. A później… prymitywnie odwrócił kota ogonem. "Ja bym takich samych przeprosin oczekiwał od Jarosława Kaczyńskiego za "zdradzieckie mordy" czy za wysyłanie na bezbronne kobiety policjantów z pałkami teleskopowymi" - stwierdził Budka, nazywając prezesa PiS „autorem mowy nienawiści”.

Co z tymi "zdradzieckimi mordami"? 

Skoro przywołaliśmy „zdradzieckie mordy” w wykonaniu prezesa PiS, warto przypomnieć ich kontekst. Otóż Jarosław Kaczyński, który również niejednokrotnie używa ostrego języka wobec przeciwników politycznych, ma pewien słaby punkt, który część polityków i zwolenników obecnej władzy lubi wykorzystywać. Jest silnie wyczulony na bądź to obłudne powoływanie się na jego śp. brata (wykorzystując tragicznie zmarłego w Katastrofie Smoleńskiej prezydenta Lecha Kaczyńskiego do ataku na jego żyjącego i aktywnego politycznie brata przez środowiska i polityków, którzy za życia śp. Lecha Kaczyńskiego obrażali go i atakowali), bądź to drwiny z Katastrofy Smoleńskiej, powielanie kłamstw na jej temat lub np. przeszkadzanie mu podczas uroczystości bądź składania kwiatów pod pomnikiem na Pl. Piłsudskiego. To wówczas prezes PiS używa najmocniejszych słów i w zasadzie trudno się dziwić.

Cóż, jeśli komuś przeszkadzają „miesięcznice” czy pomniki, warto uzmysłowić sobie, jaka jest geneza tego rodzaju wydarzeń. Otóż niewykluczone, że nie odbywałyby się, gdyby ofiary katastrofy z 10 kwietnia 2010 zostały od samego początku godnie uczczone, gdyby dopilnowano w pełni rzetelnego wyjaśnienia przyczyn tragedii i nie obdarzało jednak w tej kwestii nadmiernym zaufaniem Rosji – czy to Rosji Putina, czy Miedwiediewa. To był pewien gest sprzeciwu wobec takiego traktowania tej katastrofy i jej ofiar, bo zginął w niej nielubiany przez ówczesny rząd prezydent.

Do gorszących scen, w których wokół miesięcznic czy rocznic Katastrofy Smoleńskiej zbierają się grupy prowokatorów – czy to przynoszących ze sobą oszczercze wieńce, czy to zaczepiających Jarosława Kaczyńskiego czy polityków PiS, czy to wykrzykujących obraźliwe hasła – dochodzi mniej więcej od czasów, kiedy PiS było jeszcze u władzy, a uroczystości upamiętniające ofiary Katastrofy Smoleńskiej odbywały się na większą skalę niż obecnie. Po zmianie władzy mamy jednak do czynienia już tylko z prymitywnymi prowokacjami, oczekiwaniem, aż Jarosław Kaczyński zdenerwuje się i powie coś w stylu tamtego sejmowego wystąpienia o „mordach zdradzieckich”, a może nawet aż dojdzie do rękoczynów czy starć fizycznych. Tak było z rzekomym uderzeniem Zbigniewa Komosy przez prezesa PiS. Dochodzi tutaj do pewnego paradoksu – Jarosław Kaczyński, często przez przeciwników PiS określany jako „zniedołężniały starzec”, człowiek słaby i schorowany, nagle miałby uderzyć znacznie młodszego i wyższego od siebie mężczyznę, a wokół całej sytuacji kreowano otoczkę, jakby uderzenie miało co najmniej siła Sylvestra Stallone czy Chucka Norrisa. Tymczasem w materiałach z tej sytuacji widać wyraźnie,że był to raczej element szamotaniny i w wykonaniu prezesa PiS bardziej przypadkowe „plaśnięcie” niż intencjonalne uderzenie. Na prowokacje podczas miesięcznic smoleńskich politycy tworzący rząd nie reagują choćby w najmniejszy sposób. A jeśli już, stają po stronie od dawna zaangażowanych w te działania „postaci znanych”, takich jak Arkadiusz Szczurek. Próżno szukać potępienia Szczurka zwłaszcza po stronie KO. Wręcz przeciwnie. W sierpniu 2024 r. zadymiarz gościł nawet na antenie TVP w likwidacji. Nie zdziwi nikogo zapewne, że w programie Doroty Wysockiej-Schnepf. Czy wieloletni politycy powinni dawać się prowokować? To oczywiście kwestia dyskusyjna. Ale mimo wszystko ważniejsze jest pytanie, dlaczego pozwala się jednej grupie ludzi notorycznie, ostentacyjnie przeszkadzać innej w organizowanym przez nią cyklicznie wydarzeniu, a w dodatku tych przeszkadzających chroni policja.

Z Nawrockimi "wszystkie chwyty dozwolone"? 

Choć Karol Nawrocki jest prezydentem dopiero od roku, powiedziano na jego temat już chyba wszystko. I nie chodzi tylko o pozytywne określenia, bo jeszcze nigdy w znieważaniu głowy państwa nie było tyle chamstwa i prostactwa, w które to w dodatku włączają się politycy koalicji rządzącej.

Poza rozdmuchanym przypadkiem ze „Shrekiem” i radnym PSL, mieliśmy chociażby posła KO Konrada Frysztaka, który prezydenta nazwał wprost „alfonsem”. Na porządku dziennym są określenia „snusiarz” czy nawet sugestie, że głowa państwa zażywa substancje bardziej wpływające na organizm niż nikotyna (pojawiające się we wpisach Romana Giertycha). „Rykoszetem” obrywa żona prezydenta, która również jest chyba najbardziej atakowaną Pierwszą Damą w III RP. To dziennikarka tej samej „Gazety Wyborczej”, która chciała kar za „zaszczucie” prof. Jolanty Mróz-Gorgoń stwierdziła, komentując wywiad Marty Nawrockiej dla TVN, że czasem jednak lepiej, gdy kobieta milczy. Trzeba jednak oddać tutaj politykom – a zwłaszcza posłankom - koalicji 13 grudnia tę sprawiedliwość, że sprzeciwiają się hejtowi pod adresem Pierwszej Damy. No chyba że jakaś działaczka KO postanowi porównać jej strój do tapicerki.

Wyjątkowo okrutne i niegodziwe było natomiast atakowanie córeczki pary prezydenckiej, Kasi. Ten atak nie szedł z góry, lecz raczej od użytkowników mediów społecznościowych niebędących osobami publicznymi. Słowa w obronie małej Kasi Nawrockiej, która – niewiele robiąc sobie z napięcia i podniosłości wieczoru wyborczego, beztrosko bawiła się na scenie, popłynęły ze wszystkich stron sceny politycznej i z wielu mediów. Ale niektóre „postacie znane” wspierające obecną koalicję rządzącą sugerowały, że hejt został sztucznie nakręcony przez PiS.

Granica hejtu

Dziś politycy koalicji rządzącej oburzają się na Antoniego Macierewicza czy Dariusza Mateckiego, zarzucając im brak szacunku dla służb mundurowych. Ci sami politycy nigdy nie potępili Barbary Kurdej-Szatan czy Piotra Zelta, kiedy celebryci obrażali Straż Graniczną i żołnierzy podczas kryzysu migracyjnego z 2021 r.

Mało tego, w przypadku aktora znanego głównie z „13. Posterunku”, minister Waldemar Żurek miał osobiście interweniować u podającego się Prokuratora Krajowego Dariusza Korneluka, aby wycofana została prokuratorska apelacja na korzyść kpt. Anny Michalskiej – byłej rzecznik SG, którą Zelt obraził. Jeszcze pod koniec rządów PiS politycy ówczesnej opozycji zachwycali się filmem Agnieszki Holland „Zielona granica” przedstawiająca funkcjonariuszy polskiej SG jako brutalnych „prymitywów”, niewiele tak naprawdę różniących się od białoruskich służb. Ale to Holland, która przedstawiła ewidentnie nieprawdziwy obraz sytuacji na granicy polsko-białoruskiej, zaczęła być przedstawiana jako „ofiara hejtu”, a kiedy ówczesny prezydent Andrzej Duda, broniąc polskich służb mundurowych, użył określenia „tylko świnie siedzą w kinie”, podniosło się larum, że głowa państwa obraża Polaków.

Funkcjonariusze i żołnierze lżeni podczas kryzysu na granicy polsko-białoruskiej nigdy nie doczekali się przeprosin od obecnie rządzących polityków. Osoby, które dopuszczały się takich zachowań, albo zostały ukarane dość śmiesznie i symbolicznie, albo nie poniosły konsekwencji. Niektóre z nich wręcz nawet „nagrodzono”, bo po zmianie władzy prowadzą programy w telewizji publicznej.

Tym razem nie hejt, lecz represje

Zrozumiałym jest, że Jerzy Owsiak nie zabiera głosu po śmierci pani Izabeli Majewskiej z Torunia, czyli emerytki, która została nieprawomocnie skazana za – rzeczywiście ostry – wpis pod jego adresem. Mimo iż „giń człeku” było bardziej mocnym retorycznie stwierdzeniem niż realną groźbą, lider WOŚP osobiście uznał, że schorowana 67-latka miałaby możliwość zamienić słowa w czyn. Z licznych komentarzy, które pojawiają się na profilach zarówno Owsiaka, jak i innych osób publicznych – a są zapewne o wiele gorsze niż to, co napisała pani Iza – wyłowiono ten jeden i uruchomiono cały aparat państwa przeciwko emerytce. Wszystko wyłącznie dla „pokazówki”. Sprawę nagłaśniały media konserwatywne, ale również i te bliższe obecnej władzy zwracały uwagę na nieadekwatność środków do rzeczywistej przewiny emerytki, rzeczywistej oceny czy słowa „giń, człeku” były groźbą śmierci i czy schorowana kobieta mogła taką „groźbę” realnie spełnić.

Krótko po doniesieniach medialnych o śmierci pani Izy sądzonej później za słowa o Owsiaku, od początku w tej sprawie uprzywilejowanym i nieustępliwym, „Gazeta Wyborcza” ogłosiła, że „Barbary Mróz-Gorgoń już nie ma” i lamentowała nad „linczem” na byłej już pełnomocnik ds. promocji Polski. Cóż. Barbary Mróz-Gorgoń „już nie ma”, bo trzeba jej przyznać, iż w odróżnieniu od niektórych polityków czy działaczy związanych z obecną władzą miała na tyle przyzwoitości, by wycofać się z życia publicznego. W odróżnieniu od pani Izy, której dosłownie i fizycznie „już nie ma”, Barbara Mróz-Gorgoń miała pozycję w świecie nauki i polityki, zasoby finansowe i inne, aby się bronić i dochodzić swoich praw, jeśli w jakikolwiek sposób zostały naruszone. Naprawdę trudno będzie się dziwić, jeśli za mniej więcej rok cudownie gdzieś się odnajdzie i odbuduje swoją pozycję. Pani Izy w internecie wprawdzie nie wyśmiewano na wielką skalę, ale była zwykłą emerytką, przeciwko której uruchomiono cały aparat państwa za to, że z jakiegoś sobie tylko znanego powodu popełniła błąd – zamieściła w internecie nie do końca przemyślany wpis, być może działając w stanie wzburzenia. Oczywiście trudno jednoznacznie stwierdzić, nie mając na to dowodów, że proces z Owsiakiem w jakikolwiek sposób przyczynił się do śmierci pani Izy, choć stres związany z całą sprawą (zwłaszcza, że miała odbyć się apelacja), który musiała niewątpliwie odczuwać, nie mógł korzystnie wpłynąć na jej i tak nie najlepszy stan zdrowia, więc trudno odrzucać jakiekolwiek związki. Jednak nad kobietą, której rzeczywiście już nie ma, nie pochyla się nikt z wrażliwych na hejt polityków i zwolenników KO ani rozpaczających nad Barbarą Mróz-Gorgoń dziennikarzy „Gazety Wyborczej”.

Serduszkowy „lincz”

Ostatni przykład to pani minister Nowacka, która na niemądre i niepotrzebne w mojej ocenie uwagi europosła Patryka Jakiego na temat wiceminister Katarzyny Lubnauer sama odpowiedziała realnym hejtem. Tak, określenie „palant” jest słowem nienawistnym, tak samo jak chociażby sugerowanie – nawet żartobliwe - że przeciwnicy polityki obecnego kierownictwa MEN chętnie jedliby fekalia, żeby tylko sprzeciwić się Barbarze Nowackiej. Otóż nie, ponieważ problem z dietą planetarną dotyka czegoś zupełnie innego niż zdrowe odżywianie. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie chciał, żeby jego dziecko szkodziło swojemu zdrowiu. Dotyczy arbitralnego narzucania, nieprzemyślanego, przeprowadzonego bez planu, wszystkim polskim uczniom i placówkom edukacyjnym określonego sposobu odżywiania i w dodatku braku uzasadnienia tego merytorycznymi argumentami, lecz jedynie atakiem.

Ale Barbara Nowacka zrobiła coś jeszcze gorszego, choć nie wiadomo, czy w ogóle pomyślała nad tym, co mówi. Zachęciła bowiem internautów do wymyślania pod adresem Jakiego jeszcze ostrzejszych określeń niż „palant”. Czy weźmie odpowiedzialność za ewentualne skutki?

I jak te wszystkie przykłady mają się do deklaracji polityków Koalicji Obywatelskiej czy Lewicy o sprzeciwie wobec mowy nienawiści, kreowanie się na ostatnich sprawiedliwych, jedynych empatycznych, obrońców uciśnionych, uśmiechnięte i kochające wszystkich "Troskliwe Misie"?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.