Wytępić banderyzm. "Dziedzictwo polityki samobójczej"Wytępić banderyzm. "Dziedzictwo polityki samobójczej"

Wytępić banderyzm.webp.webp
Wytępić Banderyzm
FacebookTwitter

Polska i Ukraina mają dwóch wspólnych wrogów. Są nimi Rosja i banderyzm.

Rosja dąży nie tylko do podbicia i zniewolenia Ukrainy, ale – jak oficjalnie oświadczył Putin w grudniu 2021 roku – jej celem jest podporządkowanie całej Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski. Taki jest sens nie tylko tego oświadczenia, ale także wielowiekowej polityki rosyjskiej.

Dlatego walka Ukrainy z Rosją ma znaczenie zarówno dla polskiego bezpieczeństwa, jak i dla naszej niepodległości. Wsparcie ukraińskiego oporu przeciw agresji leży w żywotnym polskim interesie. To dlatego Polska wsparła Ukrainę w najbardziej niebezpiecznym momencie, jakim był początek wojny, dostarczając jej armii koniecznego uzbrojenia i wsparcia materiałowego oraz organizując międzynarodowe poparcie dla jej walki z rosyjskim najeźdźcą.

Dziś ukraińska armia ma zapewnioną pomoc materiałową państw europejskich i pomoc finansową umożliwiającą funkcjonowanie

państwa ukraińskiego. Dziś polska pomoc nie jest już tak niezbędna do stawiania oporu rosyjskiej agresji.

Ale jest też drugi wspólny wróg Polski i Ukrainy. Jest nim banderyzm.

Banderyzm jako drugi wspólny wróg

Problem polega na tym, że dziś banderyzm opanowuje serca i myśli Ukraińców, stając się nie tylko częścią polityki państwa ukraińskiego, ale zaczynając definiować samą ukraińską tożsamość.

Władze ukraińskie mówią, że nikt nie będzie im wybierał ich „bohaterów” narodowych, że banderyzm jest ich tradycją walki o wolność i niepodległość, że buduje ich narodową tożsamość i staje się intelektualnym oraz moralnym zapleczem ukraińskiej polityki.

To prawda, że nikt nie zastąpi Ukraińców w wyborze ich tradycji, „bohaterów” i dziedzictwa historycznego, na którym chcą budować współczesne państwo ukraińskie, jego tożsamość i jego politykę.

Ale to, że nikt nie będzie im wybierał tożsamości, wcale nie oznacza, że kwestia ta jest obojętna dla Polski ani że Polska nie ma prawa prowadzić własnej polityki wobec ukraińskich decyzji i wyborów.

Ukraina jest sąsiadem naszego państwa i od jej wyborów kulturowych, moralnych i politycznych zależy także przyszłość naszego kraju i wzajemnych stosunków. Dlatego Polska ma nie tylko prawo reagować na określone ukraińskie decyzje, ale ma także prawo do własnej polityki narodowej i działań wobec ukraińskiej polityki w tym zakresie.

Samobójcze wybory w historii Ukrainy

Trzeba pamiętać, że Ukraińcy mają skłonność do samobójczej polityki, która w konsekwencji ma negatywne skutki nie tylko dla samej Ukrainy, ale także dla naszego kraju.

Tak było z powstaniami kozackimi, zwłaszcza z powstaniem Chmielnickiego, wymierzonym nie tylko w ruską magnaterię uciskającą tamtejszy lud, ale przede wszystkim w państwo polskie, o przyłączenie do którego prosiła króla Zygmunta Augusta szlachta i magnateria ruska, widząc w Koronie większe możliwości własnego rozwoju i własnych wolności niż w Wielkim Księstwie Litewskim.

Nie był to polski ekspansjonizm. Przyłączenie terenów ukraińskich do Korony było odpowiedzią na ukraińskie prośby.

Polityka Chmielnickiego podporządkowania Ukrainy Rosji nie tylko uderzała w Polskę, ale w konsekwencji prowadziła do likwidacji wolności wojskowych i politycznych, jakimi cieszyła się ludność rusińska w Rzeczypospolitej, a zwłaszcza Kozacy.

W dalszym rozwoju wydarzeń oznaczała bowiem rusyfikację i przymusową likwidację ich odrębności.

W Polsce nie tylko zapewniono tej ludności odrębny obrządek liturgiczny, stojący na straży tożsamości rusińskiej, ale także równe prawa szlachty ruskiej ze szlachtą polską. Ponadto Kozacy cieszyli się szeroką autonomią. Co więcej, to magnateria litewsko-ruska stała się dominującą klasą polityczną w Rzeczypospolitej.

Konsekwencją polityki Chmielnickiego było natomiast zlanie się Ukrainy z rosyjskim prawosławiem służącym rusyfikacji i przymusowej asymilacji narodowej.

Była to polityka par excellence samobójcza dla narodowej tożsamości Ukrainy.

Antypolonizm zamiast walki z największym zagrożeniem

Podobnie było u schyłku I wojny światowej i w okresie powojennym.

Ukraińcy zamiast walczyć z największym, rosyjskim zagrożeniem, zorganizowali Zachodnioukraińską Republikę Ludową do walki przede wszystkim z Polską, a ich Halicka Armia Ludowa nie tylko prowadziła zbrodniczą politykę wobec polskiej ludności, co wywołało po stronie polskiej działania odwetowe, ale w końcowym okresie znaczna jej część włączyła się do armii bolszewickiej i walczyła w 1920 roku po stronie bolszewickiej.

To kolejny przykład, gdy nienawiść do polskości prowadziła do samobójczych wyborów politycznych i osłabienia możliwości odbudowy własnego państwa.

Niektórzy historycy uważają, że działalność Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej była jedną z ważniejszych przyczyn upadku koncepcji odbudowy ukraińskiej państwowości na Nadniestrzu w 1920 roku.

Także tutaj nienawiść do polskości zaowocowała działaniami, które osłabiły możliwości pokonania bolszewików, będących największym zagrożeniem zarówno dla odbudowy ukraińskiej państwowości, jak i dla przetrwania ukraińskiej świadomości narodowej.

OUN-UPA – najbardziej tragiczny przykład

Trzecim przykładem samobójczej ukraińskiej polityki była działalność OUN i UPA.

Już w 1941 roku było jasne, że Hitler nie chce budowy jakiegokolwiek państwa ukraińskiego i że jego pogarda dla narodów słowiańskich jako „podludzi” obejmuje także Ukraińców.

Już na początku wojny niemiecko-sowieckiej było wiadomo, że nie tylko nie powstanie państwo ukraińskie, ale nawet nie zostaną rozwiązane kołchozy, a Ukraińcom umożliwiono jedynie udział w zbrodniczej działalności Niemiec przeciwko Żydom.

I właśnie w odpowiedzi na tę sytuację ukraińscy szowiniści organizują UPA, która nie była żadną powstańczą armią, ale oddziałami przygotowanymi do zbrodniczej akcji wymordowania Polaków.

UPA nie powstała po to, aby walczyć z Sowietami. Powstała po to, aby wytępić żywioł polski mieszkający na tych terenach od stuleci.

Było to w istocie powtórzenie sowieckiej operacji likwidacji żywiołu polskiego na Ukrainie i Białorusi w 1937 roku. Jedyna różnica pomiędzy obiema akcjami polegała na tym, że sowiecka akcja była elementem polityki państwowej, a ukraińska – elementem akcji szowinistów, często krwawym terrorem wymuszających na ludności cywilnej udział w tej zbrodni.

Dopiero po wymordowaniu ludności polskiej, broniąc się przed konsekwencjami powrotu sowieckiej władzy, UPA została zmuszona do działań samoobronnych.

W rezultacie, gdy UPA wymordowała około 100–150 tys. ludności polskiej, to Sowietów z jej rąk zginęło tylko około 10 tys.

UPA była przede wszystkim formacją zbrodniczą, mordującą ludność polską, ale także Ormian, Czechów, Żydów oraz Ukraińców – nie tylko tych, którzy ratowali Polaków, lecz wszystkich, którzy przeciwstawiali się tej obłędnej, zbrodniczej formacji i jej polityce mordowania ludności cywilnej.

Dlatego nie można nazywać UPA formacją antysowiecką, bo walka z Sowietami była tylko konsekwencją obrony przed sowieckimi czystkami etnicznymi i sowiecką mobilizacją do armii bolszewickiej.

Pomimo że to Sowieci zgnietli bojówki UPA, jeszcze po wojnie, na obrzeżach powojennych granic Polski, ukraińscy szowiniści mordowali Polaków.

Po wojnie krążył okrutny dowcip odpowiadający na pytanie, dlaczego ukraińscy szowiniści są antypolscy, a nie antysowieccy: bo antypolscy przeżyli.

Przykład UPA i II wojny światowej jest kolejnym przykładem, że zaślepiona ukraińska nienawiść do polskości prowadzi do zachowań w konsekwencji samobójczych, groźnych i niebezpiecznych dla samego narodu ukraińskiego.

Ideologia, która usprawiedliwiła zbrodnię

Dziś Ukraina także stoi przed wyborem swojej tożsamości i swojej polityki. I dokonuje wyboru.

Wyboru o groźnych konsekwencjach dla własnej przyszłości. Wyboru zatrucia swojej tożsamości zbrodniczą ideologią, która wyklucza ją z rodziny cywilizowanych narodów. Wyboru w swej istocie samobójczego.

Bo czym jest ideologia banderowska?

U jej źródeł leży zadawniony uraz nienawiści do wszystkiego, co polskie. Nie był to uraz powszechny, ale spotykany w społeczności ukraińskiej i co jakiś czas odzywający się w jej zachowaniach.

Tej zbrodniczej nienawiści do polskości, będącej podstawą ludobójstwa na ludności polskiej Wołynia i Małopolski Wschodniej, rangę ideologii narodowej nadał Dymitr Dońcow – w młodości marksista, później główny ideolog ukraińskiego szowinizmu.

Był ideologiem narodowego nihilizmu i amoralizmu.

Stworzył spójną ideologię, w której ubóstwienie narodu ukraińskiego oznaczało akceptację przemocy i zbrodni, w pierwszym rzędzie wobec samych Ukraińców nieakceptujących jego ideologii.

Warto o tym pamiętać: w pierwszej kolejności ta zbrodnicza przemoc była kierowana przeciwko samym Ukraińcom.

Była to ideologia oparta na skrajnym darwinizmie społecznym, w którym akceptuje się pokonanie i likwidację „słabszych” oraz stosowanie „twórczej przemocy” wobec innych narodów.

Ta skrajnie amoralna i antyuniwersalistyczna ideologia była formułowana i rozwijana w całej przedwojennej publicystyce Dońcowa. Jej zasady zostały wyłożone zarówno w pracy „Nacjonalizm”, jak i w „Katechizmie ukraińskiego nacjonalisty”, w którym Dońcow napisał:

Zdradą i oszustwem będziesz traktował nieprzyjaciół swego narodu.

W „Dekalogu ukraińskiego nacjonalisty”, w punkcie siódmym, zapisano:

Nie zawahasz się popełnić największej zbrodni, kiedy wymaga dobro sprawy.

Zaś w punkcie ósmym:

Nienawiścią oraz podstępem będziesz przyjmował wrogów Twego narodu.

Inny ideolog ukraińskiego szowinizmu, StepanŁenkawski, w swojej pracy „Dziedzictwo przykazań ukraińskiego nacjonalisty” wzywał do popełniania „najniebezpieczniejszych zbrodni, jeżeli tego będzie wymagać dobro sprawy”.

W pieśni UPA „Zrodziliśmy się z krwi narodu” rozbrzmiewały słowa:

Śmierć, śmierć, Lachom śmierć.

Nic dziwnego, że z tej ideologii nienawiści wobec innych narodów, a przede wszystkim wobec Polaków, narodziła się zbrodnicza koncepcja wymordowania ludności polskiej zamieszkującej te ziemie od stuleci.

Narodziła się najbardziej okrutna, dzika i nieludzka zbrodnia mordowania wszystkich – także dzieci, kobiet w ciąży i starców – zbrodnia porażająca swoim bestialstwem.

Zbrodnia ludobójstwa UPA przekroczyła w swoim okrucieństwie zbrodnie komunistyczne i hitlerowskie.

Państwowy kult banderyzmu

I dziś państwo ukraińskie składa cześć tym zbrodniarzom i ich ideologii, czyniąc z niej fundament nowoczesnej ukraińskiej tożsamości narodowej.

W 2015 roku, w tym samym dniu, w którym prezydent Bronisław Komorowski przebywał z wizytą w ukraińskim parlamencie, uchwalono ustawę honorującą zbrodniarzy UPA i uznającą ich za „bojowników o wolność i niezależność Ukrainy”.

Ustawa nie tylko obdarzyła zbrodniczych weteranów przywilejami socjalnymi, ale także groziła karami tym, którzy będą negowali cele walki żołnierzy UPA.

Czyli negowanie słuszności wymordowania Polaków!

Prezydent Komorowski, przemawiający tego dnia z trybuny ukraińskiego parlamentu, nie zająknął się nawet o uhonorowaniu morderców naszego narodu.

Ta ustawa była plunięciem w twarz nie tylko prezydentowi Rzeczypospolitej, ale całej Polsce.

Haniebne milczenie Komorowskiego jest miarą upodlenia przez Ukraińców zarówno naszego państwa, jak i upodlenia Polski przez prezydenta Komorowskiego.

Wcześniej prezydent Poroszenko uznał Banderę i Szuchewycza, który opracował i kierował akcją wymordowania ludności polskiej, za „bohaterów” narodowych państwa ukraińskiego.

I na ten antypolski gest także nie było ze strony państwa polskiego żadnej reakcji.

Polskie państwo przez lata milczało

Nie znaczy to, że wcześniej nie było po stronie polskiej żadnych reakcji na odradzanie się banderowskiego dziedzictwa i zwracania uwagi na jego potencjalnie groźne konsekwencje dla państwa polskiego.

Środowiska kresowe wielokrotnie zwracały uwagę na to zjawisko. Szczególnie zasłużony był w tym zakresie ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

W 1998 roku zgłoszono projekt uchwały potępiającej ludobójstwo na Wołyniu i Kresach Wschodnich. Został on zablokowany i niepoddany pod głosowanie w wyniku interwencji ówczesnego ministra spraw zagranicznych Bronisława Geremka.

Interwencja ta była w swej istocie ukrytą zgodą państwa polskiego na szerzenie się banderyzmu na Ukrainie i na budowanie nowoczesnej ukraińskiej tożsamości nie na tradycji współpracy z Polską, lecz na dziedzictwie walki z polskością.

W 2003 roku z projektu uchwały potępiającej ludobójstwo na Wołyniu – w wyniku agitacji ówczesnych posłów Aleksandra Małachowskiego i Bronisława Komorowskiego – usunięto termin „ludobójstwo”, co przegłosowała ówczesna parlamentarna większość lewicowo-liberalna.

Sam fakt uchwalenia tej okrojonej uchwały miał jednak pewne znaczenie.

Niestety ówczesny rząd Leszka Millera nie potraktował jej jako zobowiązania rządu do wprowadzenia tej tematyki do polskiej polityki wobec Ukrainy, lecz potraktował ją wyłącznie jako uchwałę o charakterze wewnętrznym.

Dopiero prezydent Nawrocki zareagował na ukraińską politykę rebanderyzacji Ukrainy poprzez decyzję o odebraniu Orderu Orła Białego prezydentowi Zełenskiemu.

Byli prezydenci Ukrainy, w geście solidarności z banderowską polityką Zełenskiego, odesłali także swoje ordery do Polski.
Natomiast w Polsce politycy PiS z ociąganiem i wyraźną niechęcią poczuli się zmuszeni do zwrotu ukraińskich orderów, do czego zachęcił ich gest Michała Kamińskiego.

Byli prezydenci – Komorowski, Duda i Kwaśniewski – orderów nie zwrócili, akceptując w ten sposób banderowską politykę i zachowania zarówno samego Zełenskiego, jak i byłych ukraińskich prezydentów.

To haniebne zachowanie byłych polskich prezydentów pokazuje brak ich godności narodowej i brak klasy politycznej.

Dwie tradycje ukraińskiej polityki

Spór o banderyzm nie jest więc tylko sporem o historię. Jest sporem o tożsamość Ukrainy i o jej politykę.

Ukraina ma, tak jak w przeszłości, wybór pomiędzy polityką przyjaźni wobec Polski i współdziałania z naszym państwem a polityką antypolską.

W przeszłości drogę współpracy wybierali hetman Sahajdaczny, hetman Jan Wyhowski, zawierając w 1658 roku ugodę hadziadzką – niestety niezrealizowaną – która miała przekształcić Rzeczpospolitą Obojga Narodów w Rzeczpospolitą Trojga Narodów, hetman Iwan Mazepa, współdziałający z Rzecząpospolitą podczas wojny północnej na początku XVIII wieku, czy wreszcie Symon Petlura, który zawarł sojusz z Polską w 1920 roku.

Niestety Polska była za słaba, aby sojusz z Petlurą zaowocował powstaniem zaprzyjaźnionego z Polską państwa ukraińskiego.

Ale Ukraina ma też dziedzictwo polityki samobójczej – polityki antypolskiej, która zawsze skutkowała klęską aspiracji ukraińskich, a często także masakrą jej ludności.

W przeszłości była to polityka prorosyjska, pod koniec I wojny światowej proaustriacka, a dziś jest to polityka proniemiecka.

W czasie II wojny światowej Ukraińcy zostali potraktowani przez Niemców jako słowiańscy „podludzie”, stworzeni jedynie do służby Niemcom.

Dziś Niemcy dążą do skonfliktowania Ukrainy z Polską i do porozumienia się z Rosją na podstawie ustanowienia nowej strefy wpływów, w której Ukraina stanie się nowym terenem niemieckiej dominacji, a nie państwem, którego interesy będą respektowane.

Niemieckie porozumienie z Rosją jest dla Niemiec kluczem do dominacji w naszej części Europy.

Dlatego jeżeli Ukrainie zależy na własnej suwerenności i własnym rozwoju, musi odrzucić niemiecką ofertę konfliktu z Polską.

To jednocześnie oznacza odrzucenie budowania swojej tożsamości narodowej i swojej polityki na konflikcie z Polską.

Oznacza odrzucenie antypolskiego i zbrodniczego dziedzictwa, które zawsze będzie skazywało Ukrainę na podrzędność i przedmiotowość w polityce mocarstw.

Polska i Ukraina jako oś nowej równowagi

Odrzucenie banderyzmu jako fundamentu ukraińskiej tożsamości i polityki oznacza budowę partnerskiej współpracy w tej części Europy.

Oznacza budowę systemu bezpieczeństwa, którego osią będzie współpraca polsko-ukraińska, oraz stworzenie nowej równowagi sił balansującej zarówno imperializm rosyjski, jak i niemiecki.

Taki potencjał mógłby budować równowagę europejską podobnie jak sama Rzeczpospolita czyniła to swoim istnieniem od XV do XVII wieku.

Dla Ukrainy jest to wybór wolności, niezależności i własnego rozwoju.

Polityka antypolska i proniemiecka jest natomiast wyborem politycznej zależności i braku podmiotowości.

Same argumenty już nie wystarczą

Dziś jednak Ukraina przeżywa renesans popularności tego zbrodniczego dziedzictwa, które prowadzi to państwo donikąd.

W tej sytuacji wszelkie racjonalne argumenty tracą znaczenie w polskiej polityce wobec państwa ukraińskiego.

Musimy odwołać się do argumentu siły.

Oczywiście nie chodzi o użycie siły zbrojnej wobec naszego wschodniego sąsiada, ale o zastosowanie argumentów bardziej przemawiających do Ukraińców niż sama perswazja.

Dziś nie ma potrzeby, aby Polska finansowała pomoc zbrojną dla Ukrainy czy jakąkolwiek inną pomoc, gdy Ukraina buduje swoją tożsamość na antypolskim dziedzictwie.

Dziś także bez polskiej pomocy Ukraina będzie prowadziła wojnę. Ma pomoc państw zachodnioeuropejskich, a cofnięcie polskiego wsparcia nie zaważy w sposób istotny na ukraińskiej walce.

Chodzi o coś innego: o pokazanie, że nie istnieje żaden przymus pomagania Ukrainie przez Polskę i że nie będziemy pomagać państwu, które buduje swoją tożsamość i swoją politykę na konflikcie z Polską.

Polska ma narzędzia nacisku

Cofnięcie naszej pomocy finansowej, zbrojnej, a także każdej innej – w tym przywilejów dla ludności ukraińskiej w Polsce – jest nakazem polskiej racji stanu.

Jest użyciem dostępnych nam narzędzi w celu przekonania elit państwa ukraińskiego, że nie będą pasożytować na naszym państwie, jednocześnie prowadząc antypolską politykę.

Polska ma także w zanadrzu inne środki pozwalające Ukrainie dotkliwie odczuć konsekwencje niewycofania się z antypolskiej polityki.

Polska ma ogromne znaczenie logistyczne dla ukraińskiej armii i ukraińskiej gospodarki.

Jeżeli nie poskutkuje wstrzymanie pomocy, zastosowanie blokad logistycznych utrudni funkcjonowanie ukraińskiego eksportu i importu, podroży je oraz ograniczy możliwości logistyczne dostaw zachodniego sprzętu wojskowego, zmuszając do korzystania z innych, mniej bezpośrednich szlaków transportowych.

To także broń, której możemy użyć.

Penalizacja banderyzmu

Ważne jest również jasne zdefiniowanie banderyzmu przez państwo polskie.

Pozwoli to nie tylko na jego penalizację w Polsce, ale również na kształtowanie międzynarodowej świadomości historycznej, ważnej z punktu widzenia europejskich aspiracji Ukrainy.

Przykład Chorwacji i Słowacji, które także budowały swoją tożsamość narodową na kulcie sił współdziałających podczas II wojny światowej z hitlerowskimi Niemcami i odpowiedzialnych za zbrodnie wojenne, pokazuje, że uruchomienie międzynarodowej opinii publicznej w tym zakresie jest bardzo skuteczne.

Słowacja i Chorwacja musiały wycofać się z uznawania ustaszów czy hlinkowców za część swojego dziedzictwa narodowego.

Trzeba to przypominać Ukraińcom, aby nie mieli złudzeń co do swojej europejskiej przyszłości, jeżeli będą budować tożsamość swojego państwa i narodu na tradycji banderowskiej.

Ważnym ostrzeżeniem było potępienie banderyzmu przez Parlament Europejski.

Polska powinna w znacznie większym zakresie korzystać z tego kanału oddziaływania na świadomość historyczną i polityczną państw europejskich.

Projekt penalizacji banderyzmu w Polsce, pod którym obecnie zbierane są podpisy, jest spóźnioną, ale konieczną reakcją na odrodzenie banderyzmu wśród narodu ukraińskiego.

Da on państwu polskiemu konieczne i bardziej precyzyjne instrumenty prawne do zwalczania tej zbrodniczej ideologii.

Ale na nic zda się prawo, jeżeli nie ma politycznej woli jego stosowania.

Państwo polskie w znacznym zakresie zrezygnowało bowiem z penalizowania banderyzmu nawet wtedy, gdy ma ku temu podstawy prawne.

Projektowana ustawa ma przypomnieć i sprecyzować obowiązki aparatu państwaw tym zakresie.

Dziesięcioletni zakaz wjazdu do strefy Schengen

Państwo polskie powinno również uruchomić inne środki prawne, które już pozostają w jego dyspozycji.

To nie tylko zakaz wjazdu do Polski i wydalanie z naszego kraju osób gloryfikujących banderyzm i jego ideologię oraz upamiętniających zbrodniarzy UPA pomnikami, nazwami ulic, publikacjami naukowymi, wypowiedziami publicystycznymi, uchwałami samorządowymi i innymi działaniami.

Polska powinna zastosować wobec wszystkich, którzy gloryfikują i bronią banderyzmu na Ukrainie, zakaz wjazdu do strefy Schengen.

Każde państwo ma prawo do wprowadzenia zakazu wjazdu do strefy Schengen wobec osób, które według jego prawa popełniają przestępstwa lub zagrażają bezpieczeństwu.

Takim przestępstwem jest banderyzm – ludobójcza ideologia, analogiczna do innych zbrodniczych ideologii, takich jak komunizm i hitleryzm.

Dla każdego wyznawcy tej ideologii i każdego, kto w jakikolwiek sposób ją promuje, powinien obowiązywać maksymalny, czyli dziesięcioletni zakaz wjazdu do państw strefy Schengen.

Wprowadzenie takiego zakazu, w sytuacji gdy Ukraińcy szukają pracy i promują za granicą swoje interesy, utrudniłoby w istotnym zakresie realizację ich indywidualnych i państwowych interesów oraz możliwość przekonywania społeczeństw europejskich do swoich racji.

Urzędnicy państwowi, samorządowcy, naukowcy współpracujący z zachodnimi instytucjami, wojskowi, funkcjonariusze służb, politycy – wszyscy powinni odciąć się od tej zbrodniczej ideologii, jeśli chcą wjeżdżać na teren państw europejskich.

Polski Instytut Pamięci Narodowej powinien prowadzić specjalną listę wszystkich, którzy wypowiadają się w tej kwestii i których działania służą gloryfikacji banderyzmu, a następnie przekazywać ją Straży Granicznej, aby wprowadzać zakaz wjazdu wobec osób odpowiedzialnych za upowszechnianie i gloryfikowanie tej ideologii.

Zakaz wjazdu może być bardzo istotnym instrumentem zmniejszającym popularność i rozpowszechnianie banderyzmu na Ukrainie.

To proces na lata

Nie należy się oczywiście łudzić, że działania te całkowicie zlikwidują to zjawisko.

Mogą jednak doprowadzić przede wszystkim do odrzucenia banderyzmu jako ideologii państwowej, co uruchomiłoby proces upowszechniania wiedzy o tym zbrodniczym dziedzictwie i rozpoczęło proces przezwyciężania w świadomości narodowej tej toksycznej i zbrodniczej ideologii.

Ukraina potrzebuje moralnego odrodzenia

Naród ukraiński potrzebuje odrodzenia moralnego i budowy swojej tożsamości narodowej, kulturowej i moralnej na zdrowym dziedzictwie chrześcijańskim.

Powrót do wiary chrześcijańskiej jest najpewniejszą metodą oczyszczenia dziedzictwa historycznego, oczyszczenia pamięci narodowej i przywrócenia zasad moralnych w budowie ukraińskiej wspólnoty narodowej.

W historii Ukrainy nie brakuje postaci wielkich i godnych. To one powinny być patronami narodowego odrodzenia.

Taką postacią w najnowszej historii jest błogosławiony biskup Grzegorz Chomyszyn – męczennik za wiarę i gorący ukraiński patriota, zamordowany przez bolszewików, a jednocześnie zdecydowany przeciwnik ideologii zbrodniczego i pogańskiego ukraińskiego szowinizmu.

Biskup Chomyszyn uważał, że ukraińską tożsamość należy budować na fundamencie wiary katolickiej i katolickiej moralności.
Dziś jego nauka wskazuje kierunek ukraińskiego odrodzenia narodowego.

Bez powrotu do chrześcijańskich źródeł ukraińskiej tożsamości, bez oczyszczenia pamięci ze zbrodniczej przeszłości i wyzwolenia się z tej toksycznej ideologii banderowskiego szowinizmu, Ukraina nie znajdzie dla siebie miejsca godnego wielkiego narodu we współczesnym świecie i będzie powtarzała samobójcze wybory, tak częste w jej historii.

Banderyzm jest fundamentalnym wrogiem Ukrainy

Banderyzm jest fundamentalnym wrogiem Ukrainy, a pokonanie tego wroga może być największym moralnym zwycięstwem tego narodu.

Dziś naród ukraiński ulega tym trującym toksynom, prowadząc własne państwo na manowce i wybierając drogę donikąd.

Dlatego nasze państwo i nasz naród powinny przy pomocy zdecydowanych działań pomóc naszemu wschodniemu sąsiadowi wyzwolić się spod wpływu tej zbrodniczej ideologii i polityki.

Walka z własnymi wadami, własnymi moralnymi uzależnieniami i własnym intelektualnym zniewoleniem jest najcięższą walką, jaką toczymy we własnym życiu.

Nikt nie jest wolny od tej walki.

Toczymy ją również w wymiarze narodowym.

Pomóżmy Ukrainie tę walkę wygrać, bo jest to naród, z którym przez wieki tworzyliśmy wspólne państwo i przez wieki wspólnie broniliśmy chrześcijańskiej Europy.

Jak przed I wojną światową pisał Eugeniusz Romer, w Galicji, w poszczególnych powiatach, liczba małżeństw mieszanych polsko-ukraińskich, czyli greckokatolickich i rzymskokatolickich, wynosiła od 16 do 39 procent.

Dla wielu Polaków i wielu Ukraińców nasze więzi historyczne mają więc również charakter więzi rodzinnych.

Odrodzenie religijne i moralne narodu ukraińskiego powinno prowadzić do przezwyciężenia dziedzictwa krwi i przywrócenia bliskiej polsko-ukraińskiej współpracy, która mogłaby stać się nową osią przyszłej Europy – gwarancją jej równowagi geopolitycznej, stabilności, pokoju i rozwoju.

I to jest stawka, o którą walczymy, aby wytępić banderyzm z ukraińskiego dziedzictwa.

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Stankiewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.