Nie chodzi im o obniżenie cen paliw, ale o wojnę z prezydentemWiększość senacka koalicji 13 grudnia potwierdziła, że nie chodzi im o obniżenie cen paliw, ale o wojnę z prezydentem

mid-26924188.webp
Senatorowie na sali obrad (fot. PAP/Leszek Szymański)
FacebookTwitter

W czwartek senatorowie koalicji 13 grudnia przyjęli bez poprawek uchwaloną przez Sejm ustawę o nadzwyczajnych zyskach w sektorze paliwowym i tym samym potwierdzili, że rządowi Tuska wcale nie chodzi o obniżkę cen paliw na stacjach benzynowych, tylko o wojnę z prezydentem Nawrockim.

Mimo tego, że jeszcze we wtorek Kancelaria Prezydenta wydała oficjalny komunikat, w którym stwierdzono, że „jej analiza prowadzi do wniosku, że część zasadniczych zastrzeżeń konstytucyjnych pozostaje aktualna, a w szczególności o utrzymywane są w niej rozwiązania o charakterze retroaktywnym, co pozostaje trudne do pogodzenia z konstytucyjną zasadą zaufania obywateli do państwa i stanowionego przez nie prawa”, to większość koalicyjna w Senacie ten komunikat zignorowała.

Zgłoszone przez senatorów Prawa i Sprawiedliwości poprawki, które spowodowałyby działanie ustawy w przód, a także wprowadzające obligatoryjne przeznaczenie wpływów podatkowych z tej ustawy na obniżenie stawki podatku VAT z 23% do 8% i poziomu akcyzy do najniższego dopuszczalnego przez prawo unijne (akcyza jest podatkiem zharmonizowanym na poziomie unijnym), ale wszystkie one zostały odrzucone przez większość senacką koalicji 13 grudnia.

Przypomnijmy, że poprzednią identyczną ustawę prezydent Nawrocki skierował do Trybunału Konstytucyjnego, podnosząc kwestię jej niezgodności z art. 2 Konstytucji RP, który mówi, że Polska jest demokratycznym państwem prawnym i z wywodzonej z tej zasady reguły, nie działania prawa wstecz,

A obecny projekt ustawy, która ma wejść w życie 1 listopada tego roku, ma dotyczyć nadzwyczajnych zysków firm sektora paliwowego od 1 marca tego roku do marca roku następnego, czyli ma opodatkować zyski osiągnięte nawet 8 miesięcy wcześniej.

Jedyna zmiana jaką wprowadził do niej rząd Tuska polega na wydłużeniu okresu, w którym obowiązywałby podatek od nadzwyczajnych zysków, w tej pierwszej miał on obowiązywać do grudnia 2026 roku, w tej nowej do marca 2027 roku.

Ten wręcz nieprawdopodobny upór rządu Tuska, a także posłów i senatorów koalicji 13 grudnia, aby tak naprawdę przekazać do prezydenta Nawrockiego identyczną ustawę jak ta uchwalona w czerwcu tego roku, dobitnie świadczy, że nie chodzi o obniżenie cen paliw, ale o obarczenie odpowiedzialnością prezydenta Nawrockiego za wysokie ich ceny na stacjach benzynowych.

Przypomnijmy bowiem, że projektowi tej ustawy towarzyszyła wypowiedź premiera Tuska, że jeżeli prezydenta Nawrocki podpisze ten projekt, to środki uzyskane dzięki tej ustawie zostaną przeznaczone na kolejny pakiet CPN, czyli obniżek VAT i akcyzy na paliwa.

Trudno to uznać za coś innego niż klasyczny szantaż, bowiem prezydent Nawrocki skierował poprzedni projekt do Trybunału Konstytucyjnego właśnie dlatego, że wcześniej eksperci Biura Analiz Sejmowych, a później także z Kancelarii Prezydenta, podkreślali, że ze względu na opodatkowanie wstecz może on być niekonstytucyjny.

Ale oprócz złamania art. 2 Konstytucji RP i wynikającej z tego niepewności prawnej, spowodowanej nagłym wprowadzaniem nowych obciążeń podatkowych, jest to także uderzenie w pewność obrotu gospodarczego, na co są szczególnie uwrażliwione firmy zagraniczne działające w Polsce.

Największa organizacja zrzeszająca firmy sektora paliwowego, czyli Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN), podczas pierwszego podejścia do tej ustawy w czerwcu tego roku, przygotowała bardzo krytyczne stanowisko w sprawie wprowadzenia przez rząd Tuska ustawy o nadzwyczajnych zyskach, które w okresie marzec-grudzień 2026 roku, miały osiągnąć firmy sektora paliwowego.

Mimo tego, że w stanowisku POPiHN znalazły się racjonalne argumenty przeciwko temu podatkowi, takie jak zagrożenie dla sytuacji finansowej niektórych przedsiębiorstw sektora, pogorszenie bezpieczeństwa paliwowego państwa czy ograniczenie zdolności inwestycyjnej przedsiębiorstw sektora, rządzący pominęli je milczeniem.

Ten nowy podatek, który uderza przede wszystkim w Grupę Orlen, z szacunków zamieszczonych przez resort w Ocenie Skutków Regulacji wynika, że z 4 mld zł wpływów z tego podatku, 2,4 mld zł ma dostarczyć płocka firma, a pozostałe 1,6 mld zł pozostałe 20-30 podmiotów działających w tym sektorze.

Kancelaria prezydenta Nawrockiego, widząc tą wręcz ostentacyjną próbę przerzucenia odpowiedzialności za wysokie ceny paliw na głowę państwa, złożyła swój projekt ustawy o obniżce cen paliw pod nazwą Paliwo Kosztuje Normalnie (PKN).

Istotą tego przedłożenia jest ustawowy limit marży rafineryjnej, importowej i hurtowej, a także możliwości elastycznego obniżenia stawek akcyzy przez ministra finansów oraz zwolnienie sprzedaży detalicznej paliw z podatku od sprzedaży detalicznej do 31 marca 2027 roku.

Ale już wiadomo, że rząd Tuska będzie jej zdecydowanym przeciwnikiem, a marszałek Czarzasty ją zamrozi, a sprzeciw rządu wyraził minister Domański, krytykując ten projekt i twierdząc, że jego wprowadzenie doprowadziłoby do braków paliw na stacjach benzynowych.

Co więcej, doradcy prezydenta Nawrockiego wskazali skąd ta nerwowość ministra Domańskiego w odniesieniu do propozycji prezydenta, otóż w projekcie budżetu na 2027 rok pojawiły się wpływy z prywatyzacji spółki Polska Grupa Zbrojeniowa (PGZ), a jej nabywcą ma być ponoć koncern Orlen, który musi mieć na to środki.

Minister Domański nawet zaplanował w jakiej to ma być wysokości, otóż nabywca ma zapłacić przynajmniej 38 mld zł, a środki te znalazły się projekcie ustawy budżetowej na 2027 rok, w tym 15 mld zł w Funduszu Rezerwy Demograficznej (zgodnie z obowiązującym prawem 40% przychodów z prywatyzacji trafia do tego Funduszu), a pozostałe 23 miliardy złotych znalazły się w przychodach i rozchodach budżetu państwa.

Grupa Orlen musi więc zgodnie z tym planem przygotować aż 38 mld zł dodatkowego zysku, które zgodnie z wolą ministra Domańskiego mają się znaleźć w budżecie państwa, więc maksymalizuje zarówno marzę rafineryjną, jak i hurtową i ceny paliw gwałtownie rosną, bo marże te przecież są liczone procentowo od coraz wyższej ceny baryłki ropy BRENT na rynkach światowych.

Jeżeli więc prezydent Nawrocki zostanie „zmuszony” do skierowania po raz drugi takiej samej ustawy do TK, a jednocześnie projekt prezydencki ustawy PKN zostanie zamrożony przez marszałka Sejmu, to cena benzyny na stacjach benzynowych będzie zmierzała do 9 zł za litr, a cena oleju napędowego do 10 zł za litr i odpowiedzialnością za to rząd Tuska, spróbuje właśnie jego obciążyć.

Jednak Tusk chyba zapomniał, że od blisko 3 lat głosi hasło, że rząd rządzi, a prezydent wykonuje tylko funkcje reprezentacyjne, więc jeżeli to hasło jest prawdziwe, to raczej ci, którzy rządzą, odpowiadają także za ceny paliw na stacjach benzynowych.

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Stankiewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.