Niemiec u Bosackiego! Pokazał mu, gdzie spał "polski parobek"Niemiec u Bosackiego! Pokazał mu, gdzie spał "polski parobek"

Do domu polskiego wiceministra spraw zagranicznych zapukał były "okupant", mieszkał tu w czasie II wojny z rodzicami. Marcin Bosacki bardzo się ucieszył i poczęstował Niemca kawą, a ten wiceministrowi wskazał gdzie w jego domu "spał polski parobek Feliks". "No, naprawdę… Puk, puk. Państwo też wzruszeni?" - skomentowała zachwyty wiceministra spraw zagranicznych Marzena Paczuska z KRRiT.
Czy od obecnego kierownictwa MSZ można oczekiwać presji na Berlin w sprawie wypłacenia należnych nam reparacji za zniszczenia, rabunek i morderstwa z czasów okupacji? Po wpisie na X wiceministra Marcina Bosackiego to pytanie jest bez wątpienia retoryczne.
Do domu Bosackiego pod Poznaniem zapukał 91 letni Niemiec Leonard, który wraz z rodzicami mieszkał tu w czasie okupacji Polski. Był wtedy dzieckiem, o czym Bosackiemu opowiedział ze szczegółami. Pokazał mu gdzie spały jego siostry, a gdzie spał "polski parobek Feliks". Ubolewał, że jego jego uciekając przed czerwonoarmistami "ledwo przeżył - podczas podróży furmanką do zachodnich Niemiec złamał biodro". Bosacki wzruszony poczęstował Niemca i jego syna kawą oraz oprowadził po ogrodzie.
Puk, puk. Dziś do drzwi mojego domu pod Poznaniem zapukał mocno starszy pan z synem. Jak się okazało, 91-letni pan Leonard jest Niemcem. Gdy był dzieckiem, był tu „okupantem”. I mieszkał w moim obecnym domu.
Ale po kolei. Gdy moja rodzina w latach 70. kupiła ten dom, poprzedni właściciele przekazali, że ich przodkowie zbudowali go w 1895 roku i od tego czasu tu mieszkali. Z jedną, ważną przerwą na lata 1939-1945. Pod koniec 1939 roku, jak wielu Polaków z tych terenów, zostali przez Niemców przesiedleni na Zamojszczyznę, wrócili w marcu 1945. Dziś dowiedziałem się od pana Leonarda, że w 1941 roku jego rodzice z szóstką dzieci zostali tu pod Poznań przesiedleni z Łotwy - byli Baltendeutchami. Hitlerowskie Niemcy chciały Wielkopolskę skolonizować. Pod koniec stycznia 1945 uciekli przed nadchodzącą Armią Czerwoną i LWP. Jego ojciec ledwo przeżył - podczas podróży furmanką do zachodnich Niemiec złamał biodro. Prawowici właściciele wrócili w marcu z Zamojszczyzny.
Zaprosiłem pana Leonarda z synem na kawę. Porozmawialiśmy. Obejrzał ogród i całkowicie niemal zmieniony dom, w którym mieszkał ponad 3 lata w dzieciństwie i który opuścił jako 10-latek. Pokazywał gdzie spał on (tu jest dziś kuchnia), gdzie jego siostry, a gdzie polski parobek Feliks (tu jest łazienka). Miał łzy w oczach. Opowiedziałem mu, że cztery lata temu mieszkali tu kilka miesięcy uciekinierzy - kobiety ze wschodniej Ukrainy z dziećmi, uciekający przed Rosjanami. Pożegnaliśmy się przyjaźnie. Wymieniłem z jego synem numery. Historia…
- napisał zachwycony tą sytuacją wiceminister spraw zagranicznych Marcin Bosacki.
Syndrom sztokholmski
Na szokujący dla zwykłego Polaka wpis Bosackiego zareagowała Marzena Paczuska, bo przecież Niemcy w czasie wojny nie przebywali w Polsce jako goście, ale byli okupantami, a domy Polaków przejmowali siłą z odbezpieczoną bronią.
Wzruszenie nie ma granic bo syn okupanta odwiedził, opowiedział o polskim parobku, przeżywał oglądanie posesji, którą ojciec kiedyś przejął od właścicieli. No, naprawdę… Puk, puk. Państwo też wzruszeni?
- skomentowała zachwyty wiceministra spraw zagranicznych Marzena Paczuska z KRRiT.
To, że wiceminister Bosacki nie zatrzasnął przed Niemcem Leonardem drzwi można jeszcze jakoś po chrześcijańsku zrozumieć, ale tego, że chwali się tym w sieci i jeszcze jest z siebie dumny, bo pokazano mu miejsce spoczynku "polskiego parobka", mocno trąci syndromem sztokholmskim.
Dziś to pytanie paść musiało. Mularczyk zadał je Metsoli
koal/X
