Czas wyzwolić się z syndromu sztokholmskiegoCzas wyzwolić się z syndromu sztokholmskiego
Czas przestać szukać uznania w poklepywaniu po plecach przez silniejszych. Polska zacznie być naprawdę szanowana tylko wtedy, gdy sama zacznie konsekwentnie realizować własne interesy.
Obok Rosji Niemcy pozostają jednym z najważniejszych wyzwań dla polskiej polityki bezpieczeństwa i suwerenności. Historia naszych relacji jest historią długotrwałego niemieckiego parcia na Wschód, które w różnych epokach przyjmowało odmienne formy: od ekspansji terytorialnej i germanizacji, przez podporządkowanie gospodarcze i polityczne, aż po zbrodniczą politykę okupacyjną w czasie II wojny światowej.
Już wcześniej tereny zamieszkane przez Słowian połabskich stały się obszarem niemieckiej ekspansji, a po wzmocnieniu Prus i upadku I Rzeczypospolitej granice państw niemieckich sięgnęły Warszawy. W czasie I wojny światowej Niemcy ponownie próbowały podporządkować sobie Europę Środkowo-Wschodnią. Podczas II wojny światowej polityka ta osiągnęła swą najbardziej zbrodniczą postać: celem nie było już wyłącznie podporządkowanie państwa polskiego, lecz także biologiczne wyniszczenie ogromnej części naszego narodu.
Od germanizacji do polityki podporządkowania
Stosunek niemieckich elit do ludów żyjących na wschód od Niemiec przez stulecia był nacechowany poczuciem cywilizacyjnej wyższości. Można to dostrzec zarówno w średniowiecznych opisach Słowian, jak i w późniejszej polityce pruskiej czy w niemieckiej ideologii narodowej XIX i XX wieku.
W III Rzeszy pogarda ta została doprowadzona do skrajności i ubrana w rasistowski język „podludzi”. Charakter niemieckiej okupacji Polski, Białorusi czy Ukrainy zasadniczo różnił się od okupacji Francji, Danii, Holandii czy Norwegii. Na Wschodzie terror, masowe mordy, niewolnicza praca, wysiedlenia i planowe niszczenie elit miały stworzyć warunki do radykalnej przebudowy narodowościowej tej części Europy.
Dzisiaj oczywiście nie stosuje się języka ani metod III Rzeszy. Zmieniły się narzędzia, ale problem niemieckiego dążenia do dominującej pozycji w Europie nie zniknął. Współczesne Niemcy przedstawiają swoje ambicje w języku „europejskiego przywództwa”, „integracji” i „wspólnej odpowiedzialności”. W praktyce oznacza to jednak coraz częściej oczekiwanie, że państwa Europy Środkowej zaakceptują niemieckie priorytety polityczne, gospodarcze i ideowe.
Polska musi patrzeć na ten proces z perspektywy własnego interesu narodowego, a nie przyjmować bezkrytycznie narrację tworzoną w Berlinie.
Mitteleuropa w nowych warunkach
Już Friedrich Naumann w swojej koncepcji Mitteleuropy opisywał porządek środkowoeuropejski zdominowany gospodarczo i politycznie przez Niemcy. Dzisiaj nie mamy oczywiście do czynienia z identycznym modelem. Jednak mechanizm wykorzystania przewagi gospodarczej do budowania wpływów politycznych pozostaje jednym z najważniejszych instrumentów niemieckiej polityki.
Za pośrednictwem gospodarki, instytucji europejskich, fundacji, mediów i organizacji społecznych Niemcy od dziesięcioleci budują w Polsce środowiska skłonne patrzeć na nasze interesy przez pryzmat interesów Berlina.
Nie chodzi wyłącznie o partie polityczne. Oddziaływanie obejmuje także środowiska naukowe, kulturalne, samorządowe i opiniotwórcze. Najbardziej niepokojący wymiar tego procesu dostrzegam na Ziemiach Odzyskanych, gdzie coraz silniej eksponuje się niemieckie dziedzictwo kulturowe, niejednokrotnie kosztem podkreślania polskiego charakteru tych ziem.
Sama pamięć o historii regionu nie jest oczywiście problemem. Problem zaczyna się wtedy, gdy służy ona relatywizowaniu polskiej państwowości, wypieraniu polskiej narracji historycznej albo tworzeniu przekonania, że przynależność tych terenów do Polski jest czymś mniej oczywistym niż niemiecka przeszłość.
Ziemie Odzyskane wymagają szczególnej troski państwa
Polskie państwo powinno szczególnie wzmacniać zachodnie ziemie Rzeczypospolitej: demograficznie, gospodarczo, kulturowo i infrastrukturalnie. Tymczasem zbyt często obserwujemy proces odwrotny.
Transgraniczne uzależnienie gospodarcze, praca dużych grup Polaków po stronie niemieckiej, ekspansja niemieckiego kapitału oraz rosnąca obecność niemieckich instytucji tworzą trwałą sieć zależności. Sama współpraca przygraniczna nie jest niczym złym. Staje się jednak problemem, gdy państwo polskie rezygnuje z aktywnej polityki umacniania własnej obecności, pozostawiając przestrzeń znacznie silniejszemu sąsiadowi.
Widzieliśmy także, jak problematyczna może być asymetria w relacjach dwustronnych, gdy niemieckie służby przekazywały migrantów na stronę polską, a państwo polskie przez długi czas nie potrafiło skutecznie zabezpieczyć zachodniej granicy.
Państwo, które nie broni swojej przestrzeni politycznej, gospodarczej i kulturowej, wcześniej czy później zaczyna ją tracić.
Niemcy nie rozliczyły swojej odpowiedzialności
Problem staje się tym bardziej rażący, gdy przypomnimy skalę niemieckich zbrodni dokonanych w Polsce.
Miliony ofiar. Zniszczone miasta i wsie. Niewolnicza praca. Rabunek dóbr kultury. Porywanie i germanizowanie polskich dzieci. Systematyczna eksterminacja elit. Gigantyczne straty materialne i demograficzne, których skutki odczuwamy do dziś.
Jednocześnie Niemcy nie wypłaciły Polsce reparacji odpowiadających skali wyrządzonych szkód, a po wojnie przez dziesięciolecia wielu sprawców zbrodni uniknęło odpowiedzialności.
Tym bardziej niepokojące są próby rozmywania odpowiedzialności za II wojnę światową i przesuwania części moralnego ciężaru niemieckich zbrodni na narody okupowane. Polska powinna przeciwstawiać się takim tendencjom z pełną stanowczością.
„Przywództwo” czy dominacja?
Niemieckie elity coraz częściej mówią o konieczności niemieckiego „przywództwa” w Europie. Polska powinna za każdym razem pytać: co to przywództwo oznacza w praktyce i czy jest zgodne z naszym interesem?
Bo kiedy dochodzimy do konkretnych przedsięwzięć gospodarczych, niemiecki interes bywa sprzeczny z polskim.
Rozwój CPK tworzy konkurencję dla niemieckiego rynku lotniczego. Rozbudowa portów w Świnoujściu i innych polskich portów wzmacnia konkurencję wobec Hamburga. Rozwój infrastruktury transportowej, energetycznej i przemysłowej zwiększa samodzielność Polski.
Jeżeli Polska ma pozostać jedynie elementem niemieckich łańcuchów dostaw, nie może przebić sufitu gospodarki podwykonawczej i zbudować własnych silnych centrów rozwojowych.
Dlatego problem niemieckiej dominacji nie jest abstrakcyjnym sporem historycznym. Dotyczy współczesnych interesów ekonomicznych, infrastrukturalnych i politycznych.
Polski syndrom sztokholmski
Najbardziej zastanawiające jest jednak nie samo dążenie Niemiec do maksymalizacji własnych wpływów. Państwa prowadzą politykę zgodną ze swoimi interesami. Znacznie bardziej niepokojąca jest gotowość części polskich elit do przyjmowania niemieckiego punktu widzenia jako własnego.
Właśnie tę postawę określam mianem swoistego politycznego syndromu sztokholmskiego.
Nie używam tego pojęcia jako diagnozy medycznej, lecz jako publicystycznej metafory sytuacji, w której część społeczeństwa zaczyna utożsamiać się z interesem silniejszego podmiotu nawet wtedy, gdy pozostaje on w konflikcie z interesem własnej wspólnoty.
Dotyczy to szczególnie części elit politycznych, samorządowych, naukowych, medialnych i kulturalnych, które przez lata nauczyły się traktować uznanie Berlina jako potwierdzenie własnej europejskości i nowoczesności.
W epoce kolonialnej istniało pojęcie burżuazji kompradorskiej – miejscowej warstwy ekonomicznej obsługującej interesy zewnętrznej metropolii. W Polsce możemy mówić o zjawisku elit kompradorskich, które definiują interes naszego kraju przez potrzeby silniejszych partnerów, przede wszystkim Niemiec.
To poważny problem polityczny i tożsamościowy. Państwo nie może prowadzić podmiotowej polityki, jeżeli znacząca część jego elit nie potrafi samodzielnie formułować interesu narodowego.
Podmiotowość zaczyna się także przy sklepowej półce
Niemieckie wpływy w Polsce nie mają wyłącznie charakteru politycznego. Ich niezwykle ważnym fundamentem jest gospodarka.
Niemieckie sieci handlowe, banki, przedsiębiorstwa przemysłowe, firmy usługowe, ubezpieczyciele, biura podróży czy media uczestniczą w polskim rynku i czerpią z niego ogromne korzyści.
Nie oznacza to, że działalność zagranicznego przedsiębiorstwa jest sama w sobie czymś złym. Problemem jest nadmierna zależność oraz sytuacja, w której polski konsument i polskie państwo niemal automatycznie wzmacniają kapitał zagraniczny, mimo że istnieją rodzime alternatywy.
Dziś możliwości wyboru są znacznie większe niż trzy dekady temu. Możemy kupować polskie produkty w polskich sieciach handlowych, trzymać oszczędności w polskich bankach, korzystać z polskich ubezpieczycieli i biur podróży oraz wspierać rodzime media i przedsiębiorstwa.
Patriotyzm konsumencki jest jednym z najprostszych instrumentów wzmacniania własnej wspólnoty.
Broń ekonomiczna
Polacy jako konsumenci dysponują siłą, której często nie doceniają. Każda decyzja zakupowa jest jednocześnie decyzją o tym, jaki kapitał wzmacniamy.
Jeżeli chcemy większej polskiej podmiotowości, musimy zwiększać udział rodzimego kapitału w handlu, finansach, usługach i przemyśle. Ograniczanie zależności od niemieckich przedsiębiorstw może być jednym z elementów tego procesu.
Nie chodzi o izolację gospodarczą. Chodzi o narodową solidarność i świadome wzmacnianie własnej gospodarki.
Polacy pod zaborem pruskim dobrze rozumieli znaczenie tej zasady. Budowali własne banki, spółdzielnie, przedsiębiorstwa i organizacje gospodarcze. Dzięki temu potrafili przeciwstawić się germanizacji nie tylko politycznie, lecz także ekonomicznie.
Ta lekcja pozostaje aktualna.
Czas odzyskać narodową dojrzałość
Przezwyciężenie politycznego „syndromu sztokholmskiego” oznacza przede wszystkim odzyskanie zdolności samodzielnego myślenia o interesie Polski.
Nie chodzi o budowanie polityki na emocjach ani o negowanie możliwości współpracy z Niemcami. Państwa sąsiadujące muszą współpracować. Ale współpraca jest korzystna tylko wtedy, gdy uczestniczą w niej podmioty świadome własnych interesów i gotowe ich bronić.
Polska potrzebuje odbudowy silnej polityki narodowej – gospodarczej, historycznej, kulturowej i międzynarodowej. Szczególnego znaczenia nabiera ona na ziemiach zachodnich, które powinny być wzmacniane przez państwo, a nie pozostawiane procesom prowadzącym do stopniowego osłabiania polskiej obecności.
Potrzebujemy również odrodzenia poczucia „narodowych obowiązków” nie tylko państwa, lecz całego społeczeństwa.
Patriotyzm konsumencki, wspieranie polskich przedsiębiorstw, budowanie własnego kapitału oraz odporność na zewnętrzne narracje są elementami tej samej polityki podmiotowości.
Czas wyzwolić się z politycznego syndromu sztokholmskiego.
