Berek formą przemocy Tuska. Dr Kida: Odziedziczy dublerstwoBerek formą przemocy Tuska. Dr Kida: Odziedziczy dublerstwo
Konstytucjonalista dr Oskar Kida, który był obecny w czasie lipcowego wtargnięcia policji i prokuratora do siedziby Trybunału Konstytucyjnego nie wyobraża sobie powtórzenia tego scenariusza z udziałem Macieja Berka. "Zawsze powtarzam, no dobrze, Berek zadzwoni po policję, przyjedzie policja i co dalej? Może ich wpuszczą do TK, ale przecież policjant nie zmusi prezesa Trybunału do tego, żeby komuś przydzielał sprawy" - mówi dr Kida w rozmowie z portalem wPolityce.pl. Przyznaje jednak, że minister Berek jest formą przemocy Tuska wobec TK, a najbardziej możliwym scenariuszem jest utworzenie nielegalnego "antytrybunału". Jest to potrzebne obozowi władzy do wprowadzania zamieszania, punktowego uderzania w przepisy i prowadzenia kampanii wyborczej.
Z Pałacu Prezydenckiego płyną coraz wyraźniejsze sygnały, wskazujące, że minister Maciej Berek nie ma co liczyć na zaproszenie do Pałacu Prezydenckiego. Skąd zatem bierze się u Berka nadzieja, że prezydent przyjmie jego ślubowanie?
Rozumiem, że pan Berek po prostu czuje się już tak pewnie po wyborze przez Sejm, że w zasadzie traktuje decyzję prezydenta, jako czystą formalność. Twierdzi wręcz, że ma już status sędziego a kadencja zaczyna od momentu tego wyboru, co jest niezgodne z przepisami i orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego
- mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl dr Oskar Kida.
Co dalej z Berkiem? Dwa scenariusze i obydwa dla niego fatalne
Berek dublerem w TK
Konstytucjonalista zwraca uwagę na jeden bardzo ważny aspekt działań Macieja Berka i obozu Donalda Tuska. Chodzi o jego podejście do kwestii zastąpienia na stanowisku ustępującego sędziego prof. Justyna Piskorskiego, do tej pory uznawanego przez rządzących za tzw. dublera. Skoro Maciej Berek wchodzi w buty sędziego dublera, to potwierdzają się słowa Donalda Tuska, że chodzi tu jedynie o to, aby premier - władza wykonawcza - miał swojego sędziego w Trybunale Konstytucyjnym.
Proszę zwrócić uwagę, że Maciej Berek powiedział, że jego kadencja rozpoczyna się 16 września 2026. To jest dokładnie 9 lat po wyborze prof. Piskorskiego na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Tyle że prof. Piskorski kończy kadencję 18 września, bo wtedy złożył ślubowanie wobec prezydenta i wówczas zaczęła mu się jego kadencja, co jest zgodne z orzecznictwem Trybunału i wszystkimi przepisami. Przyjmijmy jednak na chwilę, że Maciej Berek ignoruje ten fakt ślubowania, ale skoro on liczy początek swojej kadencji od 16 września, czyli właśnie od momentu opróżnienia stanowiska przez profesora Piskorskiego, to przypomnijmy, że prof. Piskorski był uznawany przez rządzących za rzekomego dublera. Czyli nie był przez nich traktowany jako sędzia, w ich mniemaniu nie był sędzią. Skoro tak, to Maciej Berek twierdzi, że jego kadencja rozpocznie się wtedy, kiedy ten rzekomy dubler sędziowski zwolni mu stanowisko? Czyli Maciej Berek też będzie uprawiał dublerstwo, bo przecież ono jest dziedziczne. W ich logice prof. Justyn Piskorski też przecież odziedziczył dublerstwo po świętej pamięci prof. Lechu Morawskim. Rozumiem zatem, że Maciej Berek sam wpisuje się teraz w tę kategorię dublerstwa, którą oni sami stworzyli
- zauważa nasz rozmówca.
Berka czekają poważne problemy? "Wysłałem do CBA zawiadomienie"
"Autoślubowanie"
Choć Sejm wybrał Macieja Berka na sędziego TK, to wybór ten został przeprowadzony pomimo istnienia poważnych braków formalnych kandydatury byłego ministra w rządzie Donalda Tuska. Przepisy określające wymagane prawem kwalifikacje kandydatów zawiera ustawa SN. Zgodnie z art. 30 § 1 Ustawy o Sądzie Najwyższym jasno wskazuje, że sędzią TK może być jedynie osoba posiadająca tytuł profesorski z zakresu nauk prawnych lub szczycącą się 10 letnią praktyką pracy w zawodzie prawniczym: sędzia, adwokat, prokurator, radca prawny. Żadnego z tych warunków minister Berek nie spełnia, a przedstawione zaświadczenie o wpisie na listę radców prawnych nie oznacza wykonywania tego zawodu prze wymagany prawem okres. Maciej Berek nie był czynnym radca prawnym, ale urzędnikiem w w kilku instytucjach, gdzie nie wykonywał obowiązków radcowskich.
Takie wypowiedzi przecież już są, wskazują, że to pójdzie w tym kierunku. Przysłuchiwałem się obradom sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, na której minister Berek był przesłuchiwany jako kandydat na sędziego Trybunału. Został zapytany o ten standard, który chcieli wprowadzić ustawą, mówiący o czteroletniej karencji dla polityków. Minister Berek odpowiedział wtedy, że oczywiście można przestrzegać tego standardu bez wejścia w życie ustawy. Tyle że w tej niepodpisanej przez prezydenta ustawie chcieli wprowadzić też inny standard. Sędzia, który nie został zaproszony przez prezydenta do złożenia ślubowania i tego ślubowania nie złożył w ciągu 14 dni od wyboru, mógł złożyć to ślubowanie w formie notarialnej. To pokazuje, że Maciej Berek bierze pod uwagę i taki scenariusz, w którym złoży to ślubowanie w formie notarialnej
- przypomina dr Kida.
Prezydent nie zaprosi Berka? Żurek ujawnia plan
Berek wie, że teraz musi poczekać
Po pierwsze prezydent przed 16 września, a tak naprawdę przed 18 ministra Berka nie zaprosi, nawet jeśliby bardzo chciał, bo jeszcze trwa kadencja prof. Justyna Piskorskiego. To stanowisko jest zatem ciągle zajęte, dlatego tutaj w ogóle nawet nie ma nie ma możliwości, żeby w tym czasie miało miejsce jakieś zaprzysiężenie. Natomiast pan prezydent będzie też dokonywał badania kwalifikacji kandydata, do czego ma pełne prawo i to oczywiście wbrew temu, co oni twierdzą, choćby mec. Wawrykiewicz czy też Ryszard Kalisz. Takie uprawnienia prezydent posiada i zostały one potwierdzone przez Trybunał Konstytucyjny za prezesury prof. Andrzeja Rzeplińskiego wyroku K34/15 i tam wprost jest to wskazane. Mówienie o tym, że prezydent nie ma prawa nic tu weryfikować, tylko w zasadzie jest takim notariuszem, albo jeszcze gorzej, jedynie stojącą marmurową kolumną w Sejmie, to nie tylko są głupoty, to są prawnicze herezje
- podkreśla konstytucjonalista.
Berek broni swojej kandydatury do TK. Prezydencki minister chce wyjaśnień
Siłowe wejście do TK. I co dalej?
Nie trudno jest przewidzieć, co się stanie po tym, jak minister Maciej Berek złoży "autoślubowanie" w obliczu Włodzimierza Czarzastego, choć marszałek nie poparł jego kandydatury w sejmowym głosowaniu. Berek idąc śladem 4 sędziów niezaprzysiężonych - Krystian Markiewicz, Maciej Taborowski, Marcin Dziurda i Anna Korwin-Piotrowska - także będzie próbował wejść do TK by usiąść w fotelu sędziego. Być może policja, prokuratura i służby bardziej zmotywowane przez Berka - prawą rękę Tuska - podejmą działania bardziej zdecydowane, niż te, na które się zdobili 14 lipca w czasie obrad Zgromadzenia Ogólnego sędziów TK.
Oczywiście jestem sobie w stanie wyobrazić taki scenariusz, bo sam byłem świadkiem tego, jak policja wchodziła do Trybunału po telefonie sędziego Krystiana Markiewicza. Taki scenariusz działań absolutnie nie przekracza mojej wyobraźni. Tyle że ja zawsze wtedy powtarzam, no dobrze, Maciej Berek zadzwoni po policję, przyjedzie policja i co dalej? Może będzie tak, że razem z nimi minister Berek tam wejdzie, może ich wpuszczą do TK, ale przecież policjant nie zmusi prezesa Trybunału do tego, żeby komuś przydzielał sprawy, ani do tego, żeby przydzielić mu asystentów, ani nie przymusi innych sędziów do tego, aby orzekali z tymi nowymi sędziami. Dlatego właściwie nie wiem na czym miałby polegać taki siłowy wariant. Chyba, że na takich obrazkach z House of Cards, gdzie senatorów przykuwano do pulpitu kajdankami. Wątpię jednak, żeby w tę stronę to poszło i pod tym względem ja za bardzo tego nie widzę.
- urealnia pomysły obecnej władzy dr Oskar Kida. Warto dodać, że prezes Trybunału Konstytucyjnego sędzia Bogdan Święczkowski złożył do Prokuratury Krajowej zawiadomienie w związku z nielegalnym wtargnięciem prokuratora w asyście policji do siedziby trybunału.
Wydaje mi się, że bardziej prawdopodobne jest drugi wariant. Minister Berek dołączy do grona tak zwanych bibliotekarzy i po prostu będzie musiał czekać, a Donald Tusk na tym będzie budował narrację, że nie jest w stanie nic zrobić z TK, więc musimy w wyborach osiągnąć taką większość, żeby obejść weto prezydenta bez korzystania z takich "hołowniów", mając twardą większość. Na tym Tusk będzie jechał w kampanii wyborczej
- uważa nasz rozmówca.
Antytrybunał - armagedon
Konstytucjonalista rozważa także inny wariant zdarzeń, który w zasadzie jest istnym armagedonem dla polskiego systemu prawa.
Mogą utworzyć tak zwany alternatywny Trybunał Konstytucyjny. Wiadomo, że będzie nielegalny, ale będzie też kadłubowy, bo ośmiu sędziów to zdecydowanie za mało, aby zwołać zgromadzenie ogólne sędziów TK, za mało na pełny skład. Zwrócę jednak uwagę, że w jednym z wywiadów sędziego Markiewicza, który powiedział, że on też sobie taki scenariusz średnio wyobraża, jakieś siłowe sceny. Skoro nawet u nich są jakieś wątpliwości, to uważam, że jest to wszystkie jest jednak mało prawdopodobne. Bardziej prawdopodobne mówi o tym Markiewicz - jest to, że uda się przekonać jakiś sędziów TK, wybranych jeszcze przed Sejmem X kadencji do tzw. przywrócenia normalnego funkcjonowania. To jednak też jest wątpliwe. Sądzę, że faktycznie w ósemkę będą alternatywnie gdzieś tam się spotykać, ale to jest bardzo wyraźne uderzenie w organ konstytucyjny
- podkreśla dr Kida.
Oczywiście będzie ogromny wstyd dla Polski i dla trybunału, ale przede wszystkim dla tych ludzi. To jest jednak poważna odpowiedzialność karna, bo to jest uzurpowanie sobie funkcji, której się nie ma. To jest o tyle groźne, że ten kadłubowy trybunał, przy braku pełnego składu, będzie coś postanawiał. Dajmy na to, że Koalicja Obywatelska skieruje do niego wniosek o kontrolę konstytucyjności jakichś przepisów, na przykład ustawy o Sądzie Najwyższym i zgodnie z ustawą taki wniosek rozpoznaje pięciu sędziów. Wyobraźmy sobie, że oni wychodzą i orzekają, że ta ustawa jest niezgodna z konstytucją, a rząd taki "pseudowyrok" publikuje to co wtedy? Mówią do prezydenta: "Panie prezydencie, nie ma ustawy o SN, nie ma Izby Kontroli Nadzwyczajnej, nie ma kto ocenić ważności wyborów, musimy coś przyjąć, bo jak nie, to po prostu wyborów nie będzie".
To jest prawdziwe zagrożenie! Będą punktowo atakowane poszczególne przepisy za pośrednictwem takiego alternatywnego trybunału. Choć mam nadzieję, że to się nie wydarzy to jednak koalicja 13 grudnia przyzwyczaiła nas już do tego, że przekracza wszelkie granice. Taka sytuacja jeszcze się chyba w historii Polski nie zdarzyła
- oświadczył nasz konstytucjonalista i dodał, że nigdy nie zdarzyła się także sytuacja, w której polityk w kilka dni z ław rządowych przesiadł się do sądu konstytucyjnego.
Premier Tusk powiedział, że wysyła go na inny odcinek, do innych zadań, czyli tam będzie potrzebował prawej ręki, bo - jak stwierdził Tusk - jeżeli druga strona używa przemocy, to on nie może nie oddać. W ten sposób premier dał do zrozumienia, że minister Berek jest jego formą przemocy. Nie przypominam sobie, aby ktoś taki wszedł do Trybunału Konstytucyjnego i to jeszcze przy tylu wątpliwości dotyczących spełnienia ustawowych wymogów formalnych odnośnie kwalifikacji
- podsumował dr Oskar Kida.
To będzie armagedon! Skwarzyński: Powołają własny TK i będą publikować jego wyroki
