Skandaliczna manipulacja dr Wóycickiego w neo-TVP, który zrównał AK i Żołnierzy Wyklętych z UPA, jest szeroko komentowana. W rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Jan Żaryn przypomina, że takie opinie są oderwane od faktów, a polskie formacje wojskowe to kompletnie inna rzeczywistość kulturowo-cywilizacyjna, oparta na wartościach chrześcijańskich. „Tej rzeczywistości nie da się w żadnej mierze przyporządkować do polityki ludobójczej oddziałów nacjonalistów ukraińskich, którzy wzorowali się na doktrynach Dmytra Doncowa, ale także bezpośrednio na ideologach III Rzeszy” - mówi nasz rozmówca. Przypomina też słowa śp. Janusza Kurtyki, byłego prezesa IPN.
W neo-TVP w likwidacji doszło do skandalu w czasie dyskusji nt. wypowiedzi wiceministra nauki Andrzeja Szeptyckiego, który zrównał Żołnierzy wyklętych z ludobójcami z UPA. Zaproszony do programu w roli eksperta historyk dr Kazimierz Wóycicki nie tylko bronił Szeptyckiego, ale posunął się znacznie dalej. Stwierdził, że AK i UPA to jest dwie narodowowyzwoleńcze armie, a Polacy też nabijali na widły. Ostro sprzeciwiający się takiemu stawianiu sprawy poseł Konfederacji Michał Nieznański przypomniał, że Polacy nie wymordowali 100 tys. osób, jak zrobili to Ukraińcy, którzy kierowali się konkretną ideologią. Dr Wóycicki bronił jednak swoich tez i stwierdził, że Nieznański nie zna historii, powinien się uczyć.
Na tym polega tradycja propagandowego widzenia zarówno historii, jak i rzeczywistości bieżącej, że próbuje się mieszać prawdę z oczywistym fałszem. Taka propaganda jest wtedy skuteczniejsza. Ojcem założycielem wiadomo kto był, więc nie ma co do tych wzorców się odwoływać, ale jak widać są one w dzisiejszym świecie wykorzystywane
— powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Jan Żaryn i dodał, że wielokrotnie polemizował z dr. Wóycickim, który w przeszłości związany był m.in. ze Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego oraz z Instytutem Pamięci Narodowej.
Dr Kazimierz Wóycicki jest przedstawicielem pokolenia bardzo mocno związanego z opozycją antykomunistyczną, co tym bardziej wzmacnia jego autorytet, a jednocześnie jest człowiekiem - jak widać - ideologicznie i mentalnie bardzo mocno postkomunistycznym, co wydaje się być sprzecznością. Pan doktor musi sobie z tym jakoś wewnętrznie radzić. Bardzo często osobiście polemizowaliśmy ze sobą, ale zawsze kulturalnie, bo to jest postać niewątpliwie warta słuchania. Po raz kolejny muszę powiedzieć, że z panem doktorem bardzo mocno się nie tylko nie zgadzam, ale uważam, że wprowadza do obiegu informacyjnego mylne interpretacje
— dodaje nasz rozmówca.
Fakty vs fałsz
Dr Wóycicki zrównał Żołnierzy Wyklętych z OUN UPA, ponieważ, jak powiedział, doszło do współpracy pomiędzy tymi organizacjami po wojnie. Czy taka ocena jest uprawniona? Czy wymordowanie 100 tys. Polaków przez UPA mogło pójść w niepamięć?
Faktem jest wprawdzie, że w 1946 roku doszło do taktycznych porozumień między zrzeszeniem WIN a oddziałami UPA na terenie Lubelszczyzny, ale to w żadnej mierze nie świadczyło o przekreślaniu przez WIN prawdy o dokonywanym ludobójstwie tych ukraińskich oddziałów na innych terenach polskich. To wynikało niewątpliwie ze wspólnoty interesów bieżących, polegających na walce z nowym okupantem, czyli Sowietem. Ta prawdziwa informacja nie może przysłaniać jednoznacznej mojej oceny dotyczącej bezprawnego zrównywania Armii Krajowej czy innych formacji polskich z Ukraińską Powstańczą Armią OUN
— podkreśla profesor i podaje fundamentalne powody.
Pierwszy powód ma charakter kulturowo-cywilizacyjny. Wszystkie polskie organizacje podziemne, czy Armia Krajowa, czy Narodowe Siły Zbrojne, czy Bataliony Chłopskie - oczywiście poza komunistami - odwoływali się w swoich przysięgach żołnierskich do chrześcijańskiego systemu wartości i do dekalogu. Do opieki nad żołnierzem polskim, do płaszcza ochronnego, którym otacza ich Najświętsza Maryja Panna. I to nie były tylko słowa, ale to było przekonanie wynikające z powszechnego światopoglądu żołnierzy polskich
— przypomina historyk, były dyrektor Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego.
Tej rzeczywistości nie da się w żadnej mierze przyporządkować do polityki ludobójczej oddziałów nacjonalistów ukraińskich, którzy wzorowali się na doktrynach Dmytra Doncowa, ale także bezpośrednio na ideologach III Rzeszy, uważając, że czystka etniczna na ludności polskiej jest jedynym gwarantem podtrzymania idei „samostijnej Ukrainy”. Od 1941 roku, gdy Niemcy weszli na tereny kresów południowo-wschodnich, ta polityka była ze strony nacjonalistów ukraińskich dominującą, choć oczywiście i tam możemy znaleźć choćby Tarasa Bulbę, który będzie przestrzegał przed taką jednoznacznością tej pogańskiej formacji. To właśnie przyjęcie tej pogańsko-kozackiej i jednocześnie wzmocnionej ideologią nazistowską „recepty” na rozwiązanie kwestii zarówno żydowskiej jak i kwestii polskiej zaowocowało udziałem formacji ukraińskiej w holokauście dokonanym na Żydach i Polakach
— podkreśla były senator RP i były dyrektor Biura Edukacji Publicznej IPN.
Wspomnę tu nieznany powszechnie fakt, gdy ówczesny prezes Instytutu Pamięci Narodowej Janusz Kurtyka w mojej obecności odbierał stosowne odznaczenie w ukraińskiej ambasadzie w Polsce przy al. Szucha. Towarzyszyłem prezesowi wtedy jako dyrektor Biura Edukacji Publicznej. Słyszałem jego słowa kiedy powiedział, że nadanie polskiemu urzędnikowi tego orderu nie oznacza, żeby prezes IPN-u zmienił swoje poglądy na temat tego holokaustu, którego ofiarami stała się ludność polska kresów południowo-wschodnich. Prezes Kurtyka użył właśnie słowa holokaust i wydaje mi się, że to jest kanoniczne zdanie dla wszystkich urzędników państwa polskiego jeżeli chcą się nazywać Polakami. Jeżeli zaś nie chcą być Polakami, to oczywiście naszą rolą jako polskiego narodu jest, żeby ich odwołać z zajmowanych stanowisk i nie dopuszczać do głosu publicznego. Niech sobie w domach prywatnych opowiadają co chcą, natomiast nie mają prawa reprezentować państwa polskiego. Niech Janusz Kurtyka pozostanie wzorcem dla polskich urzędników
— podkreślił dobitnie nasz rozmówca.
Mamy być posłuszni polityce Zełenskiego?
Skoro dr Kazimierz Wóycicki, będąc historykiem miesza prawdę z oczywistym fałszem, to jakie są jego motywy? Czym się kieruje formułując tego typu opinie?
Nie chcę wchodzić w psychologię i domniemywać jakie są osobiste poglądy dr. Kazimierza Wóycickiego, z którym bardzo lubię dyskutować. Myślę natomiast, że należy on do pewnej formacji intelektualnej w Polsce, bardzo mainstreamowo silnej, której zadaniem jest udowadnianie, że pamięć polska historyczna jest przeszkodą w prowadzeniu bieżącej polityki w relacjach między Niemcami a Ukrainą i że mamy być posłuszni wobec tego dyktatu, który Zełenski w tej chwili proponuje Europie Zachodniej, a konkretnie Berlinowi i Brukseli. Ten dyktat jest oczywiście wymierzony w polskie interesy
— podkreśla nasz rozmówca.
Przegapiliśmy ten moment, kiedy w 2022 roku mogliśmy zdecydowanie wprowadzić nie tylko polskie postulaty, ale także wręcz zaszantażować Ukrainę, że ich niespełnianie będzie owocowało zamrożeniem jakiegokolwiek udziału polskiego budżetu we wspieraniu Ukrainy podczas wojny z Rosją. Myśmy wybrali odwrotny kierunek, zaczęliśmy udowadniać zarówno Ukrainie jak i sobie wzajemnie, że to Ukraina walczy za Polskę i dlatego należy zrobić wszystko, żeby pomniejszyć polską rację stanu
— podsumowuje prof. Jan Żaryn.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/762571-prof-zaryn-o-skandalu-w-neo-tvp-woycicki-musi-sobie-radzic
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.