Wściekłe gęby mameluków. Tendencja jest narastająca
Wściekłe gęby mameluków. "Niestety w III RP od początku trwa wymiana kultury wysokiej na tandetę, bylejakość"

Pod naporem ogłupiającego wpływu mediów życie publiczne coraz częściej przypomina parodię.
Tak się złożyło, że po Koncercie Niepodległości Towarzystwa Patriotycznego, podczas którego wręczano nagrody „Żeby Polska była Polską”, ktoś mi powiedział o profanacji tej pieśni w Teatrze Narodowym. Odbyła się tam premiera dramatu „Termopile polskie” Tadeusza Micińskiego. Nowym dyrektorem narodowej sceny został uznawany za skandalistę Jan Klata. Nie sądzę, bym zdobył się na odwagę i dotarł na to przedstawienie. Kocham teatr, dlatego coraz rzadziej chodzę. Zwłaszcza powszechna moda demolowania klasycznych, tradycyjnych tekstów jest zabiegiem głęboko nieuczciwym – wobec bezbronnych historycznych autorów, a także ważnej kulturowo pamięci narodowej i ogólnoludzkiej. Sofoklesa i Szekspira również „poprawiają” barbarzyńcy. Nie tylko Micińskiego i Mickiewicza.
W szczęśliwie minionych czasach PRL akurat pod tym względem cenzura odgrywała „pozytywną” rolę, pilnując starych tekstów. Najważniejsze, że mieliśmy wręcz nadmiar wybitnych aktorów, całe zespoły aktorskie na najwyższym poziomie. W tym pasjonujące, nowatorskie grupy Grotowskiego, Kantora, Szajny. Ale głównie chodziło się na podziwianych, świetnych aktorów grających w dobrze skrojonych sztukach. Tych głębokich, wzniosłych, a także mniej ambitnych literacko, lecz rozgrzewających widownię wybitnymi kreacjami.
