Wariaci i załatwiacze. "Oto wielka europejska polityka"
Wariaci i załatwiacze. "Oto wielka europejska polityka. A w jej tle idą ciche, ciemne, ale bardzo duże interesy"

Niech sobie postkolonialne elity znad Wisły czy Wełtawy nieco dorobią, by lepiej rozumieć istotę niemieckiego przewodnictwa na Starym Kontynencie.
Ktoś jeszcze nie wie, o co chodzi w europarlamentarnej polityce? Jakież to wzniosłe aksjomaty, zasady i logika działania przyświecają dziś wspólnemu projektowi? Czym są zasady subsydiarności, przyznania kompetencji, równowagi instytucjonalnej i inne w realnym wdrożeniu i działaniu? Ten powinien się douczyć z ostatnich aktywności dwójki – bodajże najbardziej znanych – polskich europosłów. Pani Spurek i pana Sikorskiego.
Oczywiście w przypadku pana Sikorskiego chodzi o działalność trwającą dużo dłużej, a nawet wpisaną w oświadczenia majątkowe. Nasz były minister dwóch ekip i międzynarodowy gwiazdor brał to i owo od Arabów. W zamian – jak twierdzi holenderska gazeta „NRC” – zupełnie przypadkowo głosował w europarlamencie zgodnie z ich interesem. Słusznie podnosi, że żadnych przepisów nie złamał. Europosłom wolno tak robić. Nikt nie zastrzegł tego, że nie mogą być lobbystami. Jak się okazuje, twórcom naszego pełnego zasad systemu, tak wiecznie stroskanego o praworządność i różne świeckie uniwersalia, to nie przeszkadzało. Kto wie, może wręcz jest to wskazane. Niech sobie postkolonialne elity znad Wisły czy Wełtawy nieco dorobią, by lepiej rozumieć istotę niemieckiego przewodnictwa na Starym Kontynencie.
