Ursula von der Leyen – królowa w teatrze absurdu
Ursula von der Leyen – królowa sprzeczności w brukselskim teatrze absurdu. "Jej słowa to bajka dla naiwnych"

Przyjrzyjmy się, jak szefowa KE maluje różowy obraz, na którego tle pali się unijny dom.
Ach, co to był za tydzień! 10 września w Strasburgu Ursula von der Leyen, nieustraszona amazonka eurobiurokracji, wygłosiła swoje doroczne orędzie o stanie Unii. Mówiła o „walce o kontynent cały i pokojowy”, o potrzebie jedności, autonomii i prosperity. Brzmiało jak manifest niepodległej Europy, gotowej stawić czoło światu. Doprawdy wzruszające! Szkoda tylko, że jej słowa to bajka dla naiwnych, a rzeczywistość serwuje nam gorzką kawę z dodatkiem hipokryzji. Przyjrzyjmy się zatem, jak szefowa KE maluje różowy obraz, na którego tle pali się unijny dom.
Weźmy Zielony Ład – koronne „osiągnięcie“ Ursuli. W orędziu chwaliła się „battery booster package” za 1,8 mld euro, mające wspierać europejską produkcję baterii i zielone technologie. Brzmi ekologicznie i nowocześnie, prawda? Tymczasem eksperci z Europejskiego Banku Centralnego alarmują, że Zielony Ład już zdusił przemysł ciężki, podnosząc koszty energii o 20–30 proc. w takich krajach jak Niemcy czy Polska. Fabryki są przenoszone do Chin, gdzie emisje CO2 rosną w najlepsze, a my tu w Europie liczymy straty w setkach tysięcy miejsc pracy.
