Twierdza Magdeburg. AfD doprowadziła do historycznego przełomuTwierdza Magdeburg. "AfD doprowadziła do historycznego przełomu"

AfD doprowadziła do historycznego przełomu. Po raz pierwszy ma realne szanse na objęcie władzy w jednym z niemieckich krajów związkowych. Koszty jej sukcesu poniesie przede wszystkim chadecja.
Właściwie to miała być dyskusja o pieniądzach. Rozliczenia rzeczywiście były, ale nie w sensie finansowym. Podczas debaty generalnej w Bundestagu, zamiast nad budżetem, proponowanym przez ministra finansów Larsa Klingbeila, partie pochyliły się nad zwycięstwem wyborczym Alternatywy dla Niemiec (AfD) w Saksonii-Anhalt. Była to nad wyraz burzliwa debata, na równi z „epokowym uderzeniem” w rządzące elity, którym zdaniem tygodnika „Der Spiegel” były te wybory, a raczej ich wynik. Mimo że spodziewano się go, wzbudził niedowierzanie w kręgach medialnych i politycznych. Tak więc kanclerz Friedrich Merz i Alice Weidel przerzucali się oskarżeniami.
Liderka AfD zarzuciła CDU i SPD, że nie chcą „uwolnić się od zielonej ideologii, masowej imigracji i socjalistycznej redystrybucji”. Szkoły? Pełne przemocy. Dworce kolejowe? „Zaniedbane”. Migranci? Pełni „nienawiści do Niemców”. Kanclerz Merz? „Nieudolny”. Ten nie pozostawał jej dłużny. Według niego AfD sieje nienawiść, nie ma rozwiązań, zaprzecza zmianom klimatycznym i chce oddać kraj w ręce agresywnej Rosji. A pomysł „reemigracji” to nic innego jak „planowana czystka etniczna”. „Tym, co was wyróżnia, jest pogarda dla naszych demokratycznych instytucji i ciągłe osobiste poniżanie przedstawicieli naszego państwa” – grzmiał Merz. „Nigdzie w Niemczech nie zdobędziecie większości tą polityką: jesteście i pozostaniecie siłą destrukcyjną” – dodał.
