Premier Leszczyna. "Ewidentna potwarz i chęć upokorzenia"Premier Leszczyna. "Wskazanie Leszczyny jako kandydatki na premiera to ewidentna potwarz i chęć upokorzenia"

Niezależnie od hucpy związanej z lansowaniem Izabeli Leszczyny na premiera, w polityce bywa tak, że taki absurdalny wariant czasem się realizuje.
Lansowanie Izabeli Leszczyny na szefową rządu to nieczysta gra Tuska z Trzaskowskim i liderami innych opozycyjnych partii.
Wszystkiemu winien jest Rafał Trzaskowski. Winien temu, że Donald Tusk zaczął lansować Izabelę Leszczynę, wiceprzewodniczącą Platformy Obywatelskiej, jako kandydatkę na premiera. To Trzaskowski wiosną 2022 r. zaczął dawać sygnały, że przywództwo Tuska w PO nie jest najlepszym wyborem dla tej partii. I on byłby gotów Tuska zastąpić. I już się tak nie boi konfrontacji z nim jak latem 2021 r., gdy zgłaszał aspiracje do kierowania partią, ale ostatecznie stchórzył. Tusk tak manipulował partią i nastrojami sympatyków PO, że wykreował się na jedynego polityka zdolnego uratować Platformę, zdecydowanie poprawić jej notowania i poprowadzić opozycję do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych, a potem stworzyć rząd. Trzaskowski nie miał żadnej alternatywnej strategii, a nawet narracji, więc uznał, że w konfrontacji z Tuskiem nie ma szans. To nie była prawda, gdyż w sondażach poprzedzających zamianę Borysa Budki na Donalda Tuska Trzaskowski był postrzegany jako lider znacznie bardziej przyszłościowy i mający bez porównania mniejszy negatywny elektorat. I prezydent Warszawy miał w ręku koronny dowód, jakiego nie miał Tusk: 10 mln głosów w wyborach prezydenckich w 2020 r. A jednak nie wytrzymał psychicznie starcia z Tuskiem.
