Poczet „pożytecznych”. "Te nerwy trzeba zrozumieć"
Poczet „pożytecznych”. "Bądźmy litościwi, te nerwy trzeba zrozumieć. W końcu, co mają dziś mówić"

Każdy może się nawrócić, nawet odkupić winy, ale, jak widać, w niektórych przypadkach zanosi się na coś zupełnie przeciwnego.
Nie owijajmy w bawełnę: polityka towarzyszy spod znaku ośmiu lub dwunastu gwiazdek stanęła po inwazji Rosji na Ukrainę nad przepaścią. Gdzie teraz pójdą? W którą stronę zrobią krok?
Te wszystkie sieroty po siedemnastu resetach z Moskwą, po ocieplaniu relacji na grobach i smoleńskich hołdach pani Kopacz, całującej po rękach Putina, mimo pogardy jego ludzi dla polskich ofiar? Ci wszyscy, którzy biegali na cmentarze żołnierzy Armii Czerwonej palić im znicze po tragedii w Smoleńsku, jak pan Wajda przykazał na łamach „Gazety Wyborczej”? Jakże dziś szkoda pana Lisa, który po raz kolejny musiałby sobie odgryźć język, gdyby miał honor. I dlatego teraz twierdzi, że kto inny był proputinowski, chociaż sam na kolanach robił wywiad z rosyjskim prezydentem. A minister Nowak, który pobyt na Ukrainie przypłacił gwałtowną utratą uczciwości? Jak on się oburzał na Kaczyńskiego za jego list do ambasadorów, przestrzegający Unię przed bezczynnością wobec imperialnej polityki Putina. Młodzi może i nie pamiętają, jak mawia Kidawa-Błońska, za to stara gwardia PO – aż za dobrze. Zanim więc ktoś przypomni o dawnych skłonnościach PO do „żółwików” z Moskwą, przybijanych zaraz po Smoleńsku nie tylko na miejscu tragedii, odpór niesłusznym wspomnieniom dali panowie Siemoniak z Grupińskim, którzy przynajmniej na Twitterze próbują zagłuszyć to, co widać, słychać i czuć. Że sami są dziś przerażeni własną krótkowzrocznością, brakiem rozeznania w polityce międzynarodowej, cynicznym konformizmem. Z tego samego powodu pan Migalski na łamach „Rzeczpospolitej” wyraża obawy, iż inwazja Rosji na Ukrainę może pomóc… notowaniom PiS. Co trzeba mieć w głowie, żeby śmierć dzieci i kobiet w płonących ukraińskich mieszkaniach rozpatrywać w kategoriach zysków i strat partii politycznych? Zwłaszcza gdy wielu rezygnuje z doraźnej „walki politycznej” i po prostu staje na głowie, by pomóc? Można by mówić o wstrząsie, jakiego na skutek wojny doznała wrażliwość Migalskiego, gdyby nie to, że już wcześniej była w ruinie. Podobnie jak u mecenasa Giertycha, który w reakcji na wybuch wojny stwierdził, że „putinowski autorytaryzm” został już wcześniej wprowadzony w Polsce przez obecny rząd. Bo ten rząd „rozwalał jedność Zachodu”. Tylko czym? Ostrzeżeniami przed Nord Stream 2 i zachłannością Kremla? Setkami próśb o niestawianie polityki klimatycznej ponad dobro ludzi? A może listami gończymi za Giertychem?
