Po co był ten rozłam?Po co był ten rozłam? "Notowania Rozwoju Plus to zazwyczaj 1 lub 2 pkt powyżej progu wyborczego"

Rozwój Plus miał być „lepszym PiS”. Sprawniejszym i przyciągającym nowych wyborców. A według przeciwników miał to być kolejny antypis, koncesjonowana prawica kolaborująca z Donaldem Tuskiem. Nie spełniło się ani jedno, ani drugie. Rozwój Plus to „PiS obok”. Druga wersja tego samego projektu.
Tak samo nie spełniły się inne proroctwa. Ugrupowanie Mateusza Morawieckiego nie przepadło i nie rozsypało się – wbrew twierdzeniom tych, którzy zostali w Prawie i Sprawiedliwości i poświęcają wiele energii na zwalczanie swojego niedawnego premiera. Ale jednocześnie nowy projekt rozwija się bardzo wolno, i to mimo rzeczywiście sporej aktywności Morawieckiego oraz jego stronników. Nie ma, jak mawia młodzież, „efektu łał”. Przy czym także stare PiS nie ma powodów do satysfakcji, bo miało być jak w przysłowiu, że „baba z wozu, koniom lżej”. Po odejściu Morawieckiego Prawo i Sprawiedliwość nie ruszyło z kopyta. Prawicowy wyborca nadal ma pełne prawo, by zadawać pytania, po co był ten rozłam oraz jaki sens mają wzajemne oskarżenia i złośliwości.
Samorządowcy Plus
Nowy projekt, czyli Rozwój Plus, jest na swoim już dwa miesiące – jeśli liczyć od 24 lipca, czyli momentu, w którym Jarosław Kaczyński ogłosił, że grupa posłów PiS złożyła rezygnację z członkostwa w partii, ponieważ odmówiła podpisania deklaracji o nieprzynależności do stowarzyszeń. Wtedy było to 30 posłów. Potem dołączyli kolejni. Teraz grupa Morawieckiego, ciągle niesformalizowana jako partia, liczy 41 posłów, 2 senatorów, 3 eurodeputowanych i 3 radnych sejmikowych.
Po dwóch miesiącach działania tej grupy nie można jeszcze formułować definitywnych ocen, ale trzeba zauważyć następującą rzecz – doświadczenie pokazuje, iż nowe inicjatywy polityczne muszą startować z dużym impetem. Wręcz fajerwerkami, aby osiągnąć efekt kuli śniegowej. Tu tego nie ma. Jedyne, co najbardziej przyciąga uwagę mediów, to chyba tylko pyskówki między PiS a Rozwojem Plus. O rzeczy w sumie drugorzędne, jak rozkład miejsc na sali plenarnej Sejmu.
