Państwo chore na wszystkoPaństwo chore na wszystko. "Szturm Marokańczyków jest widowiskową, choć tragiczną egzemplifikacją patologii, która jak nowotwór zżera Reino de España"

Na co choruje Hiszpania? To kraj, przez którego granice jednego dnia może się przebić 60 tys. najeźdźców i zdobyć 80-tysięczne miasto. Szturm Marokańczyków na położoną na kontynencie afrykańskim hiszpańską Ceutę jest widowiskową, choć tragiczną egzemplifikacją patologii, które jak nowotwór zżerają Reino de España. Nie chodzi tylko o kryzys migracyjny, lecz także ustroju, tożsamości, wszystkich struktur państwa, a nawet jego idei jako bytu jednoczącego i chroniącego wspólnotę.
Podróż w głąb hiszpańskiego szaleństwa rozpoczniemy właśnie od Ceuty. Co to państwo musiało sobie zrobić, by pozwolić na taki najazd? Przede wszystkim pozbawić się mocy ochronnych. Hiszpania jest – obok Niemiec – najmniej lojalnym sojusznikiem NATO. Właściwie jego wrogiem. Mimo interesów na skalę niemal globalną – w Afryce, w Ameryce Łacińskiej – przez dekady wydawała na obronność mniej niż 1 proc. PKB. Dopiero ostatni rok to wzrost do 2 proc. Hiszpania wysysa Pakt i tak jak Francja nie jest już w stanie kontrolować szlaków imigrantów oraz terrorystów przez Zachodni Sahel czy Saharę Zachodnią, która była jej kolonią. Ochronę tej części świata przed ISIS biorą na siebie Stany Zjednoczone, którym Hiszpania odmawia możliwości wykorzystywania położonych na jej terenie amerykańskich baz w wojnie z Iranem. Lewacki rząd doprowadził do tego, że relacje z USA są najgorsze w historii. Jest to m.in przyczynkiem do spekulacji, że Ameryka zainspirowała swego sojusznika – Maroko – do nasłania imigrantów. Do zdobytego przez najeźdźców miasta Hiszpania zdołała wysłać ledwie 150 żołnierzy. Dopiero po trzech dniach nadciągnęły posiłki Gwardii Cywilnej.
Okazało się rówież, że Hiszpania nie ma oczu i uszu, jakby wywiad nie istniał i nie miał pojęcia, że tuż przy jej granicy zgromadziło się kilkadziesiąt tysięcy młodych mężczyzn. Albo to zignorował. Władze informują, że w czasie szturmu i plądrowania Ceuty zginęło ponad 100 Marokańczyków, ale większość najeźdźców wróciła już do swego kraju. Skoro tak, to może Maroko urządziło ćwiczenia? Kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy można wszak przebrać w cywilne ciuszki i nasłać na Hiszpanię, a ona się przed nimi rozłoży jak swego czasu Merkel przed imigrantami. A ISIS z Sahelu może wysłać np. kilkuset szahidów, którzy jako męczennicy za wiarę wysadzą się w powietrze w atrakcyjnych miejscach. Hiszpania pozostaje bezbronna, na łasce obcych.
Import elektoratu
Przyjmijmy wariant optymistyczny i załóżmy, że kilkadziesiąt tysięcy mężczyzn zorganizowało się spontanicznie pod wpływem informacji w sieci, że Hiszpanie dają pieniądze, legalizujące pobyt papiery i inne. Cóż, ta bajkowa opowieść jest bliska prawdy, bo 30 czerwca br. zakończył się program przyjmowania wniosków o legalizację pobytu składanych przez nielegalnych imigrantów. Wystarczy rok pobytu w Hiszpanii, a otrzyma się dokumenty, prawo podróży po Unii Europejskiej, prawo do zasiłków i jest się na szybkiej ścieżce do uzyskania obywatelstwa. Lewacki rząd Pedra Sáncheza spodziewał się 500 tys. wniosków, a złożono ich 1,3 mln. Teraz trwa ich rozpatrywanie, a my czekamy na gry i zabawy, które rozpoczną imigranci, którym odmówiono, chociaż przyjęto ich kuzynów z wioski w górach Atlas.
