Opowieść o ojcu marnotrawnym. O facetach, którzy nie boją się płakaćOpowieść o ojcu marnotrawnym. "Rozmowa z księdzem nie przynosi religijnego przełomu, ale zostawia ślad w jego psychice"

„Odzyskany” Marcina Kwaśnego to skromny, można by rzec – offowy film, który 14 sierpnia trafił do kin. Jest nietypowy, odwołuje się do chrześcijańskiej wizji świata. Urzekł mnie empatycznym stosunkiem do swoich bohaterów i dobrym aktorstwem.
W 2021 r., w apogeum pandemii COVID-19, aktor Marcin Kwaśny nakręcił niespełna 20-minutowy film „Spowiedź”. Była to etiuda o chłopaku, który ucieka przed bandytami – chodziło o jakiś dług. Chroni się w kościele. Aby uniknąć prześladowców, klęka w konfesjonale. Rozmowa z księdzem nie przynosi religijnego przełomu, ale zostawia ślad w jego psychice.
Ta opowieść domagała się dalszego ciągu. Kwaśny zbierał pieniądze na pełnometrażową historię, zmagał się z przeciwnościami, tracił źródła finansowania, ale w końcu doczekaliśmy się premiery. „Odzyskanego” dystrybuuje firma Rafael Film, przyznająca się do ewangelicznych inspiracji.
Spodziewałem się rozwinięcia zmagań Janka z bandziorami, tymczasem Kwaśny opowiada klasyczną historię rodzinną. Najpierw o wysiłkach głównego bohatera, aby skutecznie opiekować się chorą matką, potem o jego spotkaniu z ojcem alkoholikiem.
Mam wrażenie dziur scenariuszowych, gubienia wątków, jakby autor scenariusza – także Kwaśny – o nich zapominał. To realistyczna opowieść, widza może więc ciekawić, jak Janek poradził sobie z osaczającym go zagrożeniem, które nagle znika. Takie luki widzę skądinąd w wielu polskich filmach. Kinga Dębska w „Święcie ognia” pokazała nam wyciskającą łzy historię ojca, dniem i nocą opiekującego się chorą córką. Zapomniała nam tylko powiedzieć, z czego ta rodzina żyje.
