OGNIEM NA WPROST. Sowiecka szkoła dowodzenia w ukraińskiej armiiOGNIEM NA WPROST. Sowiecka szkoła dowodzenia w ukraińskiej armii

Nie tylko u Ruskich zwykli żołnierze płacą życiem i ranami za idiotyczne błędy dowództwa. Oczywiście liczba tych kretynizmów po stronie ukraińskiej jest wielokrotnie mniejsza, ale się zdarza. Pokazuje to historia 61. batalionu, która przez 2,5 roku pozostawała nieopowiedziana.
Grzechem pierworodnym dowództwa było rozdrobnienie jednostki. Plutony i kompanie zostały rozdzielone między różne brygady i dowództwa.
Nasz batalion został rozbity
– mówi oficer.
Moja kompania została podzielona na pół – jeden pluton przydzielony do 30. Brygady, pozostałe do 14.
– wyjaśnia.
Jeden z najbardziej tragicznych epizodów rozegrał się na kierunku kupiańskim w pobliżu pozycji zwanej Boryspol. 30. Brygada wycofała się z tego obszaru, a w celu odzyskania utraconych pozycji zorganizowano nową operację szturmową. Do sił uderzeniowych włączono żołnierzy z podzielonego 61. batalionu. Pierwsza próba szturmu przypominała napad gangu Olsena na bank.
Najpierw zepsuł się bojowy wóz piechoty
– wspomina oficer.
Potem czołg uderzył lufą w drzewo i również został unieruchomiony. Mimo to rozkaz do ataku nie został anulowany.
Szturm się nie powiódł i zakończył niemal natychmiast. Dwóch dowódców oddziałów odniosło poważne obrażenia.
Jeden z nich musiał zostać wyniesiony pieszo z szyną. Drugi wyszedł o własnych siłach, mimo ran ramion i twarzy
– mówi oficer.
