OGNIEM NA WPROST. Człowiek i ruskie bydlęOGNIEM NA WPROST. Człowiek i ruskie bydlę

Artylerzyści spod znaku Tryzuba pobili rekord. Wykorzystując polską samobieżną armatohaubicę Krab kal. 155 mm, udało im się wystrzelić pocisk na odległość 70 km. To prawie dwukrotnie dalej niż strzał oddany ze standardowej amunicji. Równocześnie przedstawiciel koncernu Leonardo poinformował o trwających rozmowach dotyczących badań poligonowych amunicji Vulcano z polską armatohaubicą Krab. W przypadku krótszych armat zasięg ma dochodzić maksymalnie do ok. 50 km, ale już w przypadku dział o długości 52 kalibrów (a takim dysponuje właśnie polski Krab czy niemiecki PzH 2000) jest możliwe, jak pokazali Ukraińcy, dosięgnięcie celów oddalonych o nawet 70–80 km. Pociski Vulcano mają bardzo interesującą konstrukcję. To amunicja podkalibrowa, sam pocisk jest mniejszy od klasycznych pocisków kalibru 155 mm. Chodzi tu o pocisk umieszczony w sabocie wymiarowo pasującym do działa, który finalnie odpada, zostawiając mniejszy i lżejszy pocisk poruszający się szybciej od klasycznych rozwiązań. Istotne są również inne cechy tej amunicji. Konstruktorzy zastosowali np. rozbudowany system naprowadzania obejmujący nawigację GPS wspartą przez INS, który zapewnia wysoką precyzję trafiania (z błędem na poziomie zaledwie 2–3 m). W legionowej piosence z I wojny światowej artylerzyści nucili: „A nasze ciężkie działa już pod Rygą stoją / Już pod Rygą stoją / I piszą do cara, że się go nie boją / Hopaj, siup!”. Dziś brzmiało by to tak: „A nasze ciężkie Kraby już pod Kurskiem stoją / Już pod Kurskiem stoją / I piszą do Putina, że się go nie boją, że się go nie boją / Hopaj, siup”.
W tegorocznym 22. numerze tygodnika „Sieci” pojawiła się korespondencja wysłannika redakcji na Ukrainę Andrzeja Skwarczyńskiego. Pisał w niej o Romie Baranenko z Chersonia, która mimo straty domu w wyniku ostrzału kacapów pozostała w mieście. W czasie okupacji angażowała się w pomoc mieszkańcom, a także potajemnie przekazywała ukraińskim wojskowym informacje o ruchach rosyjskich wojsk. Oprócz działalności wywiadowczej zajmowała się ratowaniem kotów ze zniszczonych domostw. Miała ich kilkadziesiąt. Ale wojna nie matka. Rankiem 1 grudnia wraży dron kamikaze zaatakował chersoński autobus miejski (tzw. marszrutkę). Był to celowy atak terrorystyczny na ludność cywilną. W przeciwieństwie do artylerzystów, którzy nigdy do końca nie wiedzą, w co trafią, operator drona, moskiewskie bydlę, do ostatniej chwili miał kontrolę nad bezpilotowcem i świadomie dokonał ataku na cywilny autobus. W wyniku wybuchu na miejscu zginęły trzy osoby. Jedną z nich była Roma Baranenko. Ostatnią wolą kobiety, której realizację powierzyła swojej przyjaciółce, było zadbanie o mieszkające z nią koty. Ta, ryzykując życiem swoim i kilku pomagających jej osób, pojechała w rejon dużej aktywności dronów i ewakuowała wszystkie zwierzaki. Zgodnie z poleceniem tragicznie zmarłej nie trafiły one do schroniska, a w dobre ręce w bezpieczniejszych miejscach.
