OGNIEM NA WPROST. Kijowski bardak cz. 1OGNIEM NA WPROST. Kijowski bardak cz. 1

Na nic zdało się zaklinanie rzeczywistości przez krawaciarzy w Kijowie i odrdzewianie upowskiej bandyterki. Sondaże prezydenta Zełenskiego dołują, a na kijowskich salonach w ogóle zaczęła się niezła jazda.
O ile armia ukraińska trzyma się nieźle, a lokalnie odnosi nawet spore sukcesy (choć ofensywa dronowa nie przełożyła się na jakieś duże przełamanie), o tyle państwo ukraińskie trzeszczy. Głównie z powodu postępującego upadku autorytetu prezydenta i rozpadu dotychczasowego systemu „zgody narodowej”, z której wyłamywały się tylko jednostki, szybko pacyfikowane przez ogół publiki. Tym razem jednak jest inaczej, a prezydent Zełenski jest zmuszany do kolejnych politycznych odwrotów. Słabnąca pozycja głowy państwa z jednej strony ośmiela tych, którzy chętnie go dopadną – jak służby antykorupcyjne NABU i SAPO, z drugiej – prowokuje służby specjalne do walki o dostęp do funduszy, szczególnie do półlegalnych interesów. Niewątpliwe sukcesy na polu tworzenia i produkcji coraz lepszych broni typu drony i rakiety (w tym rakiety balistyczne) nie zmieniają sytuacji samego prezydenta. Nie zmieniają jej nawet sukcesy 3. Korpusu „Azow”. Nie zmieniają, bo Ukraińcy widzą większe zagrożenie w korupcji niż w wojnie. Mniej nienawidzą Moskala niż własnego polityka (a Moskali nienawidzą serdecznie).
Rozpętana przez prezydenta Zełenskiego antypolska i probanderowska histeria wypaliła się dość szybko. Przez dwa miesiące w ukraińskich mediach można było przeczytać tony bełkotu, łącznie z tym, że Polska to taki sam okupant jak Kacapia. A w czerwcu znaczna część Ukraińców stwierdziła, że sprawy sporne z Polską należy załatwić polubownie. W ślad za porażką antypolskiej narracji Kijów zaczął lansować postać Iwana Mazepy, którego pomniki mają zastąpić obalone posągi Lenina. Jest to oczywiście gest bardziej antyrosyjski niż antypolski, ale liczący się z polskim stanowiskiem. Zełenski odpuścił, bo już w czerwcu było widać, że po chwilowym niewielkim skoku jego popularność znowu spada.
