„Międzynarodówka” w Sejmie. Mówi o sobie: „Stary komuch”„Międzynarodówka” w Sejmie. Oto bowiem postkomuna rozsiadła się z powrotem na salonach

Co na to ofiary komunizmu, którym dziś dawni towarzysze śmieją się w twarz i roją o demokracji walczącej, jak niegdyś o demokracji ludowej?"
Karol Marks twierdził, że „historia powtarza się, najpierw jako tragedia, potem jako farsa”. My mamy tragifarsę. Oto bowiem postkomuna rozsiadła się z powrotem na salonach. I to nie byle gdzie, ale na samym szczycie, tuż pod dachem państwa, gdzie fotel jest miękki, władza realna, a i pensja całkiem przyjemna.
Drugą osobą w państwie został Włodzimierz Czarzasty. Tak, ten sam Czarzasty, który mówi o sobie: „Stary komuch”, bo najwyraźniej uznał, że szczerość to najlepsza strategia – szczególnie wtedy, gdy inni politycy próbują podrasowywać swoje życiorysy opowieściami o walce z rekinami czy morskimi węgorzami. Czarzasty dołączył do PZPR, gdy w Polsce trwał stan wojenny. Podczas gdy ludzie ryzykowali życiem, by przeciwstawić się systemowi, on postanowił zostać jego funkcjonariuszem. Każdy ma swoje hobby: jedni zbierają znaczki, inni zapisują się do partii, która właśnie internuje tysiące obywateli. Kwestia gustu.
